Mordercze środeczki

NAPISAŁ: ROO10, 26 listopada 2014 21:23

Weterani S-U – Team Spirit 5:5 (13:12)

Mecze ligowe Weteranów zaczynają być do siebie coraz bardziej podobne. Dziura śrubuje wynik, pozostali grają jak wiatr zawieje, mimo nastrojów bojowych i deklarowanej formy wszech czasów. Potyczka z Team Spirit wyglądała podobnie, z jedną małą różnicą – Ruten na prośbę Kapitana wstał z ławy i  zagrał tak zwany mecz… o coś. Do ostatniej lotki byliśmy przekonani, że to niepotrzebna brawura ze strony Elego, taniec na krawędzi przepaści, przedwczesny prima aprilisowy żart, zamach na kupony w DLD Mix… różnie można by to nazywać. Ale Ruten wiedział, że Kapitan podejmuje tę sensacyjną personalną decyzję w pełni świadomie i wykorzystał swoją szansę, swoje 5 minut – dokładnie na tyle darterski świat przestał się kręcić i niemożliwe stało się jeszcze bardziej niemożliwe.

Przed meczem atmosfera w drużynie była sielankowa, zdobycie kompletu punktów ligowych było dla nas tak oczywiste jak to, że Koniu swoje następne szafty wymieni najwcześniej przed Euro 2016. Eli poczęstował nas Finezją – przepysznym likierem wysokoprocentowym, co jeszcze bardziej nas rozluźniło,  tradycyjnie obgadaliśmy sobie drużynę AK-47,  Ciapek opowiedział nam o nowym wyjątkowo awaryjnym bojlerze sąsiadki… nikt nie spodziewał się, że za chwilę rozegra się tragikomedia a część kibiców – także z drużyny gości – osiwieje.

Do stanu 4-4 w zasadzie nic się nie działo, obie drużyny (za wyjątkiem Dziury) prezentowały solidny (czytaj: beznadziejny) drugoligowy poziom.
W tej sytuacji Eli nie mógł dłużej czekać – do gry wpuścił Konia i Rutena. Skąd te zmiany? Kapitan Weteranów przed ostatnimi singlami w siebie nie wierzył, a Wilczek niby miał szansę na wygranie pierwszego seta w sezonie, ale Eli bał się, że ewentualna porażka z Darkiem może skłonić najnowszego Weterana do poszukiwania rozgrywek gdzieś w Polsce w niższej lidze (jeśli taka w ogóle istnieje).

 

Tak więc około godziny 20.15 na placu boju pojawiły się pary: Ruten – Darek i Koniu – Marcin.
Ruten miał być pewniakiem, a Koniu miał za zadanie dobić rywala.
Poniżej sprawozdanie z tych singli minuta po minucie:

 

20.20 – pary kończą rozgrzewkę
20.25 – Koniu 0-1, na drugiej maszynie zażarta walka w środku lega
20.32 – Koniu 0-2, Darek z Rutenem wystawiają dable
20.35 – Ciapek opuszcza lokal pogodzony z losem
20.41 – 15 kolejka wieńczy koniec lega, nadchodzi czas na nieśmiertelne dla tych zawodników środeczki
20.43 – Ewakuacja Dziury, na twarzy wypisane: „co ja tu ku… robię?” :)
20.45 – Darek rzuca fantastycznie, góra 4 cm od środka
20.47 – Ruten odpowiada równie potężnie, ale jednak o włos przegrywa, 0-1
20.48 – Koniu też chce jechać do domu ale nie może, przypomina sobie że Ruten jedzie z nim
20.51 – Ruten otwiera drugiego lega mocnym zestawem 1 + 20 + 5
21.11 – znów środeczki, zaczyna Ruten
21.13 – Ruten trochę słabo, w okolicach T17 (Koniu chowa twarz w dłoniach, Eli nie dowierza w to co widzi)
21.14 – Darek pochodzi na linię rzutu, celuje, celuje…
21.16 – Darek odchodzi na bok , głębokie oddechy, słowa otuchy od kamratów
21.18 – Darek powraca, pozornie jest spokojny, piórkuje, zamach, lotka leci… dolatuje, ale gdzie?
21.19 – nikt się nie odzywa, trwają poszukiwania lotki Darka na tarczy, nagle jest! Eli dostrzega ją w T4! Coś niebywałego:)
21.20 – 21.23 – karnawał i stypa w Svejku, w zależności od barw klubowych
21.24 – Darek otwiera trzeciego lega dwoma dzwonkami znikąd i praktycznie ustawia grę
21.28 – Darek zbliża się do dabla, Ruten operuje wokół 350pkt
21.29 – Koniu traci wiarę w Rutena, Eli przekonuje Konia że i tak będą środeczki :)
21.30 – Darek wystawia D8
21.31 – Ruten wystawia: T60, T60, T60, T19, S4, D20
21.38 – Darek uparcie trenuje D8, Ruten rozmienia sprytnie topa i wystawia D2
21.39 – 14 kolejka, Darek nie trafia, Ruten pewnie zapina 41 lotką D2, szał radości w szeregach gospodarzy!
21.41 – Ruten rozpoczyna zasłużone celebrowanie wygranej, odpala dartbooka celem sprawdzenia średnich ligowych :)

Podsumujmy jeszcze grę Weteranów po 3 meczach ligowych:

Dziura – nadal niezawodna maszynka do nabijania punktów, pisanie o nim już się powoli robi nudne ;) Imponujące statystyki sugerują, że Dziura coś bierze przed każdym meczem, ale niech nie waży się przestać, nawet jeśli to szkodzi na zęby a nawet wywołuje luki w pamięci ;)

Ciapek – od początku sezonu twierdzi, że jest w życiowej formie, a skoro tak twierdzi, to nikt nie ma co do tego wątpliwości :) Co prawda na 6 rozegranych w lidze singli tylko jedna wygrana, ratuje się jednak sukcesami w grze deblowej, w każdym meczu konsekwentnie wożąc się na plecach Dziury i to na oklep.

Wilczek – jak sam zadeklarował przed sezonem – dołączył do drużyny, żeby pomóc nam w niechcianym awansie do wyższej ligi. Po jego pierwszym występie przeciwko drużynie z Biskupic wszyscy byli przekonani, że Wilczek po prostu wolno się rozkręca, ale kiedy Kapitan ogłosił, że nie zwolni nowego nabytku Weteranów z wyjściowego składu, dopóki ten się nie odblokuje, na ławie rezerwowych zaczęto podejrzewać, że Wilczek specjalnie udaje słabą formę, żeby jak najwięcej grać. Chłopak jest jednak naiwny – Ruten stosował tę taktykę przez ostatnie 7 lat i w wyjściowym składzie wystąpił może ze 2 razy i to tylko dlatego, że raz nie było innej alternatywy (Elwis nie dojechał na mecz) a za drugim razem Ruten miał urodziny i Eli wpuścił go do składu z litości.

Koniu – jego gra szału nie robi, ale odkąd Wilczek wyparł go z roli naczelnego blokującego Elego w deblu,  można zauważyć większe niż w poprzednich sezonach zaangażowanie i to się naprawdę ceni. Koniu zaczął się chyba starać, na mecze dojeżdża już z 10-minutowym zapasem czasu, a wymiana (na oczach wszystkich – czy to było zaplanowane?) szaftów na nowe po 3 latach to dla wszystkich sygnał, że Koniu myśli o sporcie poważnie i że mu naprawdę zależy, żeby wrócić do łask Kapitana.

Ruten – jak na razie rewelacja sezonu. 100% wygranych singli i tylko jeden przegrany leg, , najwyższa średnia w statystykach 2 ligi, 66,6% wygranych w grze o środki, HF 2, HF 4… można by tak wymieniać bez końca. Każdy selekcjoner marzy o takim rezerwowym!

Eli – 80% wygranych singli, całkiem solidnie, jednak skuteczność w grze deblowej 0%. Nieudany balet z Koniem w Murowanej i konsekwentne eksperymenty z Wilczkiem wydają się psuć naszemu Kapitanowi tak zwany pijar. Jednak obietnica częstowania swych zuchów flaszką czegoś mocniejszego przed każdym meczem ligowym całkowicie zmywa z niego cień podejrzeń, jakoby miał chwilowy kryzys formy. Jeszcze kilka debli w parze z Wilczkiem lub Koniem i akcje Polmosu S.A. pójdą w górę niczym bomba przed wyścigiem na Służewcu.

 

statystyki bieżące

protokół meczowy

 

Ciekawostka:

  • Ponieważ na meczu zjawili się wszyscy z obecnego składu, skorzystaliśmy z okazji, aby dokonać przymiarki nowych uniformów, jakimi wkrótce przyozdobimy nasze wysportowane ciała. Udało się ustalić, kto nosi jaki rozmiar, choć nie bez kontrowersji. Dziura na wniosek Sekretarza przymierzył koszulkę XXL i przez chwilę był zdziwiony, że leży na nim jak ulał, ale przełknął ślinę i pogodził się z faktem. Tymczasem Koniu uparł się, że wygląda świetnie w rozmiarze L, brak lustra w pobliżu i podświadoma chęć powrotu do licealnych lat (kiedy jeszcze nie posiadał kuponów rabatowych do Maka) wzmagały w nim przekonanie, że eLka spełniająca rolę gorsetu i sięgająca mu do pępka na pewno spodoba się Anecie. Po długiej dyskusji z Elim i Rutenem oraz po telefonie do psychologa Koniu zgodził się w końcu na rozmiar XL pod warunkiem, że nie będzie o tym nigdy wzmianki na stronie internetowej.

 

 




Kto wpadł w oko łowcy talentów z Zasutowa?

NAPISAŁ: ROO10, 1 listopada 2014 18:31

Weterani S-U – Gum bar 5:5 (11:11)

Mecz z Gumbarem rozpoczęliśmy eksperymentalnym składem – z Rutenem na ławie. Innym zaskoczeniem był fakt, że Kapitan pragnąc okazać dobroduszność (z której słynie) postanowił dać Wilczkowi szansę historycznego debiutu w Weteranach, skazując tym samym biedaczka na pewne pożarcie przez Piotra Słomkę.

Pożreć dali się też Ciapek i sam Kapitan, i tylko pewniak Dziura rzucał jak należy, dając nam tym samym cień nadziei na to, że możemy jeszcze podjąć walkę z dobrze dysponowaną drużyną z Bugaju. Dotkliwa porażka w pierwszym meczu deblowym sprowadziła nas już na parter, wynik 1-4 oznaczał dla nas pewną zgubę. Warto przy tym podkreślić o przepięknym wysokojakościowym blokowaniu Elego, jakim popisał się Wilczek w deblu, godnie zastępując Konia – dotychczasowego monopolistę w tym temacie. Czy to oznacza odtąd rywalizację obu mistrzów gry deblowej? Czas pokaże.

Z początkiem drugiego debla losy meczu niespodziewanie się odwróciły, Dziura w parze z Ciapkiem doprowadzili do stanu 2-4, Sekretarz Ruten postanowił działać szybko, zasugerował Elemu, że trzeba przełożyć kolejne testy formy Wilczka na później i wprowadzić do gry Konia, który dotychczas skupiony był wyłącznie na pierwszym od 2 lat tuningowaniu swoich lotek i prawdopodobnie nie wiedział nawet jaki jest aktualny wynik meczu. To była złota zmiana, która otwarła nam drogę do walki o pewny remis, Koniu nie zawiódł, Eli na sąsiedniej maszynie pomścił Wilczka i sprał Słomkę, zrobiło się 4-4 co tak naprawdę oznaczało dla nas pewny remis, mając na uwadze, że swój mecz zagra za chwilę Dziura. Nasza maszynka do nabijania punktów jak zwykle nie zawiodła i ostatecznie nie pozwoliliśmy Gumbarowcom wywieźć z Cooliozum kompletu punktów, co można określić jako pewne wyjście z głębokiej dupy. Dla drużyny przyjezdnej remis miał zapewne gorzki posmak i nie ma się co dziwić, mieli w zasadzie mecz w kieszeni. Gumbarowcy nie odrobili jednak pracy domowej i nie sprawdzili, jak to rok temu Rapid przegrał z nami mecz mimo, że prowadził już 4-0. Weterani zawsze grają do końca! Oole!

Podsumowując: chłopcy z Bugaju grali ładnie, ale tylko ładnie a to nie wystarczy żeby ograć Weteranów, nawet z Rutenem na ławie. Debiut Wilczka może szału nie zrobił, ale to pewnie przez stres, bowiem na mecz przyszedł Radas, aby sprawdzić, czy znaleźliśmy jego godnego zastępcę. Jak to Eli podsumował: „Johnson podrzucił nam kukułcze jajo”. Jego piękne przyblokowanie Elego w deblu natomiast to najlepszy dowód, że już teraz możemy Wilczka nazwać stuprocentowym (urodzonym) Weteranem. Martwi nieco forma Ciapka, który deklaruje przed każdym meczem że ma wielką formę, a tymczasem jak na razie wygrywa co czwartego singla (statystyki nie kłamią), czy to nie za mało na wyjściowy skład? Ruten na ten przykład wygrywa jak dotąd wszystko jak leci i to bez straty lega, może już czas na kolejne eksperymenty? Może już czas, aby żelazna rezerwa stała się co najwyżej miedziana?

Jeśli statystyki gwarantują pewne miejsce w wyjściowej czwórce, to Koniu i Dziura tak jak Ruten nie powinni się martwić o łaskę Kapitana przed następnym meczem z Team Spirit (choć znając Konia będzie się Elemu podlizywał Tymbarkami).

statystyki bieżące

protokół meczowy

 

Ciekawostki:

  • „Gratuluję, stałeś się mężczyzną!” (Eli do Wilczka po rozegraniu przez niego pierwszego singla w barwach Weteranów)
  • Koniu zawodnikiem meczu. Miał nim zostać Dziura ale słynny Bigos z Zasutowa miał głos decydujący. Dodatkowo za Koniem przemawiał maks wykulany z Rutenem w chińczyka – trzy kolejne szóstki.
  • Na meczu gościła dwuosobowa reprezentacja VW Poznań, panowie wspierali nas nie tylko gorącym dopingiem, ale i cennymi wskazówkami taktycznymi dotyczącymi uławienia Konia

 


Dziura wypełnia dziurę po Elwisie i Radasie

NAPISAŁ: ROO10, 21 października 2014 20:59

The Darts Brothers – Weterani S-U 2:8 (6:18)

Pierwszej ligowej  potyczce w nowym sezonie towarzyszyła aura wielkiej niewiadomej. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po Dziurze, czy zachował formę z czasów, kiedy nieustannie (aż do znudzenia) święcił tryumfy z Weteranami? Czy pozostali aby na pewno cichaczem nie trenowali przez całe lato? Czy Ruten-nawigator pamięta jeszcze najkrótszą (lub jakąkolwiek) drogę do Murowanej Gośliny? I wreszcie: czy Koniu zdoła odnaleźć lotki przed meczem???

Darterska dyspozycja Weteranów również była dla wszystkich zagadką, Koniu nie był w stanie w absolutnie żaden sposób określić swojej formy, gdyż jak sam przyznał – nie pamięta kiedy ostatnio grał w darta (można przyjąć, że był to ostatni mecz poprzedniego sezonu, a więc około 4 miesiące temu), w dodatku dokuczał mu kac-gigant po całonocnej libacji w klubie go-go. Nie próżnował też i Ciapek, który od bladego niedzielnego świtu polował nad Wartą na krwiożercze wodne bestie. A jak mówi stare wędkarskie porzekadło: jak w gardle susza to nie biorą… (patrz rys.).

(Wędkarskie stanowisko Ciapka. Po lewej wegetariańskie steki, po prawej kompot)

Dziura wrócił do Weteranów w wielkim stylu: na mecz przybył w wypranym i wyprasowanym w kant uniformie drużynowym, u boku jego jednoosobowe gruppies, nikomu nie umknął też widok świeżo wyprostowanych grotów i wymodelowana u stylisty fryzura. Rozmach z jakim Dziura ponownie wniknął w szeregi Weteranów szybko przełożył się na wyniki przy tarczy, po pierwszym singlu wiedzieliśmy już, że Dziura to nadal „maszynka do nabijania punktów” i o wynik meczu mogliśmy być spokojni, zwłaszcza, że Ruten był solidnie przytwierdzony do ławy (choć nie da się ukryć, że co jakiś czas co poniektórzy nerwowo zerkali w stronę ławy, czy aby Sekretarz nie zadeklaruje chęci gry).

Pierwsze cztery mecze singlowe to komplet punktów na naszym koncie, sytuacja była opanowana, można więc było pokusić się o brawurę i powrót do starych zwyczajów: oto bowiem Koniu z Elim dają koncertowy popis sztuki blokowania w deblu i w ten sposób gospodarze zdobywają honorowy punkt w meczu. Przy wyniku 7-1 Kapitan pokusił się (aczkolwiek niepewnie) o zmianę, która – jak się później okazało – wcale nie była podyktowana poczuciem obowiązku spuszczenia Rutena z łańcucha czy też kontuzją (rzędu złamania nogi w trzech miejscach) Konia, ten drugi po prostu przyznał, że jest spłukany i nie ma już drobnych na wrzuty, bo wszystko przepuścił minionego wieczoru na tancerki (jak sam stwierdził – opanował już wymagającą olbrzymiej zręczności sztukę wkładania 50-groszówek za stringi tak, żeby nie wypadły). Na tę zmianę tylko czekał selekcjoner drużyny gospodarzy, który postanowił wpuścić do gry absolutnego debiutanta jeśli chodzi o rozgrywki ligowe, aby ten na dotarcie zagrał od razu z graczem z najwyższej półki rezerw drugiej ligi. Michał – o którym mowa – zasłyszał zapewne zmyślone legendy o tym, że gra o środki to Rutenowa pięta Achillesowa i nastawiał się na grę na 15 rund, Ruten jednak szybko rozgryzł tę taktykę i oba legi zakończył hajfiniszami kolejno: 2 i 4.

Spotkanie ligowe obu drużyn zakończył pojedynek Ciapka z Piotrkiem, po zaciętej walce na dablach Ciapek ostatecznie skapitulował oddając The Darts Brothers drugi punkt.

(Czy słabsza forma Ciapka była spowodowana dwugodzinną walką z tym wodnym potworem na zawodach wędkarskich ?)

 

statystyki bieżące

protokół meczowy

 

Ciekawostki:

  • był to pierwszy mecz Rutena w całej jego 10-letniej darterskiej karierze rozegrany na trzeźwo
  • Eli już w pierwszym meczu singlowym zrealizował jedno z założeń przedsezonowych: HF 115
  • Koniu nie był w klubie go-go, tak naprawdę bawił się z kolegą z czata w lokalu Usta Mariana
  • Ruten nieprzypadkowo zakończył pierwszego lega D1 a drugiego D2, jak sam stwierdził – rozpoczyna tak zwany zegar, szacuje się, że najbliższe trafienie podwójnej trójki w meczu ligowym przypadnie na przełom marca i kwietnia.
  • Dziura i Ruten jedynymi Weteranami bez straty lega w rozgrywkach ligowych. Nowa ksywa Rutena to od dziś „Nieskalany Przegranym Legiem”, przewidywany termin ważności tej ksywy to 2 tygodnie

 

 

 




Rozpoczynamy nowy sezon

NAPISAŁ: ROO10, 14 października 2014 21:56

Rozpoczynamy nowy sezon. Zaszło kilka poważnych zmian, przede wszystkim w składzie drużyny. Opuścili nas Elwis i Radas. Ten pierwszy postanowił zrobić sobie półroczną przerwę od darta, aby w spokoju w szwajcarskiej klinice wyleczyć się z dartitisa. Ten drugi odszedł – jak twierdzi – z przyczyn politycznych. Dla obu panów drzwi do powrotu do Weteranów zawsze stoją otworem!

(Czy tradycja z placuszkami na meczach powraca?)

 

No, ale dość o osłabieniach. Do Weteranów powrócił (niczym syn marnotrawny) po kilkuletniej tułaczce w wyższych ligach – Dziura, który zrozumiał, że wszędzie źle, ale u Weteranów zawsze najlepiej, zwłaszcza, że nigdzie nie zje tak dobrych placków jakie robi Pani Kapitanowa Lidka. Chęć rozwoju swojej kariery darterskiej zadeklarował też Wilczek, który po tym jak zmarnował poprzedni sezon grzejąc permanentnie ławę postanowił opuścić niskoprestiżową pierwszoligową drużynę Forfiters i skuszony wizją realnego (naprawdę realnego) zdobycia splendoru, sławy a zwłaszcza nagród pieniężnych zasilił nasze szeregi.

–  Wilczek: „W Forfitersach nie miałem perspektyw, stale kazali trenować, ćwiczyć dable… eee to nie dla mnie. Słyszałem, że Weterani nigdy nie trenują i że nigdy w historii nie przegrali z Vikingami i z Ak-47, czego chcieć więcej?” .

Zmianie uległa też siedziba naszej drużyny – w tym sezonie dzięki uprzejmości klubu Cooliozum to właśnie tu będziemy bezlitośnie prać rywali. Fakt ten najbardziej ucieszył Rutena, który przeciwko drużynie Sektor 4 rozegrał onegdaj w Cooliozum  mecz życia, zaliczając swojego słynnego jedynego Asa 171 (no i ten pamiętny debel z Ciapkiem :), można więc śmiało stwierdzić, że Sekretarz zna te maszyny jak nikt inny, czy jednak to wystarczy, żeby podnieść dupę z wygodnej śnieżnobiałej kanapy, zwłaszcza wobec opisanych wyżej wzmocnień personalnych?

Nowy sezon, to także nowe założenia taktyczne, dalekosiężne plany no i przede wszystkim oczekiwania Kapitana wobec swoich dzielnych wojów. Z tej okazji Eli przygotował krótką odezwę do Weteranów:


Drodzy Weterani!
Drużyna na papierze jest mocarna, więc i moje oczekiwania nie mogą być zbyt przyziemne.
 

Cele grupowe:

 
1. Pranie wszystkich jak leci (w szczególności AK), przewiduję w rozgrywkach ewentualne dwie porażki i remis, jak w końcówce sezonu trzeba będzie się podkładać by nie awansować. Dopuszczam dostanie się do baraży i sprzedanie meczy o awans.
 
2. Dalszy zakaz trenowania. Trening jak sama nazwa wskazuje jest Weteranom ideologicznie obcy i godzi w dobre imię naszego zespołu, a nawet podważa sens jego istnienia.
 
3. Wzajemne poszanowanie w zespole. Przereklamowany slogan którego nie będziemy respektować.
Podczas meczu dopuszczalne są kpiny z kolegi, zaawansowana szydera i całosezonowe obarczanie Konia winą za jakiekolwiek zło.
 

Cele indywidualne (kolejność alfabetyczna):

 
  • Ciapek: 75% wygranych singli, 65% wygranych debli, dwa maksy, jeden HF>100 ograniczenie spożywania jaj na twardo do 5h przed meczem, pranie koszulki raz na kwartał
  • Dziura: 80% wygranych singli, 80% wygranych debli, trzy maksy, jeden HF>100 zaliczona sesja u psychologa przed meczem z Partnerkami, zredukowanie wagi ciała o 10%
  • Eli: 60% wygranych singli, 60% wygranych debli, jeden maks, jeden HF>100, redukcja wagi ciała o 15%
  • Koniu: 60% wygranych singli, 60% wygranych debli, jeden maks, jeden HF>100, sok dla kapitana przed każdym meczem i zorganizowanie urodzin w Maku
  • Ruten: 20% wygranych singli, 20% wygranych debli,  2/3 maksa, jeden HF>30, dwa skuteczne niezablokowania partnera w deblu, zaopatrywanie kapitana w fajki
  • Wilczek: 60% wygranych singli, 60% wygranych debli, jeden maks, jeden HF>100, załatwienie limuzyny na wyprawy do Środy i Konina

Kapitan


 


Wyprawa do Krotoszyna, czyli jak Eli o mało nie stracił auta

NAPISAŁ: ROO10, 9 marca 2014 20:32

Jar-Kro Strzecha – Weterani S-U 7:3 (16:9)

Mecz z Jar-Kro Strzecha był wydarzeniem podwyższonego ryzyka, jednak nie ze względu na fakt, że mieliśmy się zmierzyć z niepokonanym liderem II ligi, ale z uwagi na konieczność wyjazdu do Krotoszyna, a to oznaczało wysokie prawdopodobieństwo zgubienia się w trasie.

To, że nie wygramy meczu było dla nas tak oczywiste jak słup Rutena, dlatego kapitan wyznaczył nam nowy cel wyprawy: ugrać więcej setów niż AK47, czyli co najmniej dwa. W tym celu Eli postanowił zmotywować swych zuchów i wprowadził w życie nowy system nagradzania za wyniki sportowe, poniżej wpis Elego na fejsbukowej bardzo tajnej stronie drużyny:

Inwazja na Krotoszyn!
Startujemy w sobotę o godzinie 14.00 z Ronda Rataje.
Transport zapewnia kapitan.
W związku z tym że nie sponsoruj nas Gazprom, T-Mobile ani nawet stragan z gaciami z Bema, będzie zrzuta na paliwo.
Szacunkowy koszt około 20zł na pysk (policzymy po powrocie).

Uwaga! Przewidziane bonusy:
– za każdego wygranego singla rabat 2zł
– za wygranego debla po zecie na zawodnika
– max 3zł
– HF > 99 pkt 3zł
– QF < 19 lotki 3zł
– za 9 lotkę bryka kapitana (Golf VI 2011) z pełnym bakiem

Żeby sekretarz nie czuł się poszkodowany (z racji działalności służbowej może nie mieć czasu na grę), przysługuje mu 50% rabatów uzyskanych przez graczy.

Analiza powyższych słów i przeliczenia dot. ewentualnego wzbogacenia się całkowicie pochłonęły Weteranów podczas podróży. Ciapek wmówił sobie, że jest cyborgiem i obliczył, że na samych maksach i hajfiniszach zarobi około 40zł, Elwis z Koniem mierzyli wyżej i nie kryli tego, że mają chrapkę na Golfa, dlatego przez całą drogę ćwiczyli rozmianki, z przerwami na kontrolowanie Elego, aby ten nie katował za bardzo silnika i w ogóle bardziej dbał o wóz. Rutena zaś martwiło ostatnie zdanie z kapitańskiego rozporządzenia, które sprawiło, że w głowie sekretarza pojawiły się pierwsze wątpliwości dotyczące jego niemal pewnego miejsca w wyjściowym składzie. Nie było jednak czasu na rozterki i gdybanie, gdyż trzeba było nawigować.

Dojazd do Jarocina Ruten miał obcykany, ale od tego miejsca zaczęły się schody. Oto bowiem na obrzeżach Jarocina oczom naszym ukazało się rondo, sprawiając, że Ruten popadł w konflikt z mapą GPS w koniowym telefonie. W ogóle już sam fakt, że Koniu uruchomił nawigację w telefonie Ruten uznał za zniewagę (zresztą Ruten podejrzewa, że cała trójka siedząca z tyłu uruchomiła na telefonach nawigację, ale się nie przyznali, żeby nie psuć atmosfery). W związku z całym tym zamieszaniem postanowiliśmy zrobić sobie krótką przerwę i zwiedzić jarociński supermarket.

Ciekawostką jest, że do jednej kasy ustawili się Eli z Koniem, a do drugiej Ciapek z Elwisem, były to kapitańskie przymiarki do debli, Rutenowi wydało się to dość mocno podejrzane, ale pozostał w przekonaniu, że na pewno zagra w wyjściowym składzie. Warto też dodać, że kolejka w której stał Eli z Koniem uwijała się w miarę sprawnie, za to Ciapek z Elwisem zablokowali kolejkę do swojej kasy na tyle, że za nimi stało już kilkanaście osób… zła wróżba?

Po dotarciu do Krotoszyna, dzięki pomysłowo rozstawionym zakazom wjazdu i nakazom skrętu zwiedziliśmy miasteczko, okrążyliśmy kilkukrotnie miejscowy ryneczek, po czym podjechaliśmy pod siedzibę lidera tabeli, by dostać łupnia, ale oczywiście z lepszym bilansem niż AK47 :) Nie było to jednak takie proste, bo na miejscu okazało się, że przyjechaliśmy z Poznania w szóstkę, gdyż Elwis przyjechał z dartitisem. Tak, wróciła elwisowa zmora z przeszłości i to o podwójnej destrukcyjnej sile, teraz Elwis nie potrzebował już dwóch wymachów, aby pokonać chorobę i wypuścić z ręki lotkę, teraz potrzebował już tych wymachów aż czterech, a i to nie dawało gwarancji, że w ogóle dojdzie do rzutu. W tej sytuacji nie było mowy o wygraniu Golfa, co było Koniowi na rękę, gdyż w przypadku dwóch 9-tych lotek nowego właściciela kapitańskiego Golfa miały wyłonić rzuty o środek lub gra w papier-kamień-nożyce, a jak wiadomo w to drugie akurat Koniu jest słaby.

Kiedy po singlach i obu deblach wynik nieznacznie wskazywał faworyta (5-1 dla gospodarzy), Eli zaczął się martwić, czy na krotoszyńskiej ziemi naprawdę zaprezentujemy się lepiej niż AK, potrzebowaliśmy jeszcze jednego seta, potrzebowaliśmy cudu, potrzebowaliśmy… zmiany! „Słup za dartitisa, a co mi tam” – pomyślał kapitan i wpuścił do gry Rutena, a ten zagrał jak natchniony, jakby wcześniej idealnie wymierzył średnicę słupów w miejscowym lokalu. Rozstrzygnięcie pierwszego lega – na środkach – nie było jednak dla naszego sekretarza takie hop-siup. Po naszym meczu ligowym miał się w lokalu odbyć turniej steela, zebrała się już spora grupa jego uczestników – publiczność, do której z pewnością dotarła legenda o tym, jak Ruten ograł w Kobylnicy na PeDeCu Fiszera na środkach, a która zapragnęła zweryfikować umiejętności sekretarza Weteranów. Rutenowa lotka tkwiąca pewnie w 25 rozwiała wszelkie wątpliwości, dając Rutenowi spokój ducha na kilka kolejnych lat. Ostatecznie Ruten wygrał 2-1, swój punkcik dołożył też Ciapek (a wcześniej debel Koniu/Eli – sprawdziła się wróżba przy kasie w markecie) ustalając wynik 7-3 dla gospodarzy. W drodze powrotnej wszyscy zastanawiali się, jak to jest możliwe, żeby z Jar-Kro Strzecha nie ugrać choćby 3 setów???

 
Protokół meczowy

 

W czasie kiedy Ruten rozprawiał się ze swym przeciwnikiem (dla przypomnienia: gładkie 2:1), Eli Z Koniem by zabić nudę rozegrali sobie dwa legi. Miały to być legi towarzyskie, jednak Koniu pochopnie zgodził się na propozycję swego kapitana by zagrać o bułkę z czymś w środku, planowany był bowiem w drodze powrotnej postój w jadłodajni McDonald’s. Eli wygrał lega o włos, podpuszczając Konia sprytnie do gry rewanżowej. Po drugim legu nikt nie miał już ochoty do dalszej gry. Koniu martwił się bowiem czy jego budżet wytrzyma dalsze sponsorowanie Elego w Maku, Eli zaś obawiał się czy będzie w stanie zjeść kolejne kanapki.

Szczęśliwej drogi już czas :)

NAPISAŁ: Eli, 7 grudnia 2013 19:22

Gum Bar – Weterani S-U 4:6 (11:13)

Zdecydowanym faworytem meczu GumBar – Weterani byli gospodarze. Głownie z uwagi na totalną padlinę jaką zaprezentowali Weterani w dwóch poprzednich meczach.

Ekipa gości ruszyła z Poznania w składzie: Ciapek, Elwis, Koniu i Ruten. Ten ostatni w roli szofera – nawigatora, co wywołało spore poruszenie w szeregach jego kamratów. Trasa Poznań – Bugaj nie należy do najłatwiejszych, nieoczekiwanie jednak Ruten pokonał ją bez problemów.
Po dotarciu na miejsce sekretarz Weteranów wysadził swych towarzyszy podróży i ruszył po Elego do jego jerzykowskiej rezydencji.
Eli postanowił bowiem utopić smutki związane z wielce prawdopodobnym trzecim kolejnym ligowym wpierdalem w morzu alkoholu.

Rozpisanie składu na mecz okazało się banalnie proste: Ruten grać nie mógł z dwóch powodów: był całkiem trzeźwy, a do tego automaty w GumBarze ustawione są w dość ciasnych „korytarzach”. Eli bał się więc że Ruten stosując swój autorski styl rzucania (zza słupa) może złamać sobie rękę bądź zdemolować część pomieszczenia.
Ciapek z Elwisem zgodnie wnioskowali by zestawić ich w deblową parę solennie obiecując przełom w ich grze. Kapitan, któremu jak zawsze było wszystko jedno kto z kim gra zgodził się od razu.

Na początku Elwis ruszył na Darka Wieczorka, Ciapek ruszył na Piotra Słomkę, a Eli zgodnie z zapowiedzią ruszył do baru po małe piwo z sokiem i słomką.
Elwis poległ raz dwa, ale Ciapek w międzyczasie nadspodziewanie gładko uporał się ze swym przeciwnikiem prezentując wyborną formę.
Jak się po chwili okazało, Koniu za dobrą grę obiecał Ciapkowi browara („za browca Ciapek gotów zabić”).
Po chwili duet Koniu i Eli przypomniał sobie jak to się w dawnych czasach prało rywali i zdobyli dla Weteranów dwa kolejne punkciki. 3-1 po singlach, kto by się tego spodziewał?

Przed deblami goście z wiadomych przyczyn nie robili zmian, natomiast gospodarze użyli tajnej broni w postaci Agaty Szczepańskiej. Okazało się że była to broń obosieczna. Agata bowiem dorwała się do mikrofonu i rozpoczęła recital karaoke. Solistce wydawało się że śpiewa, a graczom obu drużyn już po dwóch piosenkach wydawało się że zwariują. Wszyscy byli na „NIE”, co jednak nie przeszkadzało miejscowej Britney Spears w kontynuowaniu koncertu. Pogodzeni z losem i nadmiarem decybeli zawodnicy przystąpili więc do kontynuowania meczu.

Eli z Koniem dostali łupnia 0-2, dodatkowo Eli popisał się w pierwszym legu wyjątkowym frajerstwem – mógł w bezpiecznej sytuacji blokować rywali jednak nie spojrzał na liczniki co po chwili zakończyło się katastrofą. Kapitan Weteranów usprawiedliwiał się później niemal połową wlanego w siebie małego piwa co osłabić miało jego percepcję. Tyłek kapitana uratował chwilę później nasz drugi debel. Ciapek który chciał jak najszybciej dorwać się do obiecanego browara otworzył lega maksem co podłamało morale rywali. Elwis również przypomniał sobie stare czasy jak to walczył o medale w norze i po kwadransie mieliśmy czwarty zdobyty punkt.

W tym momencie Weterani poczuli szansę na pierwsze ligowe punkty, pojawiły się nawet nieśmiałe szepty o dwóch. Dwa kolejne single nieco nieco ostudziły nasze zapędy. Najsolidniejszy chyba w tym dniu zawodnik gospodarzy Darek ograł Ciapka 2-0. Chwilę wcześniej jednak Koniu postawił Ciapkowi obiecane piwo, przez co ewidentnie Ciapek stracił zapał do gry.
Od następnego spotkania Eli zapowiedział wzorowanie się na Bonzie Agawy: wszystkie nagrody po meczu :)

Elwis nie dał rady Piotrowi przegrywając 1-2. Zaimponował jednak kamratom, ponieważ choć przegrał rzuty „o środek” to rozpoczął zarówno drugiego jak i trzeciego lega. Elwis pytany o zasady Fair Play powiedział że nie wie o co chodzi:) Oto postawa godna Weterana!

Przed ostatnimi singlami Ruten obawiał się o formę swego kapitana. Eli cały czas rozpamiętywał jak zawalił debla, równocześnie zbliżając się do końcowego etapu obalania zakupionego około 2h wcześniej małego browara. Obawy okazały się płonne: Eli wręcz zmasakrował Dominika dzwoniąc bez opamiętania.

Na tarczy obok, a w zasadzie za zakrętem trwał natomiast istny horror. Koniu walczył o pełną pulę punktów, Dawid o remis. Przy 1-1 w legach nawet Agata przestała udawać że śpiewa!
każdy z zawodników miał nieco ponad 200pkt na liczniku, w tym momencie Dawid rzuca 100, Koniu odpowiada 140 by po chwili przerzucić 72! Dawid również ma lotki na remis, jednak to Koniu (z nerwów niemal wyciągnął kopyta) trafia upragnione D16 i Weterani zdobywają pierwsze punkty w sezonie!

Po tradycyjnym odśpiewaniu „O bela bela” Weterani rozpoczęli kilkunastominutowe rozpamiętywanie jak to wszyscy byli w tym dniu wspaniali, solennie obiecując sobie dalsze awanse w tabeli. Podniosły nastrój sprzyjał również schlebianiu kapitanowi oraz dalszym deklaracjom dotyczącym maksów i hajfiniszy.

Rapid bez Piotra T., Weterani bez punktów, Ciapek z pucharem.

NAPISAŁ: Eli, 30 listopada 2013 16:05

Rapid Środa Wlkp. – Weterani S-U 7:3 (15:9)


Biorąc pod uwagę formę jaką zaprezentowali Weterani w pierwszej kolejce ligowej, na mecz z Rapidem jechaliśmy bez większej wiary w jakąkolwiek zdobycz punktową.

W wyprawie nie uczestniczyli Elwis z Radasem. Oficjalnie zgłosili oni przedawkowanie alkoholu, ale tak naprawdę nie chcieli sobie popsuć statystyk.

 

Podróż do Środy to niemal sto kilosów do pokonania w obie strony, tak więc Koniu by zdobyć fundusze na paliwo (na zrzutę wśród pasażerów nie miał co liczyć) od kilku tygodni kroił paliwo z budowy, na której pracuje w charakterze kierownika ds. rozliczania się z ilości cegieł. Poszło mu sprawnie, jednak zaznaczył, aby na wszelki wypadek Eli poprowadził go z Jerzykowa (podjechać pod rezydencję Kapitana – bezcenne) możliwie najkrótszą trasą.
(foto – archiwum rodzinne Konia)

Po dotarciu na miejsce na Weteranów spadł straszliwy cios: w składzie Rapidu nie było Piotra T vel Picia.

Dla niewtajemniczonych: Piotr T. to żywa legenda Rapidu z uwagi na straszliwy niefart jaki objawiał mu się szczególnie w meczach z nami:) Za Piotra w składzie pojawił się za to prekursor cyborgów Marek Standera. Wiedzieliśmy już że tego meczu wygrać się nie da…
Spotkanie było jednostronnym widowiskiem, po deblach 5-1 dla gospodarzy, a chwilę później dobił nas Marek. Kapitan Rapidu w tym momencie wprowadził do gry trójkę rezerwowych, za co mu serdecznie dziękujemy, inaczej by pewnie doszło do pogromu:) Z tego prezentu skorzystali Koniu, Eli i prawie Ruten. Eli co prawda wygrał 2-0, ale ciężko mu się było skoncentrować ponieważ spoglądał to na tarczę, to na eksponowane przez Natalię atuty w jakie hojnie obdarzyła ją natura.
Warto odnotować, że na mecz przybył nasz ex-zawodnik Dariusz Biernat aka Pirlo. Pierwszy raz widział on stosowaną przez Rutena technikę rzutu zwaną potocznie „zza słupa” i przez cały mecz namawiał Rutena by ten odstąpił od stosowania w grze swego innowacyjnego stylu. Ruten uparcie twierdził jednak że gdy w 1985 roku Szwed Jan Boklöv (na zdjęciu poniżej) wprowadził do skoków narciarskich obowiązujący dziś styl „V”, również nie wróżono mu sukcesów, tak więc jemu też powinniśmy dać trochę czasu na doszlifowanie nowej techniki rzutu do tarczy.
Ostatecznie Pirlo przyznał Rutenowi rację i dał mu 15 lat na wygranie jakiegoś turnieju.
Po meczu dowiedzieliśmy się od Kseni (prosiła żeby nie ujawniać naszego źródła informacji), że Piotr T, był nieobecny na meczu z uwagi na pobyt w szpitalu. Piotr T. i szpital? To nam się nie mieściło w głowach. Wystarczy bowiem wejść na Piotrowy profil na FB by naszym oczom ukazał się obraz niezłomnego herosa który pewnie nawet kataru w życiu nie miał.
Okazało się jednak, że z formą fizyczną Piotra jest wszystko w porządku, jednak na wieść o tym że Rapid ma zagrać z Weteranami pierwowzorowi Rambo I, II i III najzwyczajniej w świecie puściły nerwy.

Protokół meczowy

Kto przejmie pałeczkę po Sektorze 4?

NAPISAŁ: ROO10, 24 października 2013 17:14

Weterani S-U – Partner-ki 4:6 (12:12)

Nowy sezon ligowy rozpoczęliśmy tradycyjnie od meczu podwyższonego ryzyka i jak zwykle nie był to spacerek.

Nie trudno doszukiwać się przyczyn porażki, wystarczy wspomnieć, że żaden z obecnych na meczu Weteranów nie miał lotek (do softa) w ręku od czasu zakończenia poprzedniego sezonu. W dodatku Eli swoje lotki zgubił i grał lotkami Rutena, które jak powszechnie wiadomo wykalibrowane są na rzuty zza słupa (a według darterów z Jarocina – zza palmy).

Wybór zawodników do wyjściowego składu był mocno przemyślany, ale nie pod kątem osiągnięć sportowych, co pazerności w kwestii statystyk. Ciapek niemal skuł się kajdankami z Elim, kapitanowi taki układ jak najbardziej pasował, biorąc pod uwagę gry deblowe oraz fakt, że do wyboru miał Radasa, Elwisa i Rutena. Ten ostatni został ostatecznie uławiony, z czego był jednak kontent, wszak lepiej mieć zerowy bilans setów i legów niż trafić na Jolę (cyborga w spódnicy – jak to ładnie Eli ujął).

O przebiegu meczu nie ma się co rozpisywać, remis w legach wskazuje, że mogło być różnie, choć faktem jest, że to my cały czas goniliśmy wynik, była też szansa na remis, jednak w ostatnim legu Ruten poległ w pojedynku z Olką (choć lega urwał trafiając zza słupa pięknym lobem w d19 i nikt do dziś nie rozumie jak to możliwe przy tej technice).

Podsumowując: Ciapek z Elim zaprezentowali się nieźle, ale to co pokazali pozostali Weterani można skomentować tylko w jeden sposób: o zgrozo! Elwisowi podczas wakacji dartitis pogłębił się do już chyba skrajnej postaci. Nastąpiły przerzuty choroby z prawej ręki do kończyn dolnych, co sprawia, że przy każdej próbie rzucenia lotki ciało Elwisa wystrzeliwuje do przodu jak z procy. Ze strony pozostałych Weteranów pojawiło się kilka koncepcji jak koledze pomóc, m. innymi padła propozycja, aby obwiązać Elwisa pasem i przytrzymywać go stojąc z tyłu, inny pomysł to przyklejenie do podeszw butów Elwisa samoprzylepnej dwustronnej taśmy, co powinno go zatrzymać na linii rzutu. Ale jak on będzie wtedy wyjmował lotki z tarczy i przełączał licznik?
Podsumowując: rozegrany mecz nie pozostawia nam złudzeń: kiedy drużyna Sektora 4 wycofała się z rozgrywek w tym sezonie, wszyscy zastanawiali się, kto przejmie po nich honory, teraz już jesteśmy prawie pewni, że to będą Weterani S-U, choć z kropką nad „i” jeszcze się wstrzymamy, bo nie wiemy w jakiej formie jest obecnie AK-47 :P
P.S. Tak naprawdę za kiepski wynik w meczu z Partnerkami odpowiedzialny jest Koniu… jak zawsze.

I Steeldart u Rutena

NAPISAŁ: ROO10, 9 sierpnia 2013 14:11

W niedzielę 4 sierpnia odbył się drugi turniej z cyklu Letnie GP Steeldarta dla słabo i średnio zaawansowanych. Ruten jako gospodarz poczynił wszelkie kroki, aby zawody odbyły się w wygodnych warunkach. W tym celu węsząc przez kilka dni nieopodal osiedlowego śmietnika „zorganizował” w końcu jakieś stare drzwi, które zabił dyktą, a do niej przyczepił tarczę. Operacja ta umożliwiła rozegranie turnieju w większym pomieszczeniu. Minusem tej opcji był fakt, że drzwi nie miały klamki (co widać na zdjęciach), przez co w trakcie trwania lega nie wolno było nikomu opuścić sali gier, gdyż zniszczyłoby to całą konstrukcję dykta-tarcza-poduszka. Ten ostatni element został umieszczony nad topem, aby zabezpieczyć ścianę przed uszkodzeniem przy próbie trafienia D20, D5, D1, a w przypadku Rutena także D12 i D18.

W imprezie udział wzięli: Maciej, Tymek, Ruten i Długi. Turniej rozegrano systemem każdy z każdym bo3  + runda rewanżowa, 20 rund na lega i później ewentualne rozstrzygnięcie na środkach. Skrupulatnie zapisywano z jaką średnią każdy zawodnik zakończył mecz, z czego nie wszyscy są zadowoleni ;)

Po pierwszej rundzie niepokonany był Maciej, który wszystkie mecze wygrał 2-0, na drugim miejscu uplasował się Długi (już chyba średnio był świadomy sukcesu).

Rundę rewanżową (którą poprzedziła transmisja arcynudnego meczu ligowego Lecha Poznań) zdominował Tymek wygrywając wszystkie mecze 2-0, ale ostatecznie cały turniej wygrał Maciej i należy się zastanowić, czy nie jest to związane z tym, że Maciej grał jako abstynent…

Wyniki (w nawiasach średnia oraz stosunek legów: wygrane – przegrane):

1. Maciej (średnia 13,45, legi 10-2)

2. Tymek (średnia 13,22, legi 9-4)

3. Długi (średnia 14,38, legi 6-7)

4. Ruten (średnia 11,16, legi 0-12)

Z innych statystyk:

– Tymek 180

– tylko jednego lega rozstrzygnięto rzutami o środek, Długi ograł Rutena! Jak to się stało???

– skonsumowano około 25 piw, przy czym warto zaznaczyć, że Maciej nie pił :)

Warto jeszcze wrócić do wątku poduszki chroniącej przed topem. Przez aklamację zadecydowano, że kto trafi w poduszkę, ten każdemu z uczestników turnieju stawia piwo. Długo każdy był ostrożny, niektórzy mając wystawionego topa rozmieniali. Pierwszy wtopił się Maciej, ale chwilę potem do tarczy podszedł Ruten i dwoma lotkami z rzędu zaliczył poduchę. Ruten postanowił się wykupić serwując gościom przepyszne grzaneczki, do teraz ma nadzieję, że udobruchał gruboskórnych kolegów, a jeśli nie, to warto zaznaczyć, że kartka z tabelką „kto komu ile piw wisi” zaginęła :P

I Letnie GP Steeldarta u Długiego

NAPISAŁ: ROO10, 19 lipca 2013 10:31

W miniony poniedziałek odbył się turniej steeldarta w przepastnych komnatach Długiego. Inicjatywa powstała spontanicznie, gospodarz najwyraźniej poczuł silną potrzebę ugaszenia pragnienia, które gnebiło go od rana.
Udział wzięli: Długi, Tymek, Ruten, Mała Ewa i Siekiera. Nie trzeba chyba podkreślać, że żaden z tych zawodników za kołnierz nie wylewa. Zawody odbyły się pod patronatem Malta-Ski, firma ta ufundowała przepyszną flaszkę napoju wysoko procentowego (choć zachodzą pewne podejrzenia, że o tym sponsoringu wie tylko Długi).

Rozgrywki zainaugurował pojedynek Rutena z Małą Ewą i już po pierwszym legu jednogłośnie zadecydowano, aby zmienić formę gry z 501 DO na 301 DO. Decyzja ta wyniknęła z zaobserwowanego poziomu gry, jak również z uwagi na fakt, że tempo spożywania napojów orzeźwiających może nas wszystkich wykończyć już w połowie imprezy.

Turniej wygrał Tymek, co dla wszystkich było niemałym zaskoczeniem, gdyż w całej historii polskiego darta jeszcze żaden Viking nie wygrał tak prestiżowych zawodów. Na drugim miejscu uplasowała się Mała Ewa, która sukces ten zawdzięcza ograniem w pięknym stylu Siekiery.

Turniej okazał się tak udany, że powstała idea rozpoczęcia letniego cyklu GP Steeldarta na domówkach, w kategorii: od 2 promili. Następny turniej prawdopodobnie 10 sierpnia a gospodarzem imprezy będzie Ruten.
Udział zapowiedział już Eli, który pod nieobecność Siekiery (będącego już wtedy na emigracji zarobkowej) będzie z pewnością największym faworytem. Eli zapowiedział nawet, że skosztuje rutenowego winka, czym przerwie 7-miesięczny okres abstynencji (na imprezie sylwestrowej wypił dwa kielonki).

Warto też dodać, że Ruten kombinuje aby turniej u niego został rozegrany na dwóch tarczach, co przyśpieszy jego przebieg oraz zwiększy prestiż.

Poniżej krótki fotoplastikon:

« Poprzednia strona
Następna strona »