W obronie nic się nie dzieje

NAPISAŁ: Eli-ROO10, 23 października 2012 16:55

Poniższy film dostępny jest w HD TUTAJ

SWOS Grand Prix 2 from ROO10 on Vimeo.

W sobotę w ekskluzywnej hacjendzie Konia rozegrany został drugi turniej z prestiżowego cyklu Grand Prix SWOS. Do rozgrywek o Puchar Admina przystąpili zdecydowanie najlepsi w Poznaniu w te klocki Ruten i Eli oraz mięso armatnie w postaci Konia, Gorącego i dyktatora AK47 Macieja.

Z początku organizatorzy borykali się z problemem natury technicznej, mało brakowało, by zawody się nie odbyły. Otóż Ruten przez niemal dwie godziny nie mógł odpalić gry na Amidze. Okazało się, że na przeszkodzie stała żyła wodna która umiejscowiona była w łazience. Po niewielkich pracach remontowych udało się ją dokładnie zlokalizować, kolejnym krokiem było przesunięcie Amigi o 10cm w lewo (poza zasięgiem żyły) i gra wystartowała!

Po tych perturbacjach przystąpiono do komisyjnego wylosowania kolejności w jakiej uczestnicy rozgrywek wybierali swoje zespoły. Poniżej zestawienie drużyn a obok kursy bukmacherów na końcowy sukces:

 

Holandia (Ruten) – 1.45
Chorwacja (Eli) – 1.65
Szwecja (Eli) – 3.8
Polska (Ruten) – 8.0
Włochy (Maciej) – 10.0
Brazylia (Gorący) – 15.0
Portugalia (Maciej) – 15.0
Argentyna (Gorący) – 15.0
Anglia (Koniu) – 25.0
Niemcy (Koniu) – nie przyjmowano zakładów, odkąd Koniu podał ze zagra Klinsmann obarczony klątwą permanentnej kontuzji.

Dodatkowo komputerowi przydzielone zostały Ghana i Kamerun (wyniki z nimi były losowane), żeby Koniu, Maciej i Gorący mieli szansę pokonać kogoś oprócz siebie nawzajem:)

Początkowo turniej przebiegał podobnie jak poprzednio: Eli z Rutenem prali wszystkich, pozostali próbowali prać się między sobą. Od samego początku wiadomo było że bój o Puchar Admina rozstrzygnie się pomiędzy Holandią i Chorwacją. Oba te zespoły spotkały się w piątej kolejce i po zwycięstwie tulipanów 3-1 wydawało się że jest już po zawodach ( nie bez znaczenia był tu  otwierający spotkanie niefortunny samobój Elego wynikający z błędu w wyznaczeniu azymutu).

Szwecja po kilku pierwszych meczach siała postrach, jednak odpadła z czołówki w kolejce nr 6, kiedy to rzeźnik Koniu za pomocą swoich szkopów sprezentował asowi szwedzkiego napadu Martinowi Dahlinowi Czarny Krzyż. Nie było to bynajmniej odznaczenie za odwagę, tylko śmiertelna kontuzja, która wyeliminowała Dahlina z dalszej gry.

Bez swego snajpera Szwedzi popadli w marazm. O krok w tyle cały czas czaiła się Polska prowadzona sprawną ręką Rutena. Maciej, Koniu i Gorący dzielili się punktami między sobą, przeplatając piękne bramki strzałami samobójczymi.
Te ostatnie były skutkiem spożywania olbrzymich ilości napojów izotonicznych, po których raz po raz nasi bohaterowie zapominali na którą bramkę atakować. Brylował w tym szczególnie Koniu, który raz po raz zadawał dramatyczne pytanie: „Na którą kastę atakuję?
Koniu widząc, że wszyscy zdobywają punkty na Ghanie i Kamerunie zapragnął potrenować sobie na tych pierwszych „live”. Jeden mecz i wpierdal z Ghaną 1-3 skutecznie uzmysłowiły mu jak nisko upadł.

 

Kluczowy moment turnieju miał miejsce chwilę później. Rozpędzona Holandia spotkała się z rozpędzającą się Brazylią. Ruten szybko wyszedł na prowadzenie 2-0 i nawet czerwona kartka dla Nigela de Jonga nie zrobiła na nim wrażenia. Ruten nie docenił jednak Gorącego i zamiast wzmocnić linię obrony jednym ze skrzydłowych pozostawił lukę w swojej defensywie.
W obronie nic się nie dzieje” – oznajmił zawadiacko. Dosłownie sekundy później Tulio strzelił kontaktowego gola, a tuż przed końcem spotkania Bebeto z karniacza wyrównał na 2-2. Wynik nie uległ już zmianie, lokal Konia opanowało istne szaleństwo. Gorący i Maciej (Koniu był realistą) poczuli krew wszem i wobec oznajmiając koniec dominacji Rutena i Elego. Ruten długo nie mógł uwierzyć w to co się stało, a zapomnieć o tym remisie nie pozwalali mu kamraci raz po raz komentując w każdym możliwym  meczu” „W obronie nic się nie dzieje” :)
Eli natomiast wyczuł, że do zdobycia Pucharu Admina wystarczy mu komplet wygranych i do samego końca jego Chorwacja nie straciła już punktów. Holandia zaś po brazylijskim ciosie długo nie mogła się pozbierać i w podobny sposób straciła 2pkt remisując z Włochami (w obronie nic się nie działo… do czasu).
Do końca turnieju trwała walka o lokaty w środkowej części tabeli. Trzeba przyznać, że Gorący i Maciej z meczu na mecz prezentowali się coraz lepiej. Kapitan AK47 został na początku rozgrywek nafaszerowany cennymi wskazówkami od Rutena i sukcesywnie podnosił poziom gry. Gorący zaś, gdy zorientował się jakim potencjałem ofensywnym dysponuje Brazylia zaczął stosować rotację w ataku co przynosiło wymierne efekty (od 0-2 do 5-2 z Niemcami). A Koniu? Hm… Koniu konsekwentnie do samego końca grał swoje :)

 

Ruten miał jeszcze szansę na zdobycie korony króla strzelców.
Kluivert jednak złapał pod koniec kontuzję, a osamotniony w ataku Bergkamp nie był juz tak skuteczny.Wykorzystał to zabójczy duet Chorwatów Suker – Boksic. Nie dość, że grali oni ostatni mecz turnieju (znali dorobek bramkowy pozostałych napastników) to jeszcze ich przeciwnikiem byli Niemcy Konia… Dziewięć goli Chorwatów pozwoliło im zająć pierwsze i drugie miejsce w klasyfikacji snajperów. Warto podkreślić jednak trzecią lokatę Marka Citki. Dwanaście bramek musi budzić uznanie, zważywszy, że Polska do sensiblowych cyborgów się nie zalicza. Ten wynik porównać można tylko do wygrania turnieju w Agawie przez Małą Ewę.
Na liście najskuteczniejszych strzelców nie widać co prawda ani jednego Anglika, ale jest jeden Niemiec – Fredi Bobic – którego cztery bramki skutecznie kładą paszkwile pod adresem Konia, że ten nic nie grał. Kto wie, czy te gole nie okażą się kluczowe gdy to sprawozdanie przeczyta Konia aktualna WAGs?

Jeżeli jednak od strony sportowej Koniu prezentował się średnio, to w charakterze organizatora spisał się na medal. Jak już wspomniano napojów izotonicznych moc była nieprzebrana, a wśród dań serwowanych przez Konia próżno było szukać bigosów, kiełbas i golonek. Sportowcy muszą się zdrowo odżywiać! Królowały więc chipsy w dwóch smakach, jak również słone paluszki, do wyboru.

W charakterze Dania Wieczoru pojawiły się cztery ogórki z octu, które Eli znalazł penetrując lodówkę gospodarza. Pojawieniu się tych ogórków na biesiadnym stole towarzyszył szmer uznania naszych graczy oraz zawieszenie na chwilę pytań kierowanych w stronę Rutena: „Czy w obronie nic się nie dzieje?” :)

W lodówce Eli dostrzegł co prawda jeszcze ser żółty (w plastrach) ale błagalny wzrok Konia sprawił, że Edamski pozostał na swoim miejscu.
Sam turniej został przez wszystkich oceniony bardzo wysoko. Kolejny odbędzie się również u Konia, jak tylko Eli poda jaka sobota mu pasuje:)

Wyniki:

1.Eli (Chorwacja)

2. Ruten (Holandia)

3. Eli (Szwecja)

4. Ruten (Polska)

5. Gorący (Brazylia)

6. Gorący (Argentyna)

7. Giovanni (Włochy)

8. Giovanni Portugalia

9. Koniu (Anglia)

10. Komp (Ghana)

11. Koniu (Niemcy)

12. Komp (Kamerun)

Ciekawostki:

  • wypito łącznie 24 browary i 1 napój energetyczny
  • strzelono 221 goli, w tym kilka efektownych samobójów
  • ze względu na mocno wyeksploatowane dyskietki odpalenie gry na Amidze trwało około 90 minut (wielokrotne próby kończyły się fiaskiem)
  • Holandia Rutena, mimo, że nie zajęła pierwszego miejsca w turnieju, jako jedyna drużyna zakończyła rozgrywki bez porażki
  • w przeciwieństwie do pierwszego GP SWOS ten turniej odbył się bez obecności hostess, które nie zdecydowały się przyjechać nie mając pewności, że będą darmowe chrupki kukurydziane

6 komentarzy »

  1. komentarz by Koniu
    23 października 2012 @ 17:13

    Muszę sprostować ;) Z gry wyeliminowałem Martina Dahlina ze Szwecji. Brolina załatwię następnym razem :D

  2. komentarz by Eli
    23 października 2012 @ 17:39

    O matko! Co za klops redakcyjny:)
    Już poprawione!

  3. komentarz by ROO10
    23 października 2012 @ 17:49

    Jak pomyślę, że turniej wygrał ktoś kto nie odróżnia Dahlina od Brolina…

  4. komentarz by Eli
    23 października 2012 @ 18:16

    Ja nie przywiązuję się do nazwisk, tylko kieruję aktualną formą zawodników.

  5. komentarz by goracy
    25 października 2012 @ 13:59

    Sprawozdanie z turnieju jak zawsze pełne profesjonalizmu i małych zaczepek w stronę Konia :) Jeszcze przyjedzie taki dzień że zaskoczy i wtedy krew się będzie lała ( mam na myśli większe ilości ) :) Turniej kapitalny , czekamy za następnym , staramy się trenować aby na następnym turnieju wypić więcej niż 24 piwka hehehe
    P.S. Filmik kapitalny, nie mogę się na niego napatrzeć :)

  6. komentarz by Koniu
    1 listopada 2012 @ 19:45

    Chciałbym poinformować ,że ktoś zostawił u mnie ostre lotki. Co ciekawe właściciel przez 2 tygodnie się nie zorientował co świadczy o jego zaangażowaniu w treningi. Ława weteranów stoi otworem!! :P

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

UWAGA! Anonimowe wpisy będą usuwane

You must be logged in to post a comment.

 
| Yunnan | OpenSite www |
|