No i po eliminacjach!

NAPISAŁ: ROO10, 27 marca 2010 16:19

Zgodnie z zapowiedzią kapitana, wczoraj tj. w piątek na turnieju w Delano odbyły się oficjalne eliminacje do wyjściowego składu na poniedziałkowy mecz z Rapidem Środa Wlkp.

Takie wydarzenie to dla rezerwy nie lada gratka – oto pojawia się szansa zdobycia miejsca w pierwszym składzie (oczywiście wiadomo że jednorazowo), nie dziwota więc, że Ruten Ciapek i Koniu pokusili się o udział w turnieju, licząc na cud i niebywałe szczęście w losowaniu. W Delano nie zjawili się za to Hans i Elwis, ten pierwszy jak zwykle stara się zrobić wszystko, żeby choć raz spokojnie posiedzieć na ławie i zobaczyć jak to jest (niedoczekanie), tym razem ściemnił, że wyjeżdża na coroczny zlot Towarzystwa Przyjaciół Ryb i Dziczyzny.
Elwis natomiast poczuł niemoc wobec argumentów swej lepszej połówki obchodzącej akurat tego dnia urodziny.

Teraz kilka słów o występie poszczególnych graczy:

  • Nasz kapitan szedł przez kolejne szczeble drabinki turniejowej jak burza, narzekając przy tym raz po raz, że mu nic dziś nie idzie bo jest świeżo po siłowni. Wysoka skuteczność na dablach (także bull) zaprowadziła Elego do finału i zagwarantowała finansową stabilizację na najbliższe 2 godziny.
  • Dziura – bez porażki w turnieju, choć na początku grał przeciętnie. Najbliżej pokonania Dziury był Eli i to jeszcze kiedy spotkali się na prawej stronie, wówczas Eli prowadził 1:0 w legach, ale później Dziura się zrehabilitował. W finale znów się spotkali i Dziura wygrał z Elim 3:0
  • Koniu – swe sensacyjne pojawienie się na turnieju w Delano (pani Halinka na początku pytała kto to jest ten maślok) zaakcentował 4 miejscem! Koniu otarł się o strefę medalową, ale przegrał decydującego lega z bliżej nieznanym nam zawodnikiem o ksywie Ministrant (zapewne jeden z licznych synów pani Halinki z nieprawego łoża, do których oczywiście pani Halinka się nie przyznaje, ale podobieństwo ewidentne, zwłaszcza z lewego profilu w półmroku)
  • Ciapek – wolny los, później wygrana z Adrianem (kolegą Dziury, którego ten przywiózł z Gniezna w charakterze czarnego konia zawodów – nikt nie wie na jakiej podstawie ;) ), później dwa szybkie w plecy i co najdziwniejsze – 5 miejsce w turnieju!
  • Ruten – identyczna sytuacja co u Ciapka, z jednym zastrzeżeniem: bez wygranej z wyżej wspomnianym Adrianem (reprezentującym w tym przypadku kogokolwiek do ogrania).  Ruten po turnieju zapowiedział protest w związku z tym, że zajął miejsce 9-12,  a Ciapek wygrał tylko jeden mecz więcej i zakończył udział w turnieju na miejscu 5, co wydaje się co najmniej dziwne, a dodatkowo upokarzające dla Rutena, jeśli podać do publicznej wiadomości, że liczba uczestników turnieju wyniosła 11…

Podsumowując: gdyby brać pod uwagę wyniki z turnieju, to w poniedziałek w meczu z Rapidem zaszczytną rolę mięsa armatniego piastować będą: Dziura, Eli, Koniu i Ciapek. Koniu jednak zapowiedział, że poniedziałkowy termin mu nie pasuje, więc następny w kolejce do wyjściowego składu jest Ruten. Ciapek zapowiadał już 2 tygodnie temu, że go nie będzie na meczu z Rapidem bo ma wizytę u kosmetyczki. Hans i Elwis w związku z nieobecnością na eliminacjach mogliby co najwyżej pomarzyć o wejściu do gry z ławy, ale jak wiadomo kapitan ma słabość do obu tych zawodników, a do formy Rutena (wiecznie przez niego zachwalanej) Eli bynajmniej nie ma żadnej słabości, dlatego na chwilę obecną tak naprawdę za cholerę nie wiadomo kto zagra z Rapidem. Zapyta więc ktoś, po kiego grzyba były te eliminacje? Odpowiedź jest prosta: żeby pani Halinka przypomniała sobie jak wygląda Koniu.

“Wy jesteście normalnie nienormalni”, czyli II Noworoczna Inwazja na Konin w trzeciej odsłonie

NAPISAŁ: ROO10, 28 stycznia 2010 17:43

Przedstawiamy film z II Noworocznej Inwazji na Konin!

Uwaga:

  • aby włączyć film, kliknij PLAY, odczekaj chwilę a później ponownie kliknij PLAY
  • jeśli film się zacina,  kliknij pauzę i poczekaj aż się trochę dogra

II Inwazja na Konin – część 1

II Inwazja na Konin – część 2

II Inwazja na Konin – odsłona druga

NAPISAŁ: ROO10, 7 stycznia 2010 22:23

W galerii zdjęć (inne turnieje) jest już największy w historii naszej strony komiks!

Uwaga! Przed rozpoczęciem przeglądania galerii warto przygotować sobie kawę i kanapki, bo trochę tego jest :)

Dla ułatwienia podaję link

ZOBACZ ZDJĘCIA Z II INWAZJI NA KONIN

P.S.
Na fotkach wykonanych przez Dziurkacza jest niewłaściwa data, proszę nie dać się zmylić :)

Sprawozdanie z II Noworocznej Inwazji na Konin

NAPISAŁ: Eli, 5 stycznia 2010 22:50

W II Inwazji na Konin wzięło udział pięciu Weteranów: Dziura, Eli, Elwis, Koniu i Ruten oraz jeden Viking Kwinto. O sportowej odsłonie tego wydarzenia nie będziemy się tu rozpisywać. Gospodarz turnieju, Sailorripley sporządził dokładne sprawozdanie z zawodów, z jego relacją można się zapoznać tutaj: www.strefadarta.pl

Kapitan Weteranów zadbał jak zawsze o to, by nasi bohaterowie podróżowali w komfortowych warunkach. Sześć osób w dziewięcioosobowym Weteranobusie rozłożyło się wygodnie niczym w przepastnej limuzynie. Ekspedycja ruszyła do Konina około godziny 15.00. Jako ostatni w aucie zameldował się Kwinto, którego w jego rodzinnych stronach Weterani zlokalizowali z niemałym trudem. Kwinto ledwo usadowił się w fotelu, zapytał czy ktoś ma browara, a następnie poinformował Weteranów aby przed powrotem z Inwazji sprawdzić, czy nadal ma przy sobie lotki, portfel, klucze i buty oraz czy wydał wszystkie pieniądze jakie ze sobą zabrał. Szczególnie to ostatnie założenie spotkało się ze zdecydowaną aprobatą pozostałych pasażerów.
Pół litra „Lecha” od Rutena Kwinto obrócił zanim Eli zdążył wrzucić piąty bieg, wszyscy więc skupili swą uwagę na poszukiwaniu najbliższej stacji benzynowej. Pierwszą z nich Eli przeoczył, całe szczęście że już po chwili na horyzoncie pojawiła się druga, bo kto wie czy nie doszło by do linczu na kierowcy! Weterani zaopatrzyli się w browary, Kwinto zaś dysponujący skazanym na unicestwienie wysokim budżetem stwierdził, że podczas II Inwazji nie wypada pić tylko zwykłego piwa jak na byle PeDeCu i zainwestował w wiśnióweczkę, która już do samego Konina umilała podróż naszym zawodnikom.

Na miejscu zaskoczyła nas temperatura wewnątrz lokalu: jakieś +20 stopni, byliśmy bowiem przygotowani na ubiegłoroczne arktyczne warunki, więc chwilę trwało zanim każdy oswobodził się z kilku warstw koszulek, swetrów i kalesonów. Kwinto od razu szturmem wziął bar i panował przy nim niepodzielnie do samego końca turnieju. Skutecznie przy tym realizował plan dobrowolnego doprowadzenia się podczas
turnieju do finansowej ruiny. Zarówno Weterani jak również ci, którzy akurat byli w pobliżu mogli od czasu do czasu skosztować miejscowej jakże miłej sercu Kwinta wiśnióweczki oraz za jego namową bliżej zapoznać się z panem Heniem z baru: „Nie chcesz się poznać z panem Heniem…?” (w roli pana Henia występował Heineken 0.66l).

O ile jednak Kwinto wcześniej zapowiadał szeroko pojętą rozrzutność, o tyle postawa Konia wzbudziła wśród pozostałych Weteranów absolutny szok! Koniu na samym początku zaświecił przed ich oczyma nowiutkim banknotem o nominale 100PLN. Do tej pory naturalną koleją rzeczy było to, że Koniu niemal zawsze oddawał kasę Elemu w ramach rozliczeń za cokolwiek, tym razem było jednak inaczej: wspomniane sto złociszy nie było obciążone żadnymi zobowiązaniami, co więcej, Koniu również tego wieczoru kompletnie nie liczył się z kasą! Na jego konto spożywał więc napoje Eli (zapewne by ten wstawił Konia do składu na mecz z Jamesonem), Ruten (zapewne by ten opisał Konia w dobrym świetle bez względu na poziom jego ewentualnej gry z Jamesonem), Dziura (zapewne po to, by ten zechciał zagrać z Koniem w deblu w meczu z Jamesonem), jak również Elwis (zapewne chciał go struć by ten nie mógł zagrać z Jamesonem). Tylko Kwinto konsekwentnie odmawiał Koniowi, w obawie o to, że do końca turnieju nie zdąży się spłukać. Napoje wszelakiego rodzaju lały się więc strumieniami.
Weterani podobnie jak podczas I Inwazji przywieźli ze sobą płytę CD z utworami muzycznymi dobranymi specjalnie na ten turniej. W tym roku absolutnym hitem okazał się numer znany wszystkim sympatykom darta z niedawnych relacji z mistrzostw. Heńki w duecie z wiśnióweczkami sprawiły, że po jakimś czasie raz po raz wszyscy zgromadzeni w Sekrecie gromkim chórem wykonywali znany wszystkim refren:

Jeden ze stołów był suto zastawiony pokaźnych rozmiarów garncami ze smalcem, miskami pełnymi smakowitych ogórków oraz gigantycznymi bochenkami chleba. Widok ten niemal w euforię wprawił Dziurę, który po drodze martwił się czy w lokalu serwują jakieś jedzonko, ewentualnie czy w jego pobliżu będzie jakiś otwarty sklep spożywczy. Dziura miał w pierwszej rundzie wolny los, umilał więc sobie czekanie na swój mecz pałaszowaniem kolejnych porcji miejscowych przysmaków. Trzeba przyznać, że skutecznie kroku dotrzymywał mu Eli nie zważający na konsekwencje swego obżarstwa (kilogram „do przodu” to wynik na wadze dzień później). Gospodarze byli jednak do II Inwazji
solidnie przygotowani, systematycznie uzupełniając znikający ze stołu asortyment.

W turnieju z okazji II Inwazji (imię Adam zobowiązuje…) wzięło udział 28 zawodników i zawodniczek. Coś jednak czujemy, że za rok na starcie mogą zameldować się setki chętnych do gry i to z całej Polski. Wszystko to przez Rutena, który następnego dnia po wytrzeźwieniu dokonał finansowego bilansu swego uczestnictwa w turnieju. Wyszło to tak: transport 10zł, wrzuty do maszyn 2zł (raz miał maszynę skredytowaną, aby ciąć koszty odpadł szybko po dwóch meczach, choć w jednym nieodpowiedzialnie po 3 legach). Razem złotych dwanaście! Tuzin złociszy za przejazd i pobyt z pełnym wyżywieniem i solidną popitką! (Ruten nie wydał ani złotówki na napoje energetyczne i do dziś nie wie ja kto się stało). Proszę mi pokazać podobne równie przyjazne uczestnikom dowolne zawody sportowe! Pierwsze zgłoszenia spoza darterskiego środowiska mamy już teraz, przed publikacją
niniejszego sprawozdania. Chęć wzięcia udziału w III Inwazji na Konin wyraził tata Elego i Rutena oraz jego trzej szwagrowie: Czechu, Mieciu i Romek. Wyrazili oni nawet gotowość noworocznego pieszego pielgrzymkowania do Sekretu w przypadku braku miejsca w Weteranobusie.

W trakcie trwania zawodów Ruten i Eli tradycyjnie fotografowali wszystko i wszystkich wokoło, celem zgromadzenia obszernego materiału do fotorelacji. Uczestnicy turnieju wiedząc jaki to prestiż zapisać się w historii sprawozdań Weteranów, sami pchali się pod obiektyw. Bezkonkurencyjny w tym okazał się, jakże by inaczej -Kwinto! Jeden z liderów Vikingów okazał się skrzyżowaniem Naomi Campbell i Cindy Crawford. Ten szyk, to uwodzicielskie spojrzenie, ta gracja, te zmysłowe ruchy… Były jednak osoby, którym perspektywa zaistnienia w internecie wybitnie nie przypadła do gustu. Jednoosobowa obsługa baru w formie pani Bożenki stanowczo protestowała
przeciwko fotografowaniu jej samej, a w szczególności jej wyeksponowanego fragmentu czyli klatki piersiowej). Otrzymaliśmy więc zapowiedź skierowania sprawy do sądu w przypadku publikacji jednej z fotek. Widać na niej jedynie wspomnianą klatkę piersiową pani Bożenki, nawet nie w całości, lecz jej wycinek. Stanowczy protest w sprawie tego zdjęcia zdumiał nas niepomiernie, bo nie ma na niej twarzy właścicielki kawałka korpusu. Widać jednak jest on na tyle znany w Koninie, że nie można go rozpowszechniać.

Aferą „Fotogate” poszkodowana zainteresowała w końcu gospodarza turnieju. Sailorripley po dokładnej analizie zdjęcia stanowczo zawyrokował, że koniecznie musi zostaćona wykorzystana w fotorelacji. Nieco nas zdziwiła ta deklaracja, Eli spodziewał się raczej
prośby o jej pominięcie. Sailorripley miał jednak konkretne argumenty za tym, by fragment klatki piersiowej pani Bożenki był ogólnodostępny w sieci: „…Taki proces to skarb! Nawet jak przegracie w pierwszej instancji, możecie się odwoływać. Potem ewentualnie Sąd Najwyższy, a na koniec Trybunał w Strassburgu. Dostaniecie maksymalnie po 5 lat, za dobre sprawowanie wychodzicie po dwóch, góra trzech, ale już jako milionerzy! Cały świat będzie chciał obejrzeć to zdjęcie, pomyślcie tylko, to miliony wejść na stronę Weteranów dziennie! Reklamodawcy będą się zabijać o to by mieć na niej choć centymetr kwadratowy.
A jak byście jeszcze na waszej stronie gdzieś w tym sprawozdaniu dali link do mojej strony, sam bym skorzystał…
”. Nie ma co, czujemy się już z Rutenem jak Paris i Nicky Hilton.

Wyjazd z Sekretu do Poznania opóźnili nam maksymalnie Dziura i Kwinto. Ten pierwszy z lewej strony drabinki turniejowej parł do finału jak Ołtarzewska po schab w „Zmiennikach”. Co gorsze, jak tam dotarł to jeszcze musiał wygrać, w dodatku po pięciu legach, jak by nie mógł wygrać z Kapustą w czterech! Kiedy już ze spełnionym Dziurą szykowaliśmy się do opuszczenia Sekretu, Kwinto zarządził swą rewizję osobistą. No cóż, słowo się wcześniej rzekło, trzeba było ją przeprowadzić. Buty były, dokumenty, klucze i lotki również. Niestety Kwinto znalazł w kieszeni jakąś zapomnianą stówę i stanowczo domagał się by ją na miejscu wydać. Zadanie okazało się niemal karkołomne, ponieważ bohaterka „Fotogate” pani Bożenka w ramach protestu jednostronnie zawiesiła działalność podległej jej placówki, czyli baru. Pomogła dopiero mediacja Kapusty, który po finale nie mógł patrzeć na Dziurę i chciał się go pozbyć jak najprędzej. Wspomniana stówka powędrowała do kasy w zamian za kilka Heniów, nieśmiertelne
wiśnióweczki i soczek dla szofera.

Około 1.30 ekipa Weteranobusa w komplecie ruszyła w drogę powrotną. Autostradą do Poznania dojechaliśmy w około godzinę, jednak na miejscu już podczas próby pozbycia się z pokładu pierwszego pasażera – Kwinta wyniknęły problemy, których nikt się nie spodziewał.
Nikt nie wiedział, gdzie mieszka Kwinto, nawet on sam! Faktem jest bezspornym, że zabieraliśmy go nie spod domu, ponieważ Kwinto wyszedł nam naprzeciw. Bez dwóch zdań za rok każdy pasażer będzie musiał wypełnić specjalną ankietę na okoliczność podobnych perypetii. Mijały kolejne minuty, Eli nie bardzo wiedział, co począć, a Kwinto kołysał się rytmicznie na swym miejscu w ewidentnej fazie głębokiego snu.Na całe szczęście około 3 nad ranem Weteranom jakimś cudem udało się doprowadzić
Kwinta do stanu umożliwiającego im próby porozumiewania się z nim. Dialog wyglądał mniej więcej
tak:
- Kwinto, gdzie mieszkasz?
- W domu…..
- Ale gdzie mamy cię wysadzić?
- Pod domem…
- A bardziej konkretnie?
- Bubububu…
- Cholera, znowu śpi!

Kwinto ponownie otworzył oczy po kwadransie i o dziwo kontaktował!
Bezbłędnie doprowadził nas do celu jaki sobie założył, następnie po opuszczeniu auta ponownie dokonał inwentaryzacji samego siebie po czym pobiegł do domu po drodze wykonując regularne podskoki przeplatane nieregularnymi przysiadami, ktoś z naszych dostrzegł nawet fikołka z podwójnym tulupem, zakończonego zgrabnym telemarkiem.

Podsumowując: II Inwazja na Konin zakończyła się pełnym powodzeniem! Było wszystko, czego trzeba: świetna zabawa, sprawna organizacja z godziwym poczęstunkiem oraz przyjacielska atmosfera. Wszyscy uczestnicy zapewne na długo zapamiętają te kilka godzin pełnych śmiechu, spędzonych w doborowym towarzystwie. Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na III Inwazję na Konin, na którą już teraz wszystkich serdecznie zapraszamy!

P.S.
Dla potrzeb sprawozdania i w związku z obawą o zdrowie autora, imię barmanki – Marzenka zmieniono na Bożenka.

P.S.2
Lada dzień na stronie ukaże się fotorelacja (oj, dużo tych fotek napstrykalim) oraz 20-minutowy film z Wytwórni Filmów Niskobudżetowych Weteranów S-U.

Kolejny tytuł v-ce naszego kapitana!

NAPISAŁ: ROO10, 6 października 2009 22:32

Odsłuchaj sprawozdanie!

(Uwaga! Jeśli masz problem z odtworzeniem pliku, Twoja przeglądarka potrzebuje instalacji tego: adobe flash player


IMG_1457 W miniony  piątek odbył się turniej w “Krokodylu”, w którym wzięło udział trzech”naszych” oraz kilkanaście innych osób, których dane personalne nie będą wymienione w nagłówku, bo i tak się wszyscy nie zmieszczą, a później ktoś się zgłosi z pretensjami, że został pominięty albo “czemu nie wymieniono mnie pierwszego?” ;)

Wspomniana wyżej trójka Weteranów to Bracia R. (tak zwani) oraz Elwis – nasz nowy nabytek, wielka nadzieja Białych. Tak naprawdę to teren na Wojska Polskiego zaznaczył (pozwolę sobie tutaj użyć kejtrowskiej przenośni) tylko Eli, zdobywając drugie miejsce. Eli w półfinale pokonał Łukasika, by w finale ulec Pawłowi S. Paweł był zdecydowanie poza zasięgiem, Eli wspiął się na wyżyny swych możliwości i urwał mu tylko/aż jednego lega.

To już trzeci raz, kiedy Eli zajął wysoką lokatę, przypomnijmy, że wcześniej dwukrotnie zajął II miejsce w sobotnich turniejach w Paczkowie (patrz wcześniejsze sprawozdania). Eli jest wyraźnie zadowolony ze swojej formy, ale i sam się trochę dziwi, bo jak twierdzi, im mniej gra tym lepiej mu idzie. P o turnieju w Igle ogłosił, że nadal kontynuował będzie nietrenowanie.

Warto dodać, że na drodze do podium Elemu stanął (i tu w sumie mógłbym zakończyć zdanie :D ) Harry, Adam “04″ Kwiecień oraz Ruten. Bratobójczy pojedynek z Elim był dla Rutena bardzo niewygodny, Ruten mógł to spokojnie wygrać, ale podłożył się swemu kapitanowi, gdyż ma na uwadze, że już za tydzień Eli będzie formował pierwszy skład na mecz z Partnerkami, a gdyby Eli przegrał z Rutenem-Prezesem Ławy Weteranów, to musiał by sam siebie posadzić na ławie (a tam i tak już się robi ciasno, mimo, że liga się jeszcze nie zaczęła)… no dobra trochę popłynąłem ;) Eli mnie rozniósł w try miga.

Elwis też się dobrze zaprezentował, wygrał jeden mecz a w pozostałych brakowało szczęścia na dablach. Sektor ma pewny, tak więc na pewno będzie dla nas wzmocnieniem.

Mamy nadzieję, że pozostali Weterani (Koniu i Ciapek) przed meczem z Partnerkami zdążą jeszcze pokazać się w jednym z klubowych turniejów WSD, żeby wbić się w tryb sezonowych rozgrywek.

Zobacz 16 zdjęć (komiks) z turnieju

Nadal nie wiadomo, kto zagrzeje ławę

NAPISAŁ: Eli, 22 września 2009 22:00
Próbna przymiarka do wyselekcjonowania podstawowego składu podczas piątkowego turnieju zakończyła się klęską.

Weterani do tego przedsezonowego sprawdzianu przystąpili w komplecie, ponieważ absencja Hansa była zaplanowana. Eli nie powiadomił go o zgrupowaniu z prostej przyczyny – Hansa bowiem trzeba trzymać z dala od ławy.

Weterani już kilka dni wcześniej zapowiedzieli przybycie na turniej do Igła, nie dziwiła więc wysoka frekwencja w piątkowy wieczór. Każdy chciał na własne oczy zobaczyć, komu najprawdopodobniej przypadnie rola rezerwowego w szeregach Weteranów. Wynikły z tego pewne komplikacje: Kosek początkowo starał się uparcie rozpisać zawodników do drabinki „16”, po kilku nieudanych próbach zorientował się jednak że nie podoła temu zadaniu.

Zakrojone na szeroką skalę poszukiwania drabinki na 32 graczy przyniosły spodziewane rezultaty, co zmusiło rodzinę pająków okupujących od miesięcy ten skrawek papieru pod ladą do zmiany miejsca zamieszkania. Kosek prowadził zawody sprawnie, co uspokoiło kapitana Weteranów – Eli bowiem obawiał się że może nie dotrzeć na 6 rano do pracy.

Zgromadzony na starcie tłum był na rękę Koniowi, Rutenowi i Ciapkowi.
Każdy z nich mógł przeczuwać, że to właśnie jemu może przypaść rola pierwszego zmiennika. Z braku miejsc siedzących na parterze cała trójka od razu czmychnęła na pięterko, skąd przez długi czas nie wychylali nosa w obawie, by kapitan ich nie dostrzegł i nie poprosił o pozowanie na ławie.

Podczas trwania zawodów doszło do małego zamieszania – Kotek na prawej poległ w walce z Niedźwiedziem. Poproszeni o komentarz do tego wydarzenia Hanna i Antoni Gucwińscy nie byli tym faktem zaskoczenia, jak stwierdzili – w przyrodzie taki wynik nie budzi zdziwienia.

W Igle sam wynik tez nie stanowił większego zaskoczenia, jednak niespodziewana ucieczka Kotka z lokalu i odpuszczenie walki na lewej wywołała już lawinę domysłów. Tenże w takim pośpiechu opuszczał turniej, że dopiero na przystanku autobusowym zorientował się, że przyjechał samochodem i wrócił po kluczyki.
Jedni twierdzili, że Kotek nie był mentalnie przygotowany na porażkę, a co za tym idzie nie miał już kasy na wrzuty. Inni twierdzili, że to zawodnik takiego formatu, że na lewej po prostu grać mu już nie wypada. Eli natomiast był pod takim wrażeniem sprawności z jaką Kotek ewakuował się z Igła, że zaczął rozważać Kotkowe szanse na zastąpienie Arnolda S. w remake’u „Uciekiniera”.

Weterani podczas tego turnieju szału nie zrobili, tłumacząc to pokrętnie przedsezonowym roztrenowaniem. Teraz kilka słów na temat każdego z nich, jak również ich szanse na ławogrzanie po tym, co zaobserwował kapitan Weteranów:

Ruten – najbardziej doświadczony w siedzeniu na ławie, w tej roli w całej lidze ustępuje jedynie Kowalowi z Komputronika. Ruten wygrał 1 (słownie: JEDEN) mecz, forma zdaje się być wyższa niż w minionym sezonie ligowym.
Całkiem sprawnie schodzi, jednak skuteczność na dablach cały czas nieco szwankuje. Duże szanse na grę w pierwszym składzie podczas ligowej inauguracji.

Ciapek – widoczny mały spadek formy, ale to podobno naturalny symptom każdego dartera-dj’a po nagraniu pierwszego miliona elektrosetów. Na dzień dzisiejszy będzie rywalizował z Koniem o miejsce w wyjściowej czwórce, jego atutem mogą okazać się kończące legi „strzały znikąd”. Na bank zagra w derbowym meczu z Siewcami (o ile do niego dojdzie) z Kotkiem J

Koniu – tu sprawa jest najtrudniejsza, bo każdemu sportowcowi potrzebne jest trochę szczęścia, a Koniu niby to szczęście ma, ale zarazem nie umie go wykorzystać.
I tak na dzień dobry Koniu wylosował w turnieju wolny los, jednak później pomimo korzystnego losowania poległ z ręki Elego a następnie Pawła. Atutem Konia jest jego dzika nieobliczalność – w poprzednim sezonie potrafił skompromitować siebie oraz ¾ swojej rodziny przegrywając pewien pojedynek w Agawie, by później gromić Doktora i ratować Weteranom punkt w meczu z Gawronami. Jedno jest pewne, nawet jeżeli Koniu rozpocznie sezon na ławie, to w meczu z Partnerkami dostanie szanse na rehabilitację.

Eli – chyba skazany na pierwszy skład, pomimo permanentnego unikania jakiejkolwiek formy treningów i grania „od święta” forma na przyzwoitym poziomie. Musi tylko poprawić koncentrację podczas gry, bo Eli do tej pory nie ma pojęcia dlaczego w meczu ze Scyzorykiem mając na budziku 49pkt.  z premedytacją cisnął lotką w 15, co spowodowało samozaskoczenie i w efekcie porażkę „na własne życzenie”.

Turniej zakończył się wygraną duetu z Agawy (prywatnie podobno nie są razem, zbyt duże różnice anatomiczne), pierwszy był Żółw, a drugi Mini. Trzeci na podium zameldował się Scyzoryk, a o podium otarł się tubylec Niedźwiedź.

Eli obronił tytuł!

NAPISAŁ: ROO10, 26 sierpnia 2009 22:03

Wiadomości Weterańskie.
W ostatnią sobotę Eli sprytnie wykorzystał fakt, że wielu zawodników wyjechało do Gorzowa na zawody sizalowe i w ten sposób obronił tytuł V-ce Mistrza Paczkowa! W trzeciej rundzie na prawej stronie tabeli uległ Przemkowi Adamczakowi, aby później jeszcze raz się z nim zmierzyć w finale i wtedy również dać się pojechać ;)
Eli po tym turnieju ogłosił, że jest tak zmęczony zdobywaniem tytułów, że musi wyjechać na wakacje i tak też uczynił. Tak więc już teraz pewne jest, że nie będzie go przynajmniej na następnych dwóch sobotnich turniejach. No to się teraz ludziska rzucą do podium jak pszczoły do miodu ;)
Poniżej kilka zdjęć (komiks) z turnieju:


Eli aktualnym v-ce mistrzem Paczkowa!

NAPISAŁ: ROO10, 17 sierpnia 2009 13:38

Wakacyjnej ciszy między sezonami ligowymi nie można było nie przerwać wobec sobotnich wyczynów naszego kapitana Elego, o których nie wspomnieć było by grzechem (może nawet śmiertelnym). A wszystko działo się w Paczkowie, gdzie odbywał się turniej rankingowy WSD.

Nie trzeba chyba wspominać, że w barze “U Kuby” zjawiła się cała śmietanka wielkopolskiego darta ;)
Eli z początku nie uchodził za faworyta, przed turniejem (i w trakcie) bardziej interesowały go raczej wyniki meczów piłki nożnej, które obstawił, niż trening darta. Ale już po spożyciu dwóch tymbarków (brzoskwinia-jabłko, przyp. aut.) rozpędził się niczym Ciapek z produkcją swoich elektro-setów (www.whitedj.pl.tlprzyp. aut.)

Losowanie – jak sam stwierdził nasz kapitan – miał wyjątkowo fartowne, w dojściu do finału nie zatrzymał go nawet Patryk Żabka. Eli nie wierzył w siebie kiedy Patryk objął prowadzenie 1:0, także kiedy doszło do remisu w legach, Eli nadal nie czuł się na siłach (“Przegrać z Żabką 1:2 – bezcenne!”).
Wtedy też, kiedy Eli wyrównał na 1:1, doszło do sensacyjnego wydarzenia! Cała sala zamarła, wszyscy skupili swój wzrok na Patryku, który zmuszony wydobyć ze swojego portfela 2zł na wrzut do maszyny, męczył się czas jakiś z zardzewiałym zamkiem od kieszonki na drobne, co więcej, kiedy już się z tym zamkiem uporał, wyszło na jaw, że zapomniał, gdzie trzeba ową monetę wrzucić. Na szczęście pomogły mu dyskretne podpowiedzi Rutena, który grał na maszynie obok i posiada jak mało kto tak wielką wiedzę i doświadczenie w tym temacie.

Wróćmy jednak do przebiegu samego meczu. Decydujący leg pokazał, że kapitan Weteranów ma żelazne nerwy (chodzą słuchy, że dla uspokojenia Eli wypił kolejnego tymbarka) i kiedy Patryk miał już wystawionego dabla, Eli rzutem na taśmę (a raczej w tarczę) skończył trafiając trzecią lotką w świeżo wystawione D16! I wybuchła wielka euforia, a trochę później nastała chwila refleksji, bo do Elego dotarło, że pewnikiem Patryk przebije się do finału z lewej strony tabeli, tak też się stało.

No cóż, o finale to już może nie będziemy pisać, grunt, że Eli pokazał, iż nawet w okresie roztrenowania ma formę i przed zbliżającym się wielkimi krokami nowym sezonem ligowym podnosi to morale całej drużyny (także Konia, który ostatnimi czasy z dartem ma tyle wspólnego co Ruten z randkami).

Poniżej kilka fotencji z imprezy:


Rokietnica nową stolicą wielkopolskiego darta?

NAPISAŁ: ROO10, 7 lutego 2009 18:41
IMG_0041.jpg
W piątek 6 lutego 2009 kapitan Gawrona – Doktor zorganizował turniej z okazji swoich 43 urodzin. Jest to niewątpliwie kolejna udana impreza zorganizowana w restauracji “Pod Gruszą”. Wygląda na to, że Doktor zna się na organizowaniu turniejów równie dobrze, co na przebiegu operacji wycięcia migdałków czy leczeniu chronicznego nieżytu nosa ;)  Kto wie, może Doktor niedługo wynajdzie szczepionkę na dartitis?

Turniej cieszył się w miarę niezłą frekfencją. Gospodarz pokazał czym jest tradycyjna starorokietnicka gościnność. Zadbał m.innymi o to, aby gościom nie burczało z głodu w brzuchu – zorganizował coś a’la szwedzki stół, nie zabrakło pysznego świeżego chleba, był smalec i ogórki, były też jakieś specjały w galarecie, nie potrafię precyzyjnie podać ich nazwy bo żaden ze mnie znawca kulinarny, ale to było coś przypominającego paszteciki. No ale mniejasza z tym jak się to nazywało, grunt, że było wyborne! 

W gardle również gościom nie zaschło. Można było uraczyć się piwkiem, wódeczką rozlaną w kielonki, jubilat nie zapomniał także o abstynentach – sok też był :) Cała impreza przypominała zmiksowanego PeDeCa z weseliskiem :) Ah, gdyby każdy turniej rangi okręgowej czy krajowej wyglądał podobnie…

W Restauracji “Pod Gruszą” stoją dobrze spisujące się maszyny, dobre oświetlenie, brak hałasu, brak dymu i duzo miejsca dla kibiców i grających – to dodatkowe atuty, z którymi już się zetknęliśmy na poprzednich turniejach w Rokietnicy.  

W trakcie trwania turnieju Doktor wylosował także nagrody – niespodzianki: piwka oraz gadżety: notesiki do zapisywania maksów, czapki, pokrowce na komórki. Tę ostatnią nagrodę wylosował Ruten, na pocieszenie, ale jego Panasonic GD90 nie mieści się w tym małym wełnianym czerwonym kejsiku. Jak pech to pech ;)

Na koniec Doktor zapowiedział, że w przyszłym roku obchodzi okrągłe 44-te urodziny, a jako że okrągłe, to pewnie będzie jeszcze większa feta, może nawet zagra orkiestra dęta OSP? ;) Tak czy owak oby na nastepny turniej w Rokietnicy nie przyszło nam czekać cały rok.

Zawody wygrał Robert “Żółw” Kaźmierczak, który w finale pokonał rewelacyjną tego dnia Olkę Boniecką. Olka pokonała w finale lewej strony tabeli Doktora, który zajął trzecie miejsce. Gratulacje dla wszystkich!

Nie wiem, ile padło maksów, ale na pewno jednego 180 rzucił Johnson już w pierwszej rundzie turnieju. Co za forma!

Fotorelacja z imprezy  do wglądu w Galerii w dziale “Inne Turnieje”.

Sprawozdanie z turnieju w Sekrecie (Inwazja na Konin 1 01 2009)

NAPISAŁ: Eli, 4 stycznia 2009 18:27

Odsłuchaj sprawozdanie!

(Uwaga! Jeśli masz problem z odtworzeniem pliku, Twoja przeglądarka potrzebuje instalacji tego: adobe flash player


IMG_0113.jpg

Inwazja na Konin zakończyła się sukcesem przede wszystkim na polu organizacyjnym. Już na samym początku wyprawy, czyli na poznańskim Rondzie Śródka Eli przeczuwając, że w pubie Sekret nie będzie łatwo, postanowił znieczulić swych podopiecznych na wielce prawdopodobne porażki przy pomocy okazałej butelki whisky.

Nasza ekspedycja nie była trzymana w tajemnicy, gospodarze więc postanowili już na początku oziębić nasze męstwo poprzez wyłączenie ogrzewania w lokalu. Metoda „na eskimosa” okazała się poniekąd skuteczna – Eli z Rutenem z kretesem pożegnali się z turniejem już po dwóch meczach. Pierwszy z wymienionych na prawej poległ z ręki kuzyna swojej żony (gdyby Eli wiedział, jaka to mściwa rodzina to by się pewnie nie ożenił), a następnie na lewej został pokonany przez oszronionego Kimę, który chwilę wcześniej odprawił z kwitkiem Rutena (ten przez następnych kilka godzin lamentował wniebogłosy, bo miał Kimę na widelcu).

Wspomniany Kima nie liczył chyba na tak wysoką frekwencję na turnieju (21 osób – rekord 2009 roku!), ponieważ przed wyjściem z domu poinformował małżonkę że wróci za 2-3h. Po upływie tego czasu z każdą minutą stawał się coraz bardziej nerwowy, „wisiał” wręcz na telefonie negocjując z żoną coraz odleglejsze terminy powrotu. Przed półfinałem wyraz jego twarzy świadczył o tym, że prawdopodobnie negocjuje już tylko podział majątku. Taka postawa zrobiła wrażenie na pozostałych uczestnikach turnieju, ale jak celnie zauważył Kapusta: żon można mieć w życiu kilka, a taki turniej (szczególnie z udziałem Korbana) zdarza się raz na sto lat.

Korban okazał się chyba największą (nie o wzrost tu chodzi) niespodzianką turnieju. Zdopingowany do gry był jak nigdy, dzięki dwóm wlanym w siebie drinkom przygotowanym podczas podróży przez pokładowego barmana Rutena. Korban zamówił „na początek słabe” ale Ruten chyba nie dosłyszał zamówienia, bo okazałą szklanicę whisky ledwie zabarwiał coca-colą. Dzięki temu „nagrzany” Korban brylował później na tarczach zajmując ostatecznie piąte miejsce, a o włos był od poszatkowania Kapusty w walce o finał prawej strony. Warto w tym miejscu dodać że przed tym meczem trzeba było już usuwać sople z sufitu. Wcześniej Korban bezlitośnie rozprawił się z miejscowym wodzirejem Błażejem pokazując w 3 legu jak bez rękawiczek w temperaturze około 3 stopni odrobić 200 punktów straty.

Nasz towarzysz Dziura zagrał jak zawsze na odpowiednim poziomie, zajmując ostatecznie 3 lokatę. Ten wyjazd miał dać odpowiedź, czy Dziura mentalnie pasuje do Weteranów i czy jest w stanie zająć miejsce w składzie po Korbanie. Kapitan Weteranów zauważył, że Dziura jest podobny z wyglądu do Korbana i w zasadzie to powinno wystarczyć. Dziura zaimponował nam jednak tym, że po turnieju (z Sekretu wychodziliśmy około 1.30 w nocy) nie pojechał do domu do Gniezna, tylko zdecydował się na przyjęcie zaproszenia od Rutena na nocną dwugodzinną sesję na sizalu. Po tym treningu Dziura udał się na 6 do pracy, by już o 16 zawzięcie ponownie sparować z Rutenem przed turniejem w Delano. Podobno docelowo Dziura planuje zupełnie zrezygnować ze snu by nie marnować czasu który może poświęcić na granie.

Nie tylko my reprezentowaliśmy 1 stycznia Poznań na tym turnieju. Przyjechał również inny Weteran – DJ HOLL w towarzystwie dwóch Siewców – Harry’ego i Kuby. Podejrzewamy, że przysłał ich Czarex na przeszpiegi przed Wielkimi Derbami Krokodyla (05.01.2009). Wspomniana trójka choć za wysoko w turnieju nie zaszła, to wstydzić się też nie ma czego.

Sam turniej mimo słabej widoczności spowodowanej przez parę buchającą z ust jego uczestników przebiegał bardzo sprawnie. Kto wie, czy już przed 1 w nocy byłby znany zwycięzca, gdyby gospodarze posiadali szuflę do odgarniania śniegu przed maszynami. Bar lansował muzyczkę, przy której dało się zauważyć nawet pary pretendujące do kolejnej edycji „Tańca z gwiazdami”, a przy hitach Boney M i Krzysztofa Krawczyka trudno było spokojnie stać na linii rzutu. DJ zaprawdę spisał się doskonale!

Oprócz zawodów darta na sali równolegle rozgrywano partyjki szachowe. Tu jednak musimy opisać wydarzenie, które cieniem kładzie się nad tym jakże udanym wieczorem. Eli na szachownicy zawzięcie atakował Błażeja, który rzucił mu rękawicę. Kiedy już wydawało się, że mat jest nieuchronny, Błażej (do tej pory słynący ze stosowania zasad fair play) w akcie desperacji w jakiś tajny sposób poprosił o pomoc słynnego szachowego wymiatacza z Sekretu – samego Kazika! Zszokowany tym faktem Eli stracił koncepcje gry i został ostatecznie pokonany przez debel Błażej + Kazik.

Podczas drogi powrotnej nasza załoga (oprócz “odpoczywającego” Rutena) rozważała już kolejny termin II Inwazji na Konin. Nauczeni doświadczeniem zabierzemy ze sobą z pewnością kalesony, zimowe groty i termofory. Nawet jak pojedziemy do Konina latem, bo z miejscowymi nigdy nic nie wiadomo!

Zobacz – KOMIKS – zdjęcia z imprezy tutaj

Zobacz filmik z imprezy tutaj


« Previous Page
Next Page »