4 mecze – 6 punktów, nie jest źle

NAPISAŁ: ROO10, 24 maja 2015 21:25

Trwa druga część sezonu, w tabeli zaczyna robić się naprawdę gęsto. Za nami 4 mecze, oto co działo się na darterskiej arenie.


W Bugaju jak zawsze ciężko.

GumBar – Weterani S-U 6:4 (12:12)

W pierwszej rundzie ligowej Gumbarowcy ugrali z nami tylko remis i byli tym wyraźnie poirytowani, zwłaszcza, że warunki do gry stworzyliśmy im w naszym testowym potencjalnie nowym lokalu wręcz idealne, więc nic im przy tarczach nie przeszkadzało.

Wyprawa do Bugaju nie obyła się bez incydentu natury logistyczno-nawigacyjnej; nasz etatowy nawigator tym razem znów coś zmajstrował – nie zrozumiał się z Wilczkiem i w rezultacie z Kobylnicy pojechaliśmy na Antoninek, ot takie małe zboczenie z trasy, nic wielkiego, przecież spalaliśmy w trasie służbowe paliwo Konia :)

Byliśmy pewni wygranej (jak zawsze) a przynajmniej wysokiej formy naszego Kapitana, wszak mieszka 2km od siedziby Gumbarowców, więc mógł się czuć w pewnym sensie jakby grał na swoim terenie, poza tym nie był zmęczony podróżą i był w pełni sił. Po dotarciu do celu Eli od razu zadbał o to, aby jego dzielni zawodnicy rozluźnili się nieco i poczęstował wszystkich średniowysokoprocentowym trunkiem o konsystencji a’la ajerkoniak. Wszystko wskazywało na to, że ugramy choć punkt, ale z czasem okazało się, że nie do końca będzie kolorowo.

Mecz był bardzo wyrównany, o czym świadczy remis w legach (12:12), praktycznie każdy singiel to była loteria, no ale kto ma dable ten wygrywa. Jedynie w deblach poszło nam gładko, wieloletnie doświadczenie w temacie nieblokowania zaowocowało sukcesem. Niestety tego dnia gospodarze mieli nerwy ze stali grubszej, niż stal, z której nerwy mieli Weterani. Nie można nie wspomnieć o Biberze, który zagrał na wysokim poziomie (do czego już nas przyzwyczaił) i ogrywając naszego Kapitana zapewnił gospodarzom zwycięstwo. Porażka w Bugaju miała dla nas gorzki smak, zwłaszcza, że o remis a nawet zwycięstwo byliśmy o krok. O wysokim poziomie meczu świadczy fakt, że nie doszło do zmiany w szeregach Weteranów, choć Eli dysponował rezerwowym Rutenem.

Mecz ligowy to także okazja do małego handlu w szarej strefie, Eli próbował sprzedać Johnsonowi dziecięcy rowerek.

 

Ciekawostki:

  • Wilczek skończył jakąś wysoką liczbę bullem, ale ciężko powiedzieć jaką, to było tak dawno…

protokół meczowy


Mecze wygrywa się deblami…

Team Spirit – Weterani 4:6 (8:14)

 

Drużyna Team Spirit to według nas czarny koń ligi, chociaż ten pogląd nie odbija się na wyglądzie tabeli. Chłopaki grają naprawdę dobrze, ale hmmm no mają pecha :)

Mecz rozgrywaliśmy w Cooliozum, lokal nie był nam obcy, gdyż onegdaj rozegraliśmy tam jeden mecz w roli gospodarza. Można więc powiedzieć, że czuliśmy się tam prawie jak u siebie. Ta myśl dodała naszemu Kapitanowi otuchy, choć już na miejscu będąc wiedział, że będzie miał kłopoty kadrowe – oto Wilczek i Johnson spóźniali się. W tej sytuacji w wyjściowym składzie znalazł się Ruten, który choć walczył ze słupem jak mógł, nie powąchał nawet dabla w potyczce z wykazującym wysoki współczynnik ucyborgowienia Maciejem Przybylskim. Ciapek w swoim pierwszym singlu (i ostatnim, o czym jeszcze nie wiedział) jak zwykle postraszył dablem w pierwszym legu, by później dać sobie odebrać zwycięstwo jak dziecku lizaka. Na szczęście Eli z Dziurą jako druga para z wyjściowej czwórki zagrali przyzwoicie i wyrównali stan meczu.

Tymczasem tuż przed rozpoczęciem debli do lokalu dotarły pierwsze posiłki: Wilczek, zziębnięty z racji aury pogodowej, nie zdążył jeszcze zdjąć kurtki, kiedy Eli uznał, że i tak jest on już bardziej rozgrzany niż trenujący od godziny Ciapek (rzekomo dysponujący życiową formą), Wilk z miejsca przystąpił ochoczo do gry z Dziurą w parze, ale zakończyło się to klapą. Sytuację uratowała druga para deblowa Eli/Ruten, rozgrywając pełen dramaturgii mecz. Rozpoczął Rafał Kłos rzucając 140 pkt, lecz zaraz potem zorientował się, że ustawił maszynę na 4 teamy :) Zapłacił za to słono – zresetowanie liczników, ponowne ustawienie maszyny i wrzucone do niej 5 zł z własnej kiejdy podcięło mu nieco skrzydła. Później to już było klasycznie:

leg 1: Marcin, Rafał i Eli męczą się na dablach, Eli przyblokowany aż do 15-tej rundy wykorzystuje jedyną daną mu szansę na trafienie D2 i trafia! leg 2: ta sama sytuacja co w legu pierwszym, gospodarze męczą się z trafieniem dabla, rola przyblokowanego na 250pkt Elego oganicza się do przełączania licznika. Jednak Ruten bierze sprawy w swoje ręce, dabla wystawia dopiero w 15-tej rundzie i 45-tą lotką trafia d10, wymachem omijając przy tym słupa o średnicy około 70cm, nikt w to nie wierzy, gospodarze załamani, Weterani cieszą się z doprowadzenia do stanu 3-3, a sam Ruten pada wycieńczony psychicznie na kanapę, twierdzi, że ma dosyć wrażeń i deklaruje samouławienie.

W międzyczasie dotarł z odsieczą Johnson, chciał jedynie skontrolować przebieg meczu pod kątem Ligi Typerów, ale wobec niedyspozycji Rutena wszedł do gry i uległ Maciejowi w singlu, ale była to już ostatnia porażka Wetarana tego wieczoru. Z Cooliozum wyszliśmy z dwoma ligowymi punktami, pozostawiając w lokalu zdruzgotanych rywali. No ale cóż, taki sport :)

Ciekawostki:

  • Eli 1x 180

 

Udany rewanż za ślizg w Agawie

Weterani S-U – Dart Night Fever   6:4 (14:10)

Do Svejka przyjechała drużyna, która jak dotąd nie przegrała na wyjeździe, my jednak byliśmy przekonani, że ta passa gości z Agawy w końcu musi się skończyć. Aby mieć pewność, że tak będzie, nasz Kapitan niczym rasowy pokerzysta zablefował i postawił na duet Johnson/Wilczek, asekuracyjnie też trzymał w pogotowiu asa pik – Radasa. Ten jednak nie mógł zagrać od początku, gdyż mało przekonująco deklarował, że wszystko mu jedno i Eli podejrzewał, że jednak trochę Radasowi zależy, a w tym stanie nie można Radasa wpuszczać do gry bo to po prostu nie ma sensu :)

Pierwsze mecze singlowe to już chyba standard: dwie wygrane, dwie porażki i jak zwykle nie wiadomo co będzie dalej, małe potknięcie zaliczył Dziura, Johnson też dał się ograć, jednak już oba deble padły naszym łupem i przed ostatnimi czterema singlami było 4-2. Do pełni szczęścia brakowały nam dwa wygrane single, nie można było dłużej czekać, Eli dostrzegł, że Radas osiągnął już odpowiedni stan nietrzeźwości i że otoczony pięknymi paniami nie wykazywał już zainteresowania przebiegiem meczu, tak, to był właśnie odpowiedni moment na zmianę! A Radas jak to Radas – zrobił swoje, wygrał sobie gładko 2-0 i zniknął gdzieś szybko, unikając splendoru, gratulacji i pozowania do pomeczowej fotki :) Wygrana Wilczka na maszynie obok zagwarantowała udział w zawodach Rutenowi, który niegodnie zastąpił Elego, ale to już nie było istotne, pierwsza wyjazdowa porażka Dart Night Fever nie mogła się odbyć w żadnym innym miejscu, jeśli nie w Svejku!

protokół meczowy

Laguna jedzie do Środy Wlkp.

Buenavistni – Weterani S-U 2:8 (10:16)

Do inwazji na Środę Wlkp. szykowaliśmy się z dużym spokojem, bo jakże się denerwować przed pewnym zdobyciem cennych 2-ch punktów w tabeli? Pikanterii dodawał fakt, że mecze z drużynami z dołu tabeli dają nam w praktyce łatwiejszą możliwość manipulowania wynikiem pod Ligę Typerów. Poza tym Eli wiedział, że Ruten ma nieudolnie ukrywaną słabość do miejscowej zawodniczki, co tym bardziej powinno się wykorzystać przy drukowaniu wyniku.

 

Sprawy logistyczne mieliśmy jak zwykle opanowane do perfekcji.
Drużyna miała dojechać na miejsce podzielona na dwa teamy: pierwszy (Ruten Koniu Radas Ciapek i Wolf) oraz jednoosobowy drugi team z Elim w składzie. I można być niemal pewnym, że team pierwszy bawił się lepiej :) Degustacji Perły Export towarzyszyły: ogólnikowe omawianie drugoligowej tabeli oraz ochoczo opowiadane przez Rutena tzw. suchary, czyli dowcipy które nie śmieszą wymagających, lub odwrotnie, przy czym Sekretarz opowiedział trzy i ostatniego spalił, Koniu wymiękł i stwierdził, że to jest niemożliwe spalić suchara, co Ruten przyjął jako pochlebstwo i rozmarzony kompletnie zapomniał o nawigowaniu. Reasumując – tym razem dotarliśmy na miejsce punktualnie i bez błądzenia.

Po zaopatrzeniu się w barze pubu Buena w płynne dopalacze i krótkiej (według poirytowanego tym Kapitana – niepotrzebnej) rozgrzewce Ciapka oraz Wolfa przystąpiliśmy do rozgrywki. Po pierwszych 4-ch singlach mieliśmy komplet punktów. Szło jak po maśle, nawet Ciapek wygrał! Wtedy więc gospodarze widząc, że to już nie przelewki postanowili użyć swojej tajnej broni (opracowanej – właśnie na takie kryzysowe sytuacje) i uraczyli Weteranów listą przebojów z gatunku disco polo. Domyślamy się, że Buenavistni trenują wyłącznie przy takim repertuarze uodparniając się tym samym na trudne warunki meczowe, w przeciwieństwie do sterroryzowanych rywali. Strategia zaiste szczwana, aczkolwiek efekt był raczej odwrotny.

Nasza pierwsza para deblowa Eli/Ciapek przy wesołych rytmach takich hitów jak „szalona ruda” czy „miód malina” zagwarantowała już Weteranom minimum remis, można było powoli zacząć myśleć o Lidze Typerów, zwłaszcza, że zwierzęca para Wilk/Koniu na dyskretną prośbę Kapitana przegrała swojego debla.

W tym momencie rozpoczęły się roszady w składzie. Z całym szacunkiem dla Konia i jego darterskiego kunsztu – Kapitan MUSIAŁ mieć pewność, że zdobędziemy 6-ty punkt (bo jak twierdził – wygrana jest jednak sprawą priorytetową) toteż do gry wszedł nasz MVP z doskoku – Radas, żeby stoczyć pojedynek z najlepszym zawodnikiem gospodarzy (o czym Radas oczywiście nie wiedział) – Andrzejem. Na maszynie obok asekuracyjnie swój mecz rozgrywał Wolf, który bacznie obserwował grę Radasa, był w ciągłym kontakcie wzrokowym z Elim oraz miał na uwadze Ligę Typerów. Radas z charakterystycznym dla siebie zobojętnieniem na daną sytuację wygrał mecz, Wolf także wygrał. Przy stanie meczu 7-1, Eli nie mógł już dłużej czekać z drukowaniem wyniku i spuścił z łańcucha żelazną rezerwę. Buenavistni postanowili ułatwić Rutenowi typerowe machlojki, z okopów nieprzyjaciela oddelegowano na front Aleksandrę P. – miejscową celebrytkę i zdaniem wielu nieoficjalną Miss II Ligi. Zelektryzowany Ruten zagrał „swoje” i przegrał z kretesem. I choć chwilę później Eli przyznał, że jednak nie pamięta jaki wynik obstawił w Lidze Typerów, to w sumie dobrze wyszło, bo gdyby Ruten ograł Olę, wynik 1-9 trafiłby Dziki, a tak wyszło na to, że Ruten poświęcił swe starannie pielęgnowane statystyki w imię wyższych celów.

 

protokół meczowy

Brak komentarzy »

No comments yet.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

UWAGA! Anonimowe wpisy będą usuwane

 
| Yunnan | OpenSite www |
|