Pulp Fiction w Svejku

NAPISAŁ: ROO10, 22 listopada 2015 00:13

AK 47 – Weterani S-U     3:7 (10:14)

W drugiej kolejce piekielnie mocnej drugiej ligi darta absolutnym szlagierem były Wielkie Derby Svejka.  Mecze te od lat, dla podkreślenia ich wagi z cudzoziemska określane są mianem Gran Derbi.

Tym razem w charakterze gospodarzy wystąpił zespół AK i trzeba przyznać że godnie zadbali o otoczkę meczową. Były więc wszystkie sprawne żarówki w automatach, godny półgwiazdkowego Svejka catering, na dodatek damska część AK przywdziała odświętne szaty; Mała Ewa wystąpiła w tradycyjnym stroju góralskiej nieletniej dziewicy, zaś co do uniformu Graży zdania były podzielone.
Najprawdopodobniej Graża nosi się z zamiarem zostania darterską blogerką modową. Trzymamy kciuki, może w końcu Olka i reszta Partnerek będą miały źródło inspiracji.

Weterani wystawili klasyczny sprawdzony skład z Rutenem na ławie, w przeciwieństwie do poniewieranego przez nas od lat teamu AK.
Gospodarze w tym sezonie nieco przemeblowali swój skład. Robert Krzyżagórski odszedł bowiem do Mario Bross gdzie z powodzeniem kontynuuje swą karierę.

Luka w składzie została wypełniona wschodząca gwiazdą drugiej ligi Wojtkiem Brulińskim oraz legendą kilku mało znaczących zespołów i onegdaj częstym liderem rankingu Loewena – Robertem Schoepe. Wspomniany Wojtek kompletnie jednak nie pasuje do swego nowego zespołu: przybył do Svejka tylko godzinę przed meczem, trenował krótko bo zaledwie 45 minut, co więcej – nie spożywał podczas meczu alkoholu. Nie wróżymy mu więc perspektyw na dłuższą karierę w AK.

Początek meczu był wyrównany, z lekkim nawet wskazaniem na gospodarzy. Wojtek gładko sprał Elego, którego gra wyraźnie kulała, podobnie jak cały nasz Kapitan. Równolegle Koniu nie bez trudu uporał się z Grażą, choć ta mocno mu się opierała. Jak się później okazało, jednak chyba nie do końca skutecznie, ale o tym dalej (patrz fotorelacja).

Po chwili było już 3-1 dla nas, nie zawiedli Johnson i Wilk.
Deble również padły naszym łupem: duet Eli/Koniu zdemolował swych przeciwników, którzy byli ewidentnie niedotarci. Jak jeden dzwonił, to drugi zachowywał długimi fragmentami ciszę jak na pogrzebie. Na tarczy obok nie było już tak lekko, łatwo i przyjemnie. Wojtek dzwonił jak trzeba, a Graża co kilka kolejek coraz wyżej podciągała sukienkę by zdekoncentrować naszych zawodników. Na nic to się jednak nie zdało, remis mieliśmy już w kieszeni.

Kolejna singlowa odsłona meczu przebiegła bez niespodzianek: jedyny w tym dniu jasny punkt AK czyli Wojtek pokonał gładko Konia, podobnie jak Eli Grażę, zaliczając po drodze 16 lotkę. Niewykluczone że ten wynik utrzyma się do końca sezonu na czele klasyfikacji hajfinisza drugiej ligi.

Przed ostatnimi singlami była kilkunastominutowa przerwa na przeanalizowanie Ligi Typerów. Okazało się że nasza sytuacja jest niezwykle ciężka, prowadziliśmy bowiem w tym momencie 6-2, a 80% Weteranów obstawiło 6-4 dla nas. Co gorsze, na ławie mieliśmy tylko jednego Rutena, który wszedł za Johnsona. Ruten nie zawiódł i w pięknym stylu, pozorując walkę podłożył się Nieletniej Góralskiej Dziewicy. Wilk niestety wygrał z Robertem. Na nic zdała się wcześniejsza pogawędka Elego z Wilkiem. Eli niczym Marcellus Wallace z Pulp Fiction przekonywał Wilka, by ten jak Butch Coolidge odłożył na bok swą ambicję i się podłożył: „W trzecim legu dasz dupy”. Eli w roli Marcellusa wypadł wspaniale, jeszcze lepiej jednak Wilk w roli Butcha – wygrał :(

Przypatrując się tym dantejskim scenom z boku Johnson trafnie zauważył, że nasz skład jest chyba za mocny i może w trosce o nieawansowanie warto się zastanowić czy nie wywalić kogoś z zespołu :) Kapitan znalazł jednak inną przyczynę zbyt wysokiej wygranej Weteranów: za krótka słaba ława, a co za tym idzie ograniczone możliwości manipulowania wynikami. Z jednym Rutenem możemy Ligi Typerów nie wygrać. W związku z tym wielce prawdopodobne jest poszerzenie składu Weteranów o Gazę. Ten transfer powinien skutecznie osłabić naszą siłę ognia, co w obecnej sytuacji wydaje się być niezbędne.

Po meczu nastąpiła chwila dla fotoreporterów i klasyczny końcowy gangbang. Z uwagi na fakt, że sprawozdanie to mogą przeglądać nieletni, nie mogliśmy zamieścić wszystkich zdjęć oraz pełnego opisu gangbangu. Zapewniamy jednak, że działo się wiele, dowodem tego ciąża Graży o której właśnie się dowiedzieliśmy! Gratulujemy więc szczęśliwiej mamie oraz potencjalnym ojcom: Wojtkowi, Kubie, Robertowi, Wilkowi, Johnsonowi, Koniowi, Rutenowi i Elemu (razem) oraz słynnemu Bigosowi z Zasutowa. Mała Ewa podobno nie jest w stanie błogosławionym, ale okupiła to dwoma tygodniami bez możliwości siedzenia w klasycznej pozycji.

protokół meczowy

Ciekawostki:

  • łączna wartość produktów spożywczych z cateringu: 26zł
  • Kuba na mecz przyprowadził kandydatkę na żonę. Jeżeli miał to być podryw „na sportowca” to nie wróżymy sukcesów.
  • Gips na nodze Elego jest autentyczny.
  • Przyczyną poślizgu w opublikowaniu tego sprawozdania jest konieczność obróbki w photoshopie zdjęć, na których jest Eli. Ruten dostał odgórny rozkaz by wyszczuplać Kapitana :) Efekt działań Rutena poniżej:

 

Nie było Oli ale była Ewelina :)

NAPISAŁ: Eli, 25 października 2015 17:28

Weterani S-U – Buenavistni Środa Wlkp. 8:2 (16:5)

W pierwszym meczu sezonu ligowego 2015/2016 przeciwnikiem Weteranów była utytułowana drużyna Buenavistni Środa Wlkp.

Gospodarze blisko godzinę poświęcili na przygotowaniu maszyn do gry. W sali dolnej, tzw. Svejk Arenie udało się uruchomić dwie maszyny, z tym że jedna okazała się proekologiczna i ograniczyła oświetlenie tarczy do zera. Żeby było jaśniej – tarcza była ciemna. Próba zniesienie maszyny z górnego pokładu okazała się zadaniem zbyt karkołomnym, tak więc pierwszy raz w historii Weterani rozegrali mecz na dwóch poziomach.

Gdy w półgwiazdkowym Svejku zjawili się goście ze Środy, Weterani nadaremnie wypatrywali w ich składzie przecudnego lica Oli Padarz. Zdziwiła nas jej absencja, zważywszy, iż do tej pory skutecznie rozpraszała nas jej sama obecność w pobliżu tarcz. Z czasem okazało się jednak, że Olę z powodzeniem zastąpiła Ewelina, do której od tej pory wzdychają stali w uczuciach Weterani.

Mecz poprzedziła obustronna debata dotycząca odległości linii rzutu od tarcz. W zasadzie nie mieliśmy ani żadnej linii, ani też nawet kawałka miary, żeby tę linię wyznaczyć. Kapitanowie obu zespołów ustalili więc metodą „na oko” z którego miejsca mieliśmy rzucać, z tym, że każdy zawodnik mógł ustawiać się tak jak mu akurat pasowało.

Przed meczem Johnson zadzwonił z informacją, że tradycyjnie spóźni się o godzinę, Ciapek z przyzwyczajenia miał nockę, a Radas swoim zwyczajem nie dał przedmeczowego znaku życia. Skwapliwie skorzystał z tego Ruten, który chyba nawet nie spodziewał się, że zagra w wyjściowym składzie, obok Konia, Wilka i Elego.

Po pierwszych singlach było 2:2.
Koniu, który po manewrach z maszynami był wyraźnie nie w sosie przeszedł obok gry co wykorzystał Heniu. Piętro wyżej Wilk wyjaśnił debiutującemu w barwach Buenavistnych Przemowi, jak dużo mu jeszcze brakuje darterskiego kunsztu do solidnego drugoligowego poziomu.
Po chwili Eli w dwóch krótkich legach odprawił z kwitkiem Karolinę, natomiast na pięterku Ruten uległ Ewelinie. Żaden Weteran nie miał jednak do Rutena pretensji, dało się nawet usłyszeć pomruk uznania za to, że Ruten bardziej niż na dablach koncentrował się na nieziemsko idealnej figurze złotej medalistki w skoku w dal Młodzieżowych Mistrzostw Polski w Słupsku.

Przed meczami deblowymi do Svejka dotarł Johnson i od razu rozsiadł się przy browcu na ławie. Eli uznał bowiem, że pomimo dość sensacyjnego w tym momencie wyniku, nawet z Rutenem w składzie w dalszej części meczu nie powinno być problemów. Tak też się stało, obie nasze pary poradziły sobie bez większych problemów, co jednak doprowadziło do sporego zamieszania w szeregach gości.
Otóż „posypał się” Przemo, któremu w tym dniu najzwyczajniej kompletnie nie szło. Nie był chyba Przemo do takiego stanu rzeczy przyzwyczajony, ponieważ w pewnym momencie opuścił on lokal po angielsku.

Po chwili Koniu z Wilkiem sprawnie ograli wszystkich obecnych na meczu Tymoszczuków i Eli pewny wygranego meczu mógł dokonać zmiany w składzie.
Za siebie samego wpuścił Johnsona, który podobnie jak wcześniej Ruten miał w pojedynku z Eweliną kłopoty natury estetyczno – emocjonalnej.
Zdołał się jednak nasz rezerwowy w porę pozbierać, przypomniał sobie bowiem że jednak jest żonaty i ma dzieciaki. Ta chwila refleksji skierowała Johnsona na właściwe tory.

W ostatnim singlu wieczoru spotkali się Ruten z Karoliną i w zasadzie już teraz możemy śmiało napisać, że trudno będzie o dłuższy singiel w tym sezonie – trwał bowiem około 1h 20 min. Trzeba w tym miejscu nadmienić, że goście za kołnierz nie wylewali, a Karolina grała w tym procederze pierwsze skrzypce.
I tak pani Kapitan musiała w tym singlu walczyć z Rutenem, pełnym pęcherzem (własnym) oraz grawitacją. Dodatkowo próbowała telefonicznie ustalić gdzie podział się Przemo. Nie wiemy czy powalił ją nadmiar zadań czy też promile, fakt jednak że Ruten odnotował swoje najlepsze w karierze wejście w sezon:)

protokół meczowy

Ciekawostki:

  • nie da się nic ciekawego napisać o grze Wilka, jak on gra wieje nudą na kilometr :)
  • Ruten nie przegrał nic na środkach, ani na starcie, ani na finiszu legów, notując po drodze serię rzutów: 25, 25, D25, 25. Wg. bukmacherów prawdopodobieństwo powtórzenia tej sekwencji nie istnieje
  • Dowiedzieliśmy się, że Przemo ulotnił się z lokalu z zamiarem popełnienia próby samobójczej, żyje tylko dlatego że w fontannie przy operze nie było już wody
    i chłopak zamiast się utopić tylko nabił sobie guza skacząc „na główkę”

4 mecze – 6 punktów, nie jest źle

NAPISAŁ: ROO10, 24 maja 2015 21:25

Trwa druga część sezonu, w tabeli zaczyna robić się naprawdę gęsto. Za nami 4 mecze, oto co działo się na darterskiej arenie.


W Bugaju jak zawsze ciężko.

GumBar – Weterani S-U 6:4 (12:12)

W pierwszej rundzie ligowej Gumbarowcy ugrali z nami tylko remis i byli tym wyraźnie poirytowani, zwłaszcza, że warunki do gry stworzyliśmy im w naszym testowym potencjalnie nowym lokalu wręcz idealne, więc nic im przy tarczach nie przeszkadzało.

Wyprawa do Bugaju nie obyła się bez incydentu natury logistyczno-nawigacyjnej; nasz etatowy nawigator tym razem znów coś zmajstrował – nie zrozumiał się z Wilczkiem i w rezultacie z Kobylnicy pojechaliśmy na Antoninek, ot takie małe zboczenie z trasy, nic wielkiego, przecież spalaliśmy w trasie służbowe paliwo Konia :)

Byliśmy pewni wygranej (jak zawsze) a przynajmniej wysokiej formy naszego Kapitana, wszak mieszka 2km od siedziby Gumbarowców, więc mógł się czuć w pewnym sensie jakby grał na swoim terenie, poza tym nie był zmęczony podróżą i był w pełni sił. Po dotarciu do celu Eli od razu zadbał o to, aby jego dzielni zawodnicy rozluźnili się nieco i poczęstował wszystkich średniowysokoprocentowym trunkiem o konsystencji a’la ajerkoniak. Wszystko wskazywało na to, że ugramy choć punkt, ale z czasem okazało się, że nie do końca będzie kolorowo.

Mecz był bardzo wyrównany, o czym świadczy remis w legach (12:12), praktycznie każdy singiel to była loteria, no ale kto ma dable ten wygrywa. Jedynie w deblach poszło nam gładko, wieloletnie doświadczenie w temacie nieblokowania zaowocowało sukcesem. Niestety tego dnia gospodarze mieli nerwy ze stali grubszej, niż stal, z której nerwy mieli Weterani. Nie można nie wspomnieć o Biberze, który zagrał na wysokim poziomie (do czego już nas przyzwyczaił) i ogrywając naszego Kapitana zapewnił gospodarzom zwycięstwo. Porażka w Bugaju miała dla nas gorzki smak, zwłaszcza, że o remis a nawet zwycięstwo byliśmy o krok. O wysokim poziomie meczu świadczy fakt, że nie doszło do zmiany w szeregach Weteranów, choć Eli dysponował rezerwowym Rutenem.

Mecz ligowy to także okazja do małego handlu w szarej strefie, Eli próbował sprzedać Johnsonowi dziecięcy rowerek.

 

Ciekawostki:

  • Wilczek skończył jakąś wysoką liczbę bullem, ale ciężko powiedzieć jaką, to było tak dawno…

protokół meczowy


Mecze wygrywa się deblami…

Team Spirit – Weterani 4:6 (8:14)

 

Drużyna Team Spirit to według nas czarny koń ligi, chociaż ten pogląd nie odbija się na wyglądzie tabeli. Chłopaki grają naprawdę dobrze, ale hmmm no mają pecha :)

Mecz rozgrywaliśmy w Cooliozum, lokal nie był nam obcy, gdyż onegdaj rozegraliśmy tam jeden mecz w roli gospodarza. Można więc powiedzieć, że czuliśmy się tam prawie jak u siebie. Ta myśl dodała naszemu Kapitanowi otuchy, choć już na miejscu będąc wiedział, że będzie miał kłopoty kadrowe – oto Wilczek i Johnson spóźniali się. W tej sytuacji w wyjściowym składzie znalazł się Ruten, który choć walczył ze słupem jak mógł, nie powąchał nawet dabla w potyczce z wykazującym wysoki współczynnik ucyborgowienia Maciejem Przybylskim. Ciapek w swoim pierwszym singlu (i ostatnim, o czym jeszcze nie wiedział) jak zwykle postraszył dablem w pierwszym legu, by później dać sobie odebrać zwycięstwo jak dziecku lizaka. Na szczęście Eli z Dziurą jako druga para z wyjściowej czwórki zagrali przyzwoicie i wyrównali stan meczu.

Tymczasem tuż przed rozpoczęciem debli do lokalu dotarły pierwsze posiłki: Wilczek, zziębnięty z racji aury pogodowej, nie zdążył jeszcze zdjąć kurtki, kiedy Eli uznał, że i tak jest on już bardziej rozgrzany niż trenujący od godziny Ciapek (rzekomo dysponujący życiową formą), Wilk z miejsca przystąpił ochoczo do gry z Dziurą w parze, ale zakończyło się to klapą. Sytuację uratowała druga para deblowa Eli/Ruten, rozgrywając pełen dramaturgii mecz. Rozpoczął Rafał Kłos rzucając 140 pkt, lecz zaraz potem zorientował się, że ustawił maszynę na 4 teamy :) Zapłacił za to słono – zresetowanie liczników, ponowne ustawienie maszyny i wrzucone do niej 5 zł z własnej kiejdy podcięło mu nieco skrzydła. Później to już było klasycznie:

leg 1: Marcin, Rafał i Eli męczą się na dablach, Eli przyblokowany aż do 15-tej rundy wykorzystuje jedyną daną mu szansę na trafienie D2 i trafia! leg 2: ta sama sytuacja co w legu pierwszym, gospodarze męczą się z trafieniem dabla, rola przyblokowanego na 250pkt Elego oganicza się do przełączania licznika. Jednak Ruten bierze sprawy w swoje ręce, dabla wystawia dopiero w 15-tej rundzie i 45-tą lotką trafia d10, wymachem omijając przy tym słupa o średnicy około 70cm, nikt w to nie wierzy, gospodarze załamani, Weterani cieszą się z doprowadzenia do stanu 3-3, a sam Ruten pada wycieńczony psychicznie na kanapę, twierdzi, że ma dosyć wrażeń i deklaruje samouławienie.

W międzyczasie dotarł z odsieczą Johnson, chciał jedynie skontrolować przebieg meczu pod kątem Ligi Typerów, ale wobec niedyspozycji Rutena wszedł do gry i uległ Maciejowi w singlu, ale była to już ostatnia porażka Wetarana tego wieczoru. Z Cooliozum wyszliśmy z dwoma ligowymi punktami, pozostawiając w lokalu zdruzgotanych rywali. No ale cóż, taki sport :)

Ciekawostki:

  • Eli 1x 180

 

Udany rewanż za ślizg w Agawie

Weterani S-U – Dart Night Fever   6:4 (14:10)

Do Svejka przyjechała drużyna, która jak dotąd nie przegrała na wyjeździe, my jednak byliśmy przekonani, że ta passa gości z Agawy w końcu musi się skończyć. Aby mieć pewność, że tak będzie, nasz Kapitan niczym rasowy pokerzysta zablefował i postawił na duet Johnson/Wilczek, asekuracyjnie też trzymał w pogotowiu asa pik – Radasa. Ten jednak nie mógł zagrać od początku, gdyż mało przekonująco deklarował, że wszystko mu jedno i Eli podejrzewał, że jednak trochę Radasowi zależy, a w tym stanie nie można Radasa wpuszczać do gry bo to po prostu nie ma sensu :)

Pierwsze mecze singlowe to już chyba standard: dwie wygrane, dwie porażki i jak zwykle nie wiadomo co będzie dalej, małe potknięcie zaliczył Dziura, Johnson też dał się ograć, jednak już oba deble padły naszym łupem i przed ostatnimi czterema singlami było 4-2. Do pełni szczęścia brakowały nam dwa wygrane single, nie można było dłużej czekać, Eli dostrzegł, że Radas osiągnął już odpowiedni stan nietrzeźwości i że otoczony pięknymi paniami nie wykazywał już zainteresowania przebiegiem meczu, tak, to był właśnie odpowiedni moment na zmianę! A Radas jak to Radas – zrobił swoje, wygrał sobie gładko 2-0 i zniknął gdzieś szybko, unikając splendoru, gratulacji i pozowania do pomeczowej fotki :) Wygrana Wilczka na maszynie obok zagwarantowała udział w zawodach Rutenowi, który niegodnie zastąpił Elego, ale to już nie było istotne, pierwsza wyjazdowa porażka Dart Night Fever nie mogła się odbyć w żadnym innym miejscu, jeśli nie w Svejku!

protokół meczowy

Laguna jedzie do Środy Wlkp.

Buenavistni – Weterani S-U 2:8 (10:16)

Do inwazji na Środę Wlkp. szykowaliśmy się z dużym spokojem, bo jakże się denerwować przed pewnym zdobyciem cennych 2-ch punktów w tabeli? Pikanterii dodawał fakt, że mecze z drużynami z dołu tabeli dają nam w praktyce łatwiejszą możliwość manipulowania wynikiem pod Ligę Typerów. Poza tym Eli wiedział, że Ruten ma nieudolnie ukrywaną słabość do miejscowej zawodniczki, co tym bardziej powinno się wykorzystać przy drukowaniu wyniku.

 

Sprawy logistyczne mieliśmy jak zwykle opanowane do perfekcji.
Drużyna miała dojechać na miejsce podzielona na dwa teamy: pierwszy (Ruten Koniu Radas Ciapek i Wolf) oraz jednoosobowy drugi team z Elim w składzie. I można być niemal pewnym, że team pierwszy bawił się lepiej :) Degustacji Perły Export towarzyszyły: ogólnikowe omawianie drugoligowej tabeli oraz ochoczo opowiadane przez Rutena tzw. suchary, czyli dowcipy które nie śmieszą wymagających, lub odwrotnie, przy czym Sekretarz opowiedział trzy i ostatniego spalił, Koniu wymiękł i stwierdził, że to jest niemożliwe spalić suchara, co Ruten przyjął jako pochlebstwo i rozmarzony kompletnie zapomniał o nawigowaniu. Reasumując – tym razem dotarliśmy na miejsce punktualnie i bez błądzenia.

Po zaopatrzeniu się w barze pubu Buena w płynne dopalacze i krótkiej (według poirytowanego tym Kapitana – niepotrzebnej) rozgrzewce Ciapka oraz Wolfa przystąpiliśmy do rozgrywki. Po pierwszych 4-ch singlach mieliśmy komplet punktów. Szło jak po maśle, nawet Ciapek wygrał! Wtedy więc gospodarze widząc, że to już nie przelewki postanowili użyć swojej tajnej broni (opracowanej – właśnie na takie kryzysowe sytuacje) i uraczyli Weteranów listą przebojów z gatunku disco polo. Domyślamy się, że Buenavistni trenują wyłącznie przy takim repertuarze uodparniając się tym samym na trudne warunki meczowe, w przeciwieństwie do sterroryzowanych rywali. Strategia zaiste szczwana, aczkolwiek efekt był raczej odwrotny.

Nasza pierwsza para deblowa Eli/Ciapek przy wesołych rytmach takich hitów jak „szalona ruda” czy „miód malina” zagwarantowała już Weteranom minimum remis, można było powoli zacząć myśleć o Lidze Typerów, zwłaszcza, że zwierzęca para Wilk/Koniu na dyskretną prośbę Kapitana przegrała swojego debla.

W tym momencie rozpoczęły się roszady w składzie. Z całym szacunkiem dla Konia i jego darterskiego kunsztu – Kapitan MUSIAŁ mieć pewność, że zdobędziemy 6-ty punkt (bo jak twierdził – wygrana jest jednak sprawą priorytetową) toteż do gry wszedł nasz MVP z doskoku – Radas, żeby stoczyć pojedynek z najlepszym zawodnikiem gospodarzy (o czym Radas oczywiście nie wiedział) – Andrzejem. Na maszynie obok asekuracyjnie swój mecz rozgrywał Wolf, który bacznie obserwował grę Radasa, był w ciągłym kontakcie wzrokowym z Elim oraz miał na uwadze Ligę Typerów. Radas z charakterystycznym dla siebie zobojętnieniem na daną sytuację wygrał mecz, Wolf także wygrał. Przy stanie meczu 7-1, Eli nie mógł już dłużej czekać z drukowaniem wyniku i spuścił z łańcucha żelazną rezerwę. Buenavistni postanowili ułatwić Rutenowi typerowe machlojki, z okopów nieprzyjaciela oddelegowano na front Aleksandrę P. – miejscową celebrytkę i zdaniem wielu nieoficjalną Miss II Ligi. Zelektryzowany Ruten zagrał „swoje” i przegrał z kretesem. I choć chwilę później Eli przyznał, że jednak nie pamięta jaki wynik obstawił w Lidze Typerów, to w sumie dobrze wyszło, bo gdyby Ruten ograł Olę, wynik 1-9 trafiłby Dziki, a tak wyszło na to, że Ruten poświęcił swe starannie pielęgnowane statystyki w imię wyższych celów.

 

protokół meczowy

Co Mariola z Koźmina wie o Johnsonie?

NAPISAŁ: Eli, 11 kwietnia 2015 17:35

Weterani S-U – The Darts Brothers  6:4 (14:9)

Trzy kolejne ligowe mecze bez kompletu punktów oraz upadek sportowy Dziury stanowiły nie lada wyzwanie dla naszego sekretarza. Co prawda kolejne spotkanie ligowe mieliśmy rozegrać z czerwoną latarnią drugiej ligi – Darts Brothers – jednak Ruten wolał nie ryzykować kolejnego blamażu i postanowił dokonać spektakularnego transferu. Nie było z tym problemu, od lat mamy bowiem kolejkę chętnych do przybrania barw Weteranów.

 

Ruten postanowił wybrać kogoś z absolutnego topu. Ograniczył więc potencjalną listę transferową do trzech osób: Sobiego, Chestera i Tytusa Kanika. Po gruntownym prześwietleniu wszystkich w/w zawodników Ruten zdecydował się na zatrudnienie Dżonsona (czytaj Johnsona). Zawodnik co prawda taki sobie, ale posiada jedną niepodważalną zaletę: mieszka niedaleko Rutena i ma własną brykę. Rozmowy transferowe nie należały do najłatwiejszych, Ruten podczas telefonicznej rozmowy rzucił na szalę niemal wszystko:
– Ruten: Chcesz u nas zagrać?.
– Dżonson: Od lat o tym marzyłem!
Tak oto luka po Dziurze została wypełniona.

 

Jak powszechnie wiadomo Weterani jako zespół w 100% profesjonalny nie pozostawiają niczego przypadkowi. Wiedzę na temat naszej formy sportowej czerpiemy z mocy nadprzyrodzonych przy czynnym udziale Wróżbity Macieja. Niestety przedsezonowe połączenia telefoniczne z tym słynnym magiem tak nadszarpnęły stan naszej kasy, że w sprawie Dżonsona Ruten zwrócił się do specjalistki od wiedzy ezoterycznej z niższej półki – Marioli z Koźmina.

 

Pani Mariola nie była w swej przepowiedni tak dokładna jak Wróżbita Maciej (trudno oczekiwać cudów za 12zł) jednak rzuciła nieco światła na sportową przyszłość Dżonsona:

 

„Przyszłość Pana Dżonsona widzę bardzo słabo… W zasadzie nic nie widzę, oprócz tego, że w najbliższym meczu zagra on tylko w deblu w parze z Wilczkiem i wygrają 2-0 z parą Dawid Nowak/Piotr Twardoń. Pan Dżonson nie pokaże w tym deblu zbyt wiele i zostanie zmieniony.
W kolejnym meczu z GumBarem Pan Dżonson co prawda znajdzie się w szerokim składzie, ale nie zagra nawet lega, będzie bowiem sparaliżowany towarzystwem legend Weteranów Elego i Konia. Pan Dżonson zadebiutuje w singlu dopiero w wyjazdowym meczu z Team Spirit, ale nie będzie to debiut udany. Przegra 1-2 z Maciejem Przybylskim, pomimo prowadzenie 1-0 w legach.”

 

Zanim Pani Mariola utraciła łączność z Kosmosem, zdążyła jeszcze dodać że Dżonson przegra na prawej maszynie. Jak widać za kilkanaście złotych nie ma co liczyć na pewne informacje o przyszłości.
Warto również dodać że na drugą część sezonu dołączył do nas Radas. Nasz sekretarz woli dmuchać na zimne i poszerzył skład. Zachodziła bowiem obawa, że headhunterzy z ekstraligi dostrzegą w końcu rosnącą od początku sezonu formę Ciapka i nam go podbiorą. Niestety Pani Mariola powiedziała, że za 12zł może nam powróżyć tylko o Dżonsonie, tak więc formę Radasa Ruten postanowił każdorazowo sprawdzać przed meczem układając pasjansa.
Przejdźmy więc do meczu.
Goście przyjechali do Svejka najpewniej autobusem, było ich bowiem bez liku. Weterani też przybyli w silnej obsadzie, a że zjawiło się również kilkoro kibiców, lokal pękał w szwach.
Po singlach było 2-2: planowo wygrali Eli z Wilczkiem, za niespodziankę można by było uznać porażkę Konia. Jak jednak powszechnie wiadomo Koniu zawsze dostaje łomot jak na mecze przychodzi Aneta więc nikt specjalnie zaskoczony nie był. Od Radasa nikt nie oczekiwał cudów: miał mieć przetarcie ligowe przed naprawdę ważnymi meczami i tyle.
W tym momencie Ruten postanowił skorzystać z wiedzy nabytej od pani Marioli. Za Radasa do pary z Wilczkiem wszedł Dżonson i przepowiednia sprawdziła się bezbłędnie: 2-0! Wynik ten skopiowali Eli z Koniem i sytuacja stała się bardziej komfortowa, ale tylko na moment. Koniu bowiem, pomimo tego, że zamknął Anetę w aucie na Wieniawskiego znów dostał 0-2.
Jak widać Aneta ma większy zasięg pechowego promieniowania na Konia niż 50m. Koniu powiedział, że następnym razem wywiezie Anetę przynajmniej na Cytadelę.
Eli wygrał, choć Piotr prowadził 1-0 i w drugim legu zmarnował kilka lotek na poskładanie naszego kapitana.
Po chwili Wilczek przypieczętował naszą wygraną, więc zgodnie z prastarym zwyczajem Weteranów na ostatniego singla „o nic” można było wpuścić naszego Sekretarza. Nie bardzo wiadomo jak grali Ruten z Michałem. Publika wyszła, część zawodników pakowała sprzęt i wysyłała sms-y, pozostali udali się na pięterko do palarni. Wiadomo było tylko że grali długo, około 20 min:) Obaj twierdzili również, że zagrali porywająco.

 

Ciakawostki:
  • MVP meczu: Wilczek – 2:0, 2:0, 2:0 – nie wymaga komentarza
  • Dżonson podobno do rana nie mógł zasnąć z wrażenia że po latach dopiął swego i został Weteranem
  • Aneta spała w VW Polo, teraz wiadomo dlaczego Koniu nie chodzi z koszykarką – nie ma kasy na kombi

 

protokół meczowy

 

Na półmetku rozgrywek ligowych

NAPISAŁ: Eli-ROO10, 24 lutego 2015 21:01

Za nami pięć pełnych dramaturgii meczy, o których nie wspomnieliśmy jak dotąd na łamach strony. Przyjrzyjmy się po krótce, co działo się na darterskiej arenie ligowych rozgrywek najniższego elitarnego szczebla.


Czym tak naprawdę kremuje się Aneta?

Dart Night Fever – Weterani S-U  6:4 (14:12)

Na mecz z Dart Night Fever jechaliśmy w najmocniejszym teoretycznie składzie, tak więc można było zakładać że jakieś punkty z matecznika Bonza uda nam się wywieźć. Pierwotnie mieliśmy grać w zestawieniu Dziura/Ciapek i Eli/Koniu, ten ostatni jednak nie dotarł na mecz. Jak tłumaczył Aneta zorientowała się że Koniu kupuje jej krem na cellulit na wyprzedażach i dodatkowo preparuje datę ważności. Podobno wrzaski z Batorego słychać było w Naramowicach.

Pierwsi do boju ruszyli Dziura z Ciapkiem. W tym czasie Wilczek, Eli i Ruten poszli na inhalację. Kapitan z Sekretarzem inhalowali się aktywnie, Wilczek zaś biernie. Nikt nie zaprzątał sobie głowy wynikami pierwszych singli. Nie trzeba było dzwonić do wróżbity Macieja bo wiadomo było, że będący w życiowej formie Ciapek dostanie wpierdal, a Dziura wygra jak zawsze.

Ciapek nie sprawił niespodzianki i zrealizował swoją porażkę z Marcinem, za to Dziura wprawił kamratów w lekkie osłupienie informując że przegrał 1-2 z Mikołajem. Eli stwierdził że raz dwa się to odrobi i po kwadransie razem z Wilczkiem odrobili straty i to gładko.

Pojedynki deblowe rozgrywane były równocześnie, z przebiegu komentarzy naszych zawodników można było jednak stwierdzić że Ciapek  z Dziurą grają w innych warunkach atmosferycznych. O ile bowiem Wilczek i Eli widzieli gdzie trzeba rzucać lotkami, o tyle para Ciapek/Dziura zgodnie twierdziła że niemal nie widzą tarczy.

Będący w wybornej tego wieczoru formie Eli ze wsparciem Wilczka sprawnie uporali się z przeciwnikami, nasza druga para z uwagi na brak noktowizorów uległa jednak 1-2.

Remis po deblach nie był wynikiem złym, zważywszy że Eli był pewny wygranej w swym drugim singlu, a nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzył że Dziura może nic nie wygrać. A jednak…Ciapek planowo (mimo mega formy) dostał do zera, podobnie jak Dziura który był w tym dniu cieniem samego siebie.

Po chwili Eli (już nieco podłamany) zdołał wywalczyć dla nas 4 punkt i całą naszą nadzieję na remis pokładaliśmy w Wilczku. Nasz nowy tegoroczny nabytek nie dał jednak rady. Wilczek tłumaczył później, że przez cały czas kiedy marnował swój talent w Forfajterach nigdy nie grał o żadną stawkę, w zasadzie niemal nie grał wcale, stąd nie wiedział jak zachować się przed decydującymi rzutami. Kapitan Weteranów pocieszał go, że jeszcze nie raz da mu szansę w decydujących singlach więc się z czasem powinien wyrobić :)

Ciekawostki:

  • Ruten nie wytrzymał nerwowo na widok padliny jaką zaprezentowali Dziura z Ciapkiem i opuścił lokal „po angielsku” unikając tym samym kompromitującej pomeczowej sesji zdjęciowej, do której i tak nie doszło, bo tylko Ruten miał aparat obsługujący tryb noktowizora.
  • Ciapek twierdził że nic nie widząc, identyfikował się z protestującymi górnikami
  • Zdolinowany swą grą Dziura przez całe święta nie zaśpiewał żadnej kolędy, nawet refrenu. Twierdził że są za wesołe.
  • Koniu przestał kupować kremy dla Anety na Bema.

 

 

protokół meczowy

 

Zemsta za zamkniętą kuchnię w Buenie.

Weterani S-U – Buenavistni 7:3 (15:10)

Goście ze Srody Wielkopolskiej przyjechali w silnie obsadzonym składzie, którego 50% stanowi płeć piękna, nie przebili jednak na tym polu Weteranów, którzy wszyscy bez wyjątku są ładni.

 

Już przed meczem nic nie ujmując gościom mogliśmy dopisać sobie dwa punkty w tabeli. Nie dziwi więc że na meczu pojawił się nawet Koniu pazerny na ligowe statystyki.

Warto również dodać że w pierwszym swym singlu Eli był o włos od porażki, Dominik może sobie pluć w brodę że nie poskromił naszego kapitana, szans miał bez liku. W deblu również naszemu kapitanowi szło marnie, dochodziło bowiem nawet do tego że blokowany był przez niego Ruten czego nie pamiętają najstarsi darterzy. Nie dziwi więc, że Eli po deblu sam desygnował się na ławę, wszedł za niego Ciapek i zagrał tak, jak nas ostatnio do tego przyzwyczaił: niemal co kolejkę T19, a jak przychodziło do sfinalizowania swej przewagi na dablach to następował paraliż.

Warto jednak nadmienić, że Eli jest pod wrażeniem wiary Ciapka w jego ligową formę, ten bowiem konsekwentnie zapewnia o swej wysokiej formie i na dobrą sprawę nie sposób przyznawać mu racji. Tylko te dable… Trudno się jednak spodziewać, by z takim bojowym nastawieniem Ciapek na dłużej trafił na ławę :)

Poziom meczu był – wyjątkowo jak na II ligę – słaby, ale za to obie drużyny doskonale prezentowały się w ligowych koszulkach, co rzadko się zdarza, biorąc pod uwagę, jak twardą ręką prezes ligi Bonzo Rzuf pilnuje przestrzegania regulaminu. Aż dziw, że w Teleskopie nie wspomniano o odbywających się w Svejku targach odzieży darterskiej.  W składzie Weteranów zabrakło tylko Dziury, który nie doszedł jeszcze do siebie po ostatnim meczu i zepsuciu sobie statystyk, stracił nawet apetyt i stanowczo odmawia drugiego podwieczorka (choć przy trzeciej namowie podobno jednak wymięka).

protokół meczowy

 

Wielkie Derby Svejka.

AK-47 – Weterani S-U   5:5 (11:13)

Kałasze już od kilku lat próbują ograć Weteranów, jak dotąd im się to nie udało, choć chyba nigdy jeszcze nie byli tak blisko sukcesu jak tym razem.
Kapitan Weteranów postanowił w tym meczu się nie patyczkować i zdecydował zastosować swą najsilniejszą broń – całkowite uławienie Rutena – bez perspektywy zmiany nawet przy wyniku 9-0. Ruten zrozumiawszy jak wielką rolę odgrywa w Derbach Svejka, poczuł się wyróżniony, żeby nie powiedzieć MVP meczu.

Po deblach wszystko wskazywało że mecz zakończy się tak jak zawsze, czyli AK klasycznie dostanie bęcki. Kto by się bowiem spodziewał że Dziura przegra drugiego singla i to bez mydła? Nikt nie wie jakie jest podłoże zapaści sportowej Dziury, rozważamy wykupienie kilku sesji u psychologa sportowego bądź odprawienie egzorcyzmów.

Ciapek to osobna historia: na dystansie dzwoni jak trzeba, ale jak przychodzi do dabli to za każdym razem brakują milimetry…

Ta sytuacja nie może jednak trwać wiecznie i czujemy że jak Dziura z Ciapkiem przypomną sobie swe dawne sukcesy to nie będzie na nas mocnych! Stary Dziuro, wracaj!!!!!

Jeden biedny Eli to jak widać za mało na skuteczny marsz w górę tabeli.

Szansę na zainkasowanie 2 ligowych punktów ostatecznie zaprzepaścił Wilczek, przegrywając w decydującym legu na środkach z Grażą. Ostatecznie podział punktów usatysfakcjonował obie drużyny, ale nadal tylko jedna z nich pozostaje niepokonana :)

protokół meczowy

 

Schodzimy do dna, żeby się odbić.

Partner-ki – Weterani S-U 6:4 (13:12)

Osiągnęliśmy dno. Miał być pewny remis, a dostaliśmy bęcki. Nie mamy już złudzeń – bez względu na to jakie nazwiska wpisze Kapitan w protokole meczowym, nasza drużyna nie posiada najmocniejszego składu, zwłaszcza pod nieusprawiedliwioną nieobecność Konia, którego lata doświadczeń nauczyły, żeby zdezerterować. W dodatku nasza jak dotąd najmocniejsza broń – Dziura – zachorował na dartitis, dopadł go też słup (jak dotąd znak rozpoznawczy wyłącznie Rutena) tyle że z lewej strony. Żeby tego było mało, po stylu w jakim Dziura walcząc o remis zakończył ostatniego lega śmiało można stwierdzić, że w naszej drużynie Ruten stracił monopol na finezyjne środeczki. W szeregach Weteranów wrze. Zachodzi podejrzenie, że rozstanie się Dziury z drużyną z Ekstraklasy – Warką Gniezno i jego sensacyjny powrót do drugoligowych Weteranów mogły mieć związek z wyżej wymienionymi przypadłościami, które do tej pory nasz snajper umiejętnie przed nami ukrywał.

Gorycz porażki zwiększa też fakt, że na mecz specjalnie przyjechał słynny łowca talentów – Bigos z Zasutowa, w asyście dwóch kompanów, mieli zobaczyć nasze spektakularne zwycięstwo, ale po tym, co zaprezentowaliśmy panowie Bigos i spółka postanowili wyławiać talenty spośród siebie samych i zaczęli grać w salce treningowej, a zachwytom i wzajemnym pochwałom nie było końca. Krążą plotki, że noszą się z zamiarem założenia własnej drużyny, ciekawe jak się będą nazywać? Bigosy? :)

Podsumowując:

W tabeli z naszej perspektywy jest coraz gorzej, ale nadal gęsto jeśli chodzi o punktację, więc sytuacja nie jest tragiczna. Zapowiadają się małe zmiany personalne, Najwyższa Rada Weteranów w składzie Kapitan-Sekretarz rozważa wprowadzenie nowych zasad wyznaczania wyjściowego składu, co z pewnością odbije się na kursach w DLD Mix oraz na wyniku najbliższego meczu wyjazdowego z drużyną z Konina. Warto przy tym zaznaczyć, że przedmeczowe wazeliniarstwo nie będzie już skuteczne, ale nadal oczywiście dopuszczalne. Perspektywa powrotu Radasa w połowie sezonu również daje cień nadziei na poprawę morale drużyny i większe pole manewru dla Kapitana.

„Schodzimy do dna, żeby się odbić”

(Anatolij Władimirowicz Sofronow)

 

SONDA:

(zaznacz maksymalnie 5 odpowiedzi)

Jaka jest Twoim zdaniem przyczyna porażki z Partnerkami?

View Results

Loading ... Loading ...

 

protokół meczowy

 

Remis w paszczy Lwa.

Kąsek Darta – Weterani S-U 5:5 (13:14)

W niedzielę 22 lutego 2015r. w ramach corocznego Festiwalu Niezdrowego Żywienia wybraliśmy się do Maka na wyżerkę, przy okazji zahaczając o pub Sekret w Koninie, gdzie czekał nas mecz ze słynnym Świstakiem i jego świtą.

Po kilku ostatnich spektakularnych wtopach ligowych i przeanalizowaniu statystyk Eli postanowił, że do Konina Weterani udadzą się bez swoich potencjalnych dwóch armat, które ostatnio były mocno rozkalibrowane: Dziury i Ciapka. Jeszcze kilka tygodni temu taka sytuacja byłaby zapewne nie do pomyślenia, ale ostatnie wyniki w/w asów nie dawały żadnej gwarancji na zdobycze punktowe.

Tak więc Weterani udali się do Konina w eksperymentalnym składzie: Koniu, Wilk, Eli i Ruten. Rzut oka na ligową tabelę wystarczył, by stwierdzić że jedziemy prosto na pożarcie, ale kto by się tym przejmował :) Wszyscy nas prali ostatnio, więc jedna porażka więcej na nikim by już wrażenia nie zrobiła.

Paradoksalnie mecz był bardzo wyrównany, każdy chciał bowiem pokazać że zasługuje na miejsce w składzie. Koniu wyszarpnął dwa punkty, Eli dwa, jeden dołożył Wilk i mała niespodzianka stała się faktem. Dużo nie brakowało by udało się wyrwać jeszcze jeden punkt w deblach ale i tak wynik uważamy za korzystny.

W drugiej rundzie dojdzie do nas jeszcze Radas co jeszcze bardziej wzmocni rywalizację nawet nie tyle o wyjściową czwórką, co nawet miejsce na brzegu ławy!

Panowie Dziura i Ciapek: pora zacisnąć poślady i wziąć się do roboty :)

protokół meczowy

statystyki po 9 kolejkach ligowych

Mordercze środeczki

NAPISAŁ: ROO10, 26 listopada 2014 21:23

Weterani S-U – Team Spirit 5:5 (13:12)

Mecze ligowe Weteranów zaczynają być do siebie coraz bardziej podobne. Dziura śrubuje wynik, pozostali grają jak wiatr zawieje, mimo nastrojów bojowych i deklarowanej formy wszech czasów. Potyczka z Team Spirit wyglądała podobnie, z jedną małą różnicą – Ruten na prośbę Kapitana wstał z ławy i  zagrał tak zwany mecz… o coś. Do ostatniej lotki byliśmy przekonani, że to niepotrzebna brawura ze strony Elego, taniec na krawędzi przepaści, przedwczesny prima aprilisowy żart, zamach na kupony w DLD Mix… różnie można by to nazywać. Ale Ruten wiedział, że Kapitan podejmuje tę sensacyjną personalną decyzję w pełni świadomie i wykorzystał swoją szansę, swoje 5 minut – dokładnie na tyle darterski świat przestał się kręcić i niemożliwe stało się jeszcze bardziej niemożliwe.

Przed meczem atmosfera w drużynie była sielankowa, zdobycie kompletu punktów ligowych było dla nas tak oczywiste jak to, że Koniu swoje następne szafty wymieni najwcześniej przed Euro 2016. Eli poczęstował nas Finezją – przepysznym likierem wysokoprocentowym, co jeszcze bardziej nas rozluźniło,  tradycyjnie obgadaliśmy sobie drużynę AK-47,  Ciapek opowiedział nam o nowym wyjątkowo awaryjnym bojlerze sąsiadki… nikt nie spodziewał się, że za chwilę rozegra się tragikomedia a część kibiców – także z drużyny gości – osiwieje.

Do stanu 4-4 w zasadzie nic się nie działo, obie drużyny (za wyjątkiem Dziury) prezentowały solidny (czytaj: beznadziejny) drugoligowy poziom.
W tej sytuacji Eli nie mógł dłużej czekać – do gry wpuścił Konia i Rutena. Skąd te zmiany? Kapitan Weteranów przed ostatnimi singlami w siebie nie wierzył, a Wilczek niby miał szansę na wygranie pierwszego seta w sezonie, ale Eli bał się, że ewentualna porażka z Darkiem może skłonić najnowszego Weterana do poszukiwania rozgrywek gdzieś w Polsce w niższej lidze (jeśli taka w ogóle istnieje).

 

Tak więc około godziny 20.15 na placu boju pojawiły się pary: Ruten – Darek i Koniu – Marcin.
Ruten miał być pewniakiem, a Koniu miał za zadanie dobić rywala.
Poniżej sprawozdanie z tych singli minuta po minucie:

 

20.20 – pary kończą rozgrzewkę
20.25 – Koniu 0-1, na drugiej maszynie zażarta walka w środku lega
20.32 – Koniu 0-2, Darek z Rutenem wystawiają dable
20.35 – Ciapek opuszcza lokal pogodzony z losem
20.41 – 15 kolejka wieńczy koniec lega, nadchodzi czas na nieśmiertelne dla tych zawodników środeczki
20.43 – Ewakuacja Dziury, na twarzy wypisane: „co ja tu ku… robię?” :)
20.45 – Darek rzuca fantastycznie, góra 4 cm od środka
20.47 – Ruten odpowiada równie potężnie, ale jednak o włos przegrywa, 0-1
20.48 – Koniu też chce jechać do domu ale nie może, przypomina sobie że Ruten jedzie z nim
20.51 – Ruten otwiera drugiego lega mocnym zestawem 1 + 20 + 5
21.11 – znów środeczki, zaczyna Ruten
21.13 – Ruten trochę słabo, w okolicach T17 (Koniu chowa twarz w dłoniach, Eli nie dowierza w to co widzi)
21.14 – Darek pochodzi na linię rzutu, celuje, celuje…
21.16 – Darek odchodzi na bok , głębokie oddechy, słowa otuchy od kamratów
21.18 – Darek powraca, pozornie jest spokojny, piórkuje, zamach, lotka leci… dolatuje, ale gdzie?
21.19 – nikt się nie odzywa, trwają poszukiwania lotki Darka na tarczy, nagle jest! Eli dostrzega ją w T4! Coś niebywałego:)
21.20 – 21.23 – karnawał i stypa w Svejku, w zależności od barw klubowych
21.24 – Darek otwiera trzeciego lega dwoma dzwonkami znikąd i praktycznie ustawia grę
21.28 – Darek zbliża się do dabla, Ruten operuje wokół 350pkt
21.29 – Koniu traci wiarę w Rutena, Eli przekonuje Konia że i tak będą środeczki :)
21.30 – Darek wystawia D8
21.31 – Ruten wystawia: T60, T60, T60, T19, S4, D20
21.38 – Darek uparcie trenuje D8, Ruten rozmienia sprytnie topa i wystawia D2
21.39 – 14 kolejka, Darek nie trafia, Ruten pewnie zapina 41 lotką D2, szał radości w szeregach gospodarzy!
21.41 – Ruten rozpoczyna zasłużone celebrowanie wygranej, odpala dartbooka celem sprawdzenia średnich ligowych :)

Podsumujmy jeszcze grę Weteranów po 3 meczach ligowych:

Dziura – nadal niezawodna maszynka do nabijania punktów, pisanie o nim już się powoli robi nudne ;) Imponujące statystyki sugerują, że Dziura coś bierze przed każdym meczem, ale niech nie waży się przestać, nawet jeśli to szkodzi na zęby a nawet wywołuje luki w pamięci ;)

Ciapek – od początku sezonu twierdzi, że jest w życiowej formie, a skoro tak twierdzi, to nikt nie ma co do tego wątpliwości :) Co prawda na 6 rozegranych w lidze singli tylko jedna wygrana, ratuje się jednak sukcesami w grze deblowej, w każdym meczu konsekwentnie wożąc się na plecach Dziury i to na oklep.

Wilczek – jak sam zadeklarował przed sezonem – dołączył do drużyny, żeby pomóc nam w niechcianym awansie do wyższej ligi. Po jego pierwszym występie przeciwko drużynie z Biskupic wszyscy byli przekonani, że Wilczek po prostu wolno się rozkręca, ale kiedy Kapitan ogłosił, że nie zwolni nowego nabytku Weteranów z wyjściowego składu, dopóki ten się nie odblokuje, na ławie rezerwowych zaczęto podejrzewać, że Wilczek specjalnie udaje słabą formę, żeby jak najwięcej grać. Chłopak jest jednak naiwny – Ruten stosował tę taktykę przez ostatnie 7 lat i w wyjściowym składzie wystąpił może ze 2 razy i to tylko dlatego, że raz nie było innej alternatywy (Elwis nie dojechał na mecz) a za drugim razem Ruten miał urodziny i Eli wpuścił go do składu z litości.

Koniu – jego gra szału nie robi, ale odkąd Wilczek wyparł go z roli naczelnego blokującego Elego w deblu,  można zauważyć większe niż w poprzednich sezonach zaangażowanie i to się naprawdę ceni. Koniu zaczął się chyba starać, na mecze dojeżdża już z 10-minutowym zapasem czasu, a wymiana (na oczach wszystkich – czy to było zaplanowane?) szaftów na nowe po 3 latach to dla wszystkich sygnał, że Koniu myśli o sporcie poważnie i że mu naprawdę zależy, żeby wrócić do łask Kapitana.

Ruten – jak na razie rewelacja sezonu. 100% wygranych singli i tylko jeden przegrany leg, , najwyższa średnia w statystykach 2 ligi, 66,6% wygranych w grze o środki, HF 2, HF 4… można by tak wymieniać bez końca. Każdy selekcjoner marzy o takim rezerwowym!

Eli – 80% wygranych singli, całkiem solidnie, jednak skuteczność w grze deblowej 0%. Nieudany balet z Koniem w Murowanej i konsekwentne eksperymenty z Wilczkiem wydają się psuć naszemu Kapitanowi tak zwany pijar. Jednak obietnica częstowania swych zuchów flaszką czegoś mocniejszego przed każdym meczem ligowym całkowicie zmywa z niego cień podejrzeń, jakoby miał chwilowy kryzys formy. Jeszcze kilka debli w parze z Wilczkiem lub Koniem i akcje Polmosu S.A. pójdą w górę niczym bomba przed wyścigiem na Służewcu.

 

statystyki bieżące

protokół meczowy

 

Ciekawostka:

  • Ponieważ na meczu zjawili się wszyscy z obecnego składu, skorzystaliśmy z okazji, aby dokonać przymiarki nowych uniformów, jakimi wkrótce przyozdobimy nasze wysportowane ciała. Udało się ustalić, kto nosi jaki rozmiar, choć nie bez kontrowersji. Dziura na wniosek Sekretarza przymierzył koszulkę XXL i przez chwilę był zdziwiony, że leży na nim jak ulał, ale przełknął ślinę i pogodził się z faktem. Tymczasem Koniu uparł się, że wygląda świetnie w rozmiarze L, brak lustra w pobliżu i podświadoma chęć powrotu do licealnych lat (kiedy jeszcze nie posiadał kuponów rabatowych do Maka) wzmagały w nim przekonanie, że eLka spełniająca rolę gorsetu i sięgająca mu do pępka na pewno spodoba się Anecie. Po długiej dyskusji z Elim i Rutenem oraz po telefonie do psychologa Koniu zgodził się w końcu na rozmiar XL pod warunkiem, że nie będzie o tym nigdy wzmianki na stronie internetowej.

 

 




Kto wpadł w oko łowcy talentów z Zasutowa?

NAPISAŁ: ROO10, 1 listopada 2014 18:31

Weterani S-U – Gum bar 5:5 (11:11)

Mecz z Gumbarem rozpoczęliśmy eksperymentalnym składem – z Rutenem na ławie. Innym zaskoczeniem był fakt, że Kapitan pragnąc okazać dobroduszność (z której słynie) postanowił dać Wilczkowi szansę historycznego debiutu w Weteranach, skazując tym samym biedaczka na pewne pożarcie przez Piotra Słomkę.

Pożreć dali się też Ciapek i sam Kapitan, i tylko pewniak Dziura rzucał jak należy, dając nam tym samym cień nadziei na to, że możemy jeszcze podjąć walkę z dobrze dysponowaną drużyną z Bugaju. Dotkliwa porażka w pierwszym meczu deblowym sprowadziła nas już na parter, wynik 1-4 oznaczał dla nas pewną zgubę. Warto przy tym podkreślić o przepięknym wysokojakościowym blokowaniu Elego, jakim popisał się Wilczek w deblu, godnie zastępując Konia – dotychczasowego monopolistę w tym temacie. Czy to oznacza odtąd rywalizację obu mistrzów gry deblowej? Czas pokaże.

Z początkiem drugiego debla losy meczu niespodziewanie się odwróciły, Dziura w parze z Ciapkiem doprowadzili do stanu 2-4, Sekretarz Ruten postanowił działać szybko, zasugerował Elemu, że trzeba przełożyć kolejne testy formy Wilczka na później i wprowadzić do gry Konia, który dotychczas skupiony był wyłącznie na pierwszym od 2 lat tuningowaniu swoich lotek i prawdopodobnie nie wiedział nawet jaki jest aktualny wynik meczu. To była złota zmiana, która otwarła nam drogę do walki o pewny remis, Koniu nie zawiódł, Eli na sąsiedniej maszynie pomścił Wilczka i sprał Słomkę, zrobiło się 4-4 co tak naprawdę oznaczało dla nas pewny remis, mając na uwadze, że swój mecz zagra za chwilę Dziura. Nasza maszynka do nabijania punktów jak zwykle nie zawiodła i ostatecznie nie pozwoliliśmy Gumbarowcom wywieźć z Cooliozum kompletu punktów, co można określić jako pewne wyjście z głębokiej dupy. Dla drużyny przyjezdnej remis miał zapewne gorzki posmak i nie ma się co dziwić, mieli w zasadzie mecz w kieszeni. Gumbarowcy nie odrobili jednak pracy domowej i nie sprawdzili, jak to rok temu Rapid przegrał z nami mecz mimo, że prowadził już 4-0. Weterani zawsze grają do końca! Oole!

Podsumowując: chłopcy z Bugaju grali ładnie, ale tylko ładnie a to nie wystarczy żeby ograć Weteranów, nawet z Rutenem na ławie. Debiut Wilczka może szału nie zrobił, ale to pewnie przez stres, bowiem na mecz przyszedł Radas, aby sprawdzić, czy znaleźliśmy jego godnego zastępcę. Jak to Eli podsumował: „Johnson podrzucił nam kukułcze jajo”. Jego piękne przyblokowanie Elego w deblu natomiast to najlepszy dowód, że już teraz możemy Wilczka nazwać stuprocentowym (urodzonym) Weteranem. Martwi nieco forma Ciapka, który deklaruje przed każdym meczem że ma wielką formę, a tymczasem jak na razie wygrywa co czwartego singla (statystyki nie kłamią), czy to nie za mało na wyjściowy skład? Ruten na ten przykład wygrywa jak dotąd wszystko jak leci i to bez straty lega, może już czas na kolejne eksperymenty? Może już czas, aby żelazna rezerwa stała się co najwyżej miedziana?

Jeśli statystyki gwarantują pewne miejsce w wyjściowej czwórce, to Koniu i Dziura tak jak Ruten nie powinni się martwić o łaskę Kapitana przed następnym meczem z Team Spirit (choć znając Konia będzie się Elemu podlizywał Tymbarkami).

statystyki bieżące

protokół meczowy

 

Ciekawostki:

  • „Gratuluję, stałeś się mężczyzną!” (Eli do Wilczka po rozegraniu przez niego pierwszego singla w barwach Weteranów)
  • Koniu zawodnikiem meczu. Miał nim zostać Dziura ale słynny Bigos z Zasutowa miał głos decydujący. Dodatkowo za Koniem przemawiał maks wykulany z Rutenem w chińczyka – trzy kolejne szóstki.
  • Na meczu gościła dwuosobowa reprezentacja VW Poznań, panowie wspierali nas nie tylko gorącym dopingiem, ale i cennymi wskazówkami taktycznymi dotyczącymi uławienia Konia

 


Dziura wypełnia dziurę po Elwisie i Radasie

NAPISAŁ: ROO10, 21 października 2014 20:59

The Darts Brothers – Weterani S-U 2:8 (6:18)

Pierwszej ligowej  potyczce w nowym sezonie towarzyszyła aura wielkiej niewiadomej. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po Dziurze, czy zachował formę z czasów, kiedy nieustannie (aż do znudzenia) święcił tryumfy z Weteranami? Czy pozostali aby na pewno cichaczem nie trenowali przez całe lato? Czy Ruten-nawigator pamięta jeszcze najkrótszą (lub jakąkolwiek) drogę do Murowanej Gośliny? I wreszcie: czy Koniu zdoła odnaleźć lotki przed meczem???

Darterska dyspozycja Weteranów również była dla wszystkich zagadką, Koniu nie był w stanie w absolutnie żaden sposób określić swojej formy, gdyż jak sam przyznał – nie pamięta kiedy ostatnio grał w darta (można przyjąć, że był to ostatni mecz poprzedniego sezonu, a więc około 4 miesiące temu), w dodatku dokuczał mu kac-gigant po całonocnej libacji w klubie go-go. Nie próżnował też i Ciapek, który od bladego niedzielnego świtu polował nad Wartą na krwiożercze wodne bestie. A jak mówi stare wędkarskie porzekadło: jak w gardle susza to nie biorą… (patrz rys.).

(Wędkarskie stanowisko Ciapka. Po lewej wegetariańskie steki, po prawej kompot)

Dziura wrócił do Weteranów w wielkim stylu: na mecz przybył w wypranym i wyprasowanym w kant uniformie drużynowym, u boku jego jednoosobowe gruppies, nikomu nie umknął też widok świeżo wyprostowanych grotów i wymodelowana u stylisty fryzura. Rozmach z jakim Dziura ponownie wniknął w szeregi Weteranów szybko przełożył się na wyniki przy tarczy, po pierwszym singlu wiedzieliśmy już, że Dziura to nadal „maszynka do nabijania punktów” i o wynik meczu mogliśmy być spokojni, zwłaszcza, że Ruten był solidnie przytwierdzony do ławy (choć nie da się ukryć, że co jakiś czas co poniektórzy nerwowo zerkali w stronę ławy, czy aby Sekretarz nie zadeklaruje chęci gry).

Pierwsze cztery mecze singlowe to komplet punktów na naszym koncie, sytuacja była opanowana, można więc było pokusić się o brawurę i powrót do starych zwyczajów: oto bowiem Koniu z Elim dają koncertowy popis sztuki blokowania w deblu i w ten sposób gospodarze zdobywają honorowy punkt w meczu. Przy wyniku 7-1 Kapitan pokusił się (aczkolwiek niepewnie) o zmianę, która – jak się później okazało – wcale nie była podyktowana poczuciem obowiązku spuszczenia Rutena z łańcucha czy też kontuzją (rzędu złamania nogi w trzech miejscach) Konia, ten drugi po prostu przyznał, że jest spłukany i nie ma już drobnych na wrzuty, bo wszystko przepuścił minionego wieczoru na tancerki (jak sam stwierdził – opanował już wymagającą olbrzymiej zręczności sztukę wkładania 50-groszówek za stringi tak, żeby nie wypadły). Na tę zmianę tylko czekał selekcjoner drużyny gospodarzy, który postanowił wpuścić do gry absolutnego debiutanta jeśli chodzi o rozgrywki ligowe, aby ten na dotarcie zagrał od razu z graczem z najwyższej półki rezerw drugiej ligi. Michał – o którym mowa – zasłyszał zapewne zmyślone legendy o tym, że gra o środki to Rutenowa pięta Achillesowa i nastawiał się na grę na 15 rund, Ruten jednak szybko rozgryzł tę taktykę i oba legi zakończył hajfiniszami kolejno: 2 i 4.

Spotkanie ligowe obu drużyn zakończył pojedynek Ciapka z Piotrkiem, po zaciętej walce na dablach Ciapek ostatecznie skapitulował oddając The Darts Brothers drugi punkt.

(Czy słabsza forma Ciapka była spowodowana dwugodzinną walką z tym wodnym potworem na zawodach wędkarskich ?)

 

statystyki bieżące

protokół meczowy

 

Ciekawostki:

  • był to pierwszy mecz Rutena w całej jego 10-letniej darterskiej karierze rozegrany na trzeźwo
  • Eli już w pierwszym meczu singlowym zrealizował jedno z założeń przedsezonowych: HF 115
  • Koniu nie był w klubie go-go, tak naprawdę bawił się z kolegą z czata w lokalu Usta Mariana
  • Ruten nieprzypadkowo zakończył pierwszego lega D1 a drugiego D2, jak sam stwierdził – rozpoczyna tak zwany zegar, szacuje się, że najbliższe trafienie podwójnej trójki w meczu ligowym przypadnie na przełom marca i kwietnia.
  • Dziura i Ruten jedynymi Weteranami bez straty lega w rozgrywkach ligowych. Nowa ksywa Rutena to od dziś „Nieskalany Przegranym Legiem”, przewidywany termin ważności tej ksywy to 2 tygodnie

 

 

 




Wyprawa do Krotoszyna, czyli jak Eli o mało nie stracił auta

NAPISAŁ: ROO10, 9 marca 2014 20:32

Jar-Kro Strzecha – Weterani S-U 7:3 (16:9)

Mecz z Jar-Kro Strzecha był wydarzeniem podwyższonego ryzyka, jednak nie ze względu na fakt, że mieliśmy się zmierzyć z niepokonanym liderem II ligi, ale z uwagi na konieczność wyjazdu do Krotoszyna, a to oznaczało wysokie prawdopodobieństwo zgubienia się w trasie.

To, że nie wygramy meczu było dla nas tak oczywiste jak słup Rutena, dlatego kapitan wyznaczył nam nowy cel wyprawy: ugrać więcej setów niż AK47, czyli co najmniej dwa. W tym celu Eli postanowił zmotywować swych zuchów i wprowadził w życie nowy system nagradzania za wyniki sportowe, poniżej wpis Elego na fejsbukowej bardzo tajnej stronie drużyny:

Inwazja na Krotoszyn!
Startujemy w sobotę o godzinie 14.00 z Ronda Rataje.
Transport zapewnia kapitan.
W związku z tym że nie sponsoruj nas Gazprom, T-Mobile ani nawet stragan z gaciami z Bema, będzie zrzuta na paliwo.
Szacunkowy koszt około 20zł na pysk (policzymy po powrocie).

Uwaga! Przewidziane bonusy:
– za każdego wygranego singla rabat 2zł
– za wygranego debla po zecie na zawodnika
– max 3zł
– HF > 99 pkt 3zł
– QF < 19 lotki 3zł
– za 9 lotkę bryka kapitana (Golf VI 2011) z pełnym bakiem

Żeby sekretarz nie czuł się poszkodowany (z racji działalności służbowej może nie mieć czasu na grę), przysługuje mu 50% rabatów uzyskanych przez graczy.

Analiza powyższych słów i przeliczenia dot. ewentualnego wzbogacenia się całkowicie pochłonęły Weteranów podczas podróży. Ciapek wmówił sobie, że jest cyborgiem i obliczył, że na samych maksach i hajfiniszach zarobi około 40zł, Elwis z Koniem mierzyli wyżej i nie kryli tego, że mają chrapkę na Golfa, dlatego przez całą drogę ćwiczyli rozmianki, z przerwami na kontrolowanie Elego, aby ten nie katował za bardzo silnika i w ogóle bardziej dbał o wóz. Rutena zaś martwiło ostatnie zdanie z kapitańskiego rozporządzenia, które sprawiło, że w głowie sekretarza pojawiły się pierwsze wątpliwości dotyczące jego niemal pewnego miejsca w wyjściowym składzie. Nie było jednak czasu na rozterki i gdybanie, gdyż trzeba było nawigować.

Dojazd do Jarocina Ruten miał obcykany, ale od tego miejsca zaczęły się schody. Oto bowiem na obrzeżach Jarocina oczom naszym ukazało się rondo, sprawiając, że Ruten popadł w konflikt z mapą GPS w koniowym telefonie. W ogóle już sam fakt, że Koniu uruchomił nawigację w telefonie Ruten uznał za zniewagę (zresztą Ruten podejrzewa, że cała trójka siedząca z tyłu uruchomiła na telefonach nawigację, ale się nie przyznali, żeby nie psuć atmosfery). W związku z całym tym zamieszaniem postanowiliśmy zrobić sobie krótką przerwę i zwiedzić jarociński supermarket.

Ciekawostką jest, że do jednej kasy ustawili się Eli z Koniem, a do drugiej Ciapek z Elwisem, były to kapitańskie przymiarki do debli, Rutenowi wydało się to dość mocno podejrzane, ale pozostał w przekonaniu, że na pewno zagra w wyjściowym składzie. Warto też dodać, że kolejka w której stał Eli z Koniem uwijała się w miarę sprawnie, za to Ciapek z Elwisem zablokowali kolejkę do swojej kasy na tyle, że za nimi stało już kilkanaście osób… zła wróżba?

Po dotarciu do Krotoszyna, dzięki pomysłowo rozstawionym zakazom wjazdu i nakazom skrętu zwiedziliśmy miasteczko, okrążyliśmy kilkukrotnie miejscowy ryneczek, po czym podjechaliśmy pod siedzibę lidera tabeli, by dostać łupnia, ale oczywiście z lepszym bilansem niż AK47 :) Nie było to jednak takie proste, bo na miejscu okazało się, że przyjechaliśmy z Poznania w szóstkę, gdyż Elwis przyjechał z dartitisem. Tak, wróciła elwisowa zmora z przeszłości i to o podwójnej destrukcyjnej sile, teraz Elwis nie potrzebował już dwóch wymachów, aby pokonać chorobę i wypuścić z ręki lotkę, teraz potrzebował już tych wymachów aż czterech, a i to nie dawało gwarancji, że w ogóle dojdzie do rzutu. W tej sytuacji nie było mowy o wygraniu Golfa, co było Koniowi na rękę, gdyż w przypadku dwóch 9-tych lotek nowego właściciela kapitańskiego Golfa miały wyłonić rzuty o środek lub gra w papier-kamień-nożyce, a jak wiadomo w to drugie akurat Koniu jest słaby.

Kiedy po singlach i obu deblach wynik nieznacznie wskazywał faworyta (5-1 dla gospodarzy), Eli zaczął się martwić, czy na krotoszyńskiej ziemi naprawdę zaprezentujemy się lepiej niż AK, potrzebowaliśmy jeszcze jednego seta, potrzebowaliśmy cudu, potrzebowaliśmy… zmiany! „Słup za dartitisa, a co mi tam” – pomyślał kapitan i wpuścił do gry Rutena, a ten zagrał jak natchniony, jakby wcześniej idealnie wymierzył średnicę słupów w miejscowym lokalu. Rozstrzygnięcie pierwszego lega – na środkach – nie było jednak dla naszego sekretarza takie hop-siup. Po naszym meczu ligowym miał się w lokalu odbyć turniej steela, zebrała się już spora grupa jego uczestników – publiczność, do której z pewnością dotarła legenda o tym, jak Ruten ograł w Kobylnicy na PeDeCu Fiszera na środkach, a która zapragnęła zweryfikować umiejętności sekretarza Weteranów. Rutenowa lotka tkwiąca pewnie w 25 rozwiała wszelkie wątpliwości, dając Rutenowi spokój ducha na kilka kolejnych lat. Ostatecznie Ruten wygrał 2-1, swój punkcik dołożył też Ciapek (a wcześniej debel Koniu/Eli – sprawdziła się wróżba przy kasie w markecie) ustalając wynik 7-3 dla gospodarzy. W drodze powrotnej wszyscy zastanawiali się, jak to jest możliwe, żeby z Jar-Kro Strzecha nie ugrać choćby 3 setów???

 
Protokół meczowy

 

W czasie kiedy Ruten rozprawiał się ze swym przeciwnikiem (dla przypomnienia: gładkie 2:1), Eli Z Koniem by zabić nudę rozegrali sobie dwa legi. Miały to być legi towarzyskie, jednak Koniu pochopnie zgodził się na propozycję swego kapitana by zagrać o bułkę z czymś w środku, planowany był bowiem w drodze powrotnej postój w jadłodajni McDonald’s. Eli wygrał lega o włos, podpuszczając Konia sprytnie do gry rewanżowej. Po drugim legu nikt nie miał już ochoty do dalszej gry. Koniu martwił się bowiem czy jego budżet wytrzyma dalsze sponsorowanie Elego w Maku, Eli zaś obawiał się czy będzie w stanie zjeść kolejne kanapki.

Szczęśliwej drogi już czas :)

NAPISAŁ: Eli, 7 grudnia 2013 19:22

Gum Bar – Weterani S-U 4:6 (11:13)

Zdecydowanym faworytem meczu GumBar – Weterani byli gospodarze. Głownie z uwagi na totalną padlinę jaką zaprezentowali Weterani w dwóch poprzednich meczach.

Ekipa gości ruszyła z Poznania w składzie: Ciapek, Elwis, Koniu i Ruten. Ten ostatni w roli szofera – nawigatora, co wywołało spore poruszenie w szeregach jego kamratów. Trasa Poznań – Bugaj nie należy do najłatwiejszych, nieoczekiwanie jednak Ruten pokonał ją bez problemów.
Po dotarciu na miejsce sekretarz Weteranów wysadził swych towarzyszy podróży i ruszył po Elego do jego jerzykowskiej rezydencji.
Eli postanowił bowiem utopić smutki związane z wielce prawdopodobnym trzecim kolejnym ligowym wpierdalem w morzu alkoholu.

Rozpisanie składu na mecz okazało się banalnie proste: Ruten grać nie mógł z dwóch powodów: był całkiem trzeźwy, a do tego automaty w GumBarze ustawione są w dość ciasnych „korytarzach”. Eli bał się więc że Ruten stosując swój autorski styl rzucania (zza słupa) może złamać sobie rękę bądź zdemolować część pomieszczenia.
Ciapek z Elwisem zgodnie wnioskowali by zestawić ich w deblową parę solennie obiecując przełom w ich grze. Kapitan, któremu jak zawsze było wszystko jedno kto z kim gra zgodził się od razu.

Na początku Elwis ruszył na Darka Wieczorka, Ciapek ruszył na Piotra Słomkę, a Eli zgodnie z zapowiedzią ruszył do baru po małe piwo z sokiem i słomką.
Elwis poległ raz dwa, ale Ciapek w międzyczasie nadspodziewanie gładko uporał się ze swym przeciwnikiem prezentując wyborną formę.
Jak się po chwili okazało, Koniu za dobrą grę obiecał Ciapkowi browara („za browca Ciapek gotów zabić”).
Po chwili duet Koniu i Eli przypomniał sobie jak to się w dawnych czasach prało rywali i zdobyli dla Weteranów dwa kolejne punkciki. 3-1 po singlach, kto by się tego spodziewał?

Przed deblami goście z wiadomych przyczyn nie robili zmian, natomiast gospodarze użyli tajnej broni w postaci Agaty Szczepańskiej. Okazało się że była to broń obosieczna. Agata bowiem dorwała się do mikrofonu i rozpoczęła recital karaoke. Solistce wydawało się że śpiewa, a graczom obu drużyn już po dwóch piosenkach wydawało się że zwariują. Wszyscy byli na „NIE”, co jednak nie przeszkadzało miejscowej Britney Spears w kontynuowaniu koncertu. Pogodzeni z losem i nadmiarem decybeli zawodnicy przystąpili więc do kontynuowania meczu.

Eli z Koniem dostali łupnia 0-2, dodatkowo Eli popisał się w pierwszym legu wyjątkowym frajerstwem – mógł w bezpiecznej sytuacji blokować rywali jednak nie spojrzał na liczniki co po chwili zakończyło się katastrofą. Kapitan Weteranów usprawiedliwiał się później niemal połową wlanego w siebie małego piwa co osłabić miało jego percepcję. Tyłek kapitana uratował chwilę później nasz drugi debel. Ciapek który chciał jak najszybciej dorwać się do obiecanego browara otworzył lega maksem co podłamało morale rywali. Elwis również przypomniał sobie stare czasy jak to walczył o medale w norze i po kwadransie mieliśmy czwarty zdobyty punkt.

W tym momencie Weterani poczuli szansę na pierwsze ligowe punkty, pojawiły się nawet nieśmiałe szepty o dwóch. Dwa kolejne single nieco nieco ostudziły nasze zapędy. Najsolidniejszy chyba w tym dniu zawodnik gospodarzy Darek ograł Ciapka 2-0. Chwilę wcześniej jednak Koniu postawił Ciapkowi obiecane piwo, przez co ewidentnie Ciapek stracił zapał do gry.
Od następnego spotkania Eli zapowiedział wzorowanie się na Bonzie Agawy: wszystkie nagrody po meczu :)

Elwis nie dał rady Piotrowi przegrywając 1-2. Zaimponował jednak kamratom, ponieważ choć przegrał rzuty „o środek” to rozpoczął zarówno drugiego jak i trzeciego lega. Elwis pytany o zasady Fair Play powiedział że nie wie o co chodzi:) Oto postawa godna Weterana!

Przed ostatnimi singlami Ruten obawiał się o formę swego kapitana. Eli cały czas rozpamiętywał jak zawalił debla, równocześnie zbliżając się do końcowego etapu obalania zakupionego około 2h wcześniej małego browara. Obawy okazały się płonne: Eli wręcz zmasakrował Dominika dzwoniąc bez opamiętania.

Na tarczy obok, a w zasadzie za zakrętem trwał natomiast istny horror. Koniu walczył o pełną pulę punktów, Dawid o remis. Przy 1-1 w legach nawet Agata przestała udawać że śpiewa!
każdy z zawodników miał nieco ponad 200pkt na liczniku, w tym momencie Dawid rzuca 100, Koniu odpowiada 140 by po chwili przerzucić 72! Dawid również ma lotki na remis, jednak to Koniu (z nerwów niemal wyciągnął kopyta) trafia upragnione D16 i Weterani zdobywają pierwsze punkty w sezonie!

Po tradycyjnym odśpiewaniu „O bela bela” Weterani rozpoczęli kilkunastominutowe rozpamiętywanie jak to wszyscy byli w tym dniu wspaniali, solennie obiecując sobie dalsze awanse w tabeli. Podniosły nastrój sprzyjał również schlebianiu kapitanowi oraz dalszym deklaracjom dotyczącym maksów i hajfiniszy.

Następna strona »
 
| Yunnan | OpenSite www |
|