Sztuka wazeliniarstwa

NAPISAŁ: ROO10, 12 października 2012 15:44

Sezon ligowy się rozpoczął, a wraz z nim rywalizacja o miejsce w prestiżowym wyjściowym składzie. Jeżeli nazywamy się Patryk Żabka lub Bartosz Sobczyński – nie trzeba nic robić, wystarczy, że zdobędzie się Mistrzostwo Polski lub np. zaliczy się 9 lotkę – co gwarantuje dożywotnio pole position. Jest jednak w lidze wielu mniej utalentowanych zawodników, dla których rozstrzygnięcie lega rzutem o środek to codzienność, co mają zrobić, aby przebić się do pierwszego składu? Jako doświadczony (mówiąc delikatnie) rezerwowy wiem, że treningi g***o dają, liczy się tylko  wazeliniarstwo – to jedyne rozsądne rozwiązanie. Przedstawię Wam teraz kilka sposobów jak skutecznie wkraść się w łaski kapitana.

Pamiętaj ważne daty.

Warto pamiętać, kiedy kapitan ma imieniny/urodziny i pierwszym z całej drużyny złożyć oficjalne przesłodzone życzenia, a potem koniecznie podkreślić, że było się pierwszym.

Wskazówka: w przypadku wielu kapitanów datę urodzin można sprawdzić na facebooku (właśnie sprawdziłem Bawoła: 2 maja, zapamiętaj Tymek;) )

Ściema że się trenowało.

W dzień meczu ligowego opowiadamy kapitanowi mimochodem o swoich treningowych sukcesach (szybka lotka, jakiś hajfinisz albo że się kogoś sprało, zrobienie „zegara” w mniej niż 1h)

Przekłamane relacje z turniejów.

Jeśli bierzemy udział w turniejach, zdajemy szczegółowe sprawozdania, najlepiej na bieżąco np. wysyłając smsa. Bardzo rzadko się zdarza, aby razem z wynikami na forach pojawiały się rozpiski turniejowe, to daje nam duże możliwości przekłamania relacji z turnieju. Lepiej powiedzieć, że się miało trudne losowanie, niż że się przegrało z przypadkowym przechodniem który zajrzał do lokalu.

Wskazówka 1: nigdy nie przyznawaj się do wolnego losu, to strzał w kolano.

Wskazówka 2 (dla Weteranów): lepiej się nie przyznawać, że się sprało Vikinga, zawsze ich praliśmy więc co to za sztuka?

Przekupstwo.

Tu nie ma co się rozpisywać: stawianie browarów lub innych napojów (np. tymbark jabłko-mięta) to fundament skutecznego wazeliniarstwa. Jeśli kogoś stać to oczywiście może też kupić swemu kapitanowi 70-calową plazmę albo kino domowe. Ja osobiście stosuję przekupstwo usługowe – naprawianie kompa, wypalanie płyt (do auta) z ulubionymi piosenkami, pożyczanie kasy na niewysoki procent.

Wskazówka: jeśli jesteś płci żeńskiej a twój kapitan jest facetem hetero, to wiesz co robić.

Obgadywanie kolegów z drużyny.

Jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardą dupę do grzania ławy. Sumienie chowamy więc do szuflady i obrabiamy tyłki kolegom, że nie są w formie, że przegrali na turnieju z jakimiś cieniasami, że w ogóle nie trenują itd. Ta metoda wdupowłażenia ma jednak jeden minus – na meczu i tak wyjdzie, komu latają a komu nie.

Gra na uczuciach. Manipulacja.

Wywieranie na kapitanie presji i wywoływanie u niego wyrzutów sumienia to genialna strategia. Sam ją odkryłem już na początku kariery darterskiej i uważam się za pioniera tej metody. Takie granie na uczuciach można połączyć z inną metodą np. przekupstwem, kapitan wtedy jest postawiony pod murem („Postawił mi piwo, jak go nie wystawię na mecz to sumienie mnie zeżre od środka…”).

Wskazówka: jeśli jesteś spokrewniony z kapitanem, zwiększasz skuteczność tej metody o 100%

To tylko niektóre metody załatwienia sobie miejsca w wyjściowym składzie. Pamiętajmy, że konkurencja jest czujna i też kombinuje, dlatego nie osiadajmy na laurach jeśli uda nam się raz czy dwa razy poderwać tyłek z ławy rezerwowych i stale udoskonalajmy metody wazeliniarstwa. Długo dopieszczany kapitan staje się z czasem zmanierowany i wybredny a co się z tym wiąże – wymaga coraz więcej kreatywności ze strony swych podopiecznych.

Więcej porad TUTAJ


Jak rozmieniać?

NAPISAŁ: ROO10, 12 października 2010 15:36

Jak wiadomo, podczas każdego turnieju darta niezbędna jest dostateczna ilość monet, które będziemy wrzucać do automatu. Ale co zrobić, kiedy dysponujemy tylko grubymi nominałami (50zł, 100zł…)? Takie Złe Kuku może spotkać każdego (no może poza Koniem).
Przede wszystkim nie należy próbować wepchnąć do automatu banknotu (często spotykana praktyka u początkujących zawodników). Zamiast tego należy poszukać kogoś, kto nam ten banknot rozmieni. Najwygodniej jest zamówić piwo w barze, gdzie będzie rozgrywany turniej, jednak ważne jest aby zrobić to DYSKRETNIE. Kiedy inni zawodnicy zobaczą, że kombinujesz sporo monet – zorientują się, że jesteś w kiepskiej formie i przewidujesz nie dojść do finału.

Jeśli chcesz rozmienić kasiorę bez konieczności wydania jej na zakupy, możesz zgłosić się do Konia. Ten ma zawsze sporo dwójek (jak na świadectwach z podstawówki) i chętnie się podzieli, zwłaszcza, że Koniu to optymista i żyje w ciągłym przekonaniu, że zdobędzie złoto (cytat: „Oczywiście, że zdobędę dziś złoto! Więc w sumie na co mi te dwójki?„)

ROO10

Dart a kobieta

NAPISAŁ: ROO10, 12 października 2010 15:35

Jeśli masz problem z tym, że Twoja druga (lepsza) połowa nie akceptuje tego, że spędzasz tak dużo czasu na grze w lotki, to faktycznie masz problem. Jest kilka sposobów na uratowanie Waszego związku i postaram się je tu przytoczyć, jednak musisz wiedzieć, że nie ma złotego środka i najczęściej kolejne próby wytłumaczenia jej, że dart to Twoja pasja – kończą się pogorszeniem sytuacji.

SPOSÓB „NA SPORTOWCA”

Po pierwsze: spróbuj zaistnieć w jej oczach jako sportowiec! Na pewno każda kobieta chciałaby aby jej facet był sportowcem, a najlepiej takim, który regularnie osiąga sukcesy, zdobywa trofea itd. dart to też sport i i jak każdy inny – wymaga treningów. Sugerowany zwrot do kobiety: „Kochanie, a czy gdybym był piłkarzem to miałabyś pretensje o to, że chodzę na treningi 3 razy w tygodniu?”. Oczywiste jest, że w odpowiedzi padnie zaprzeczenie i wtedy masz problem z głowy. Jednak bystra kobieta odpowie: „Nie, ale ty nie wyglądasz jak David Beckham tylko jak Fred Flinston”. I oczywiście będzie miała rację, bo zazwyczaj Twój trening opiera się w dużej mierze na wlaniu w siebie kilku browarów. Wtedy jest już po ptokach i nie obejdzie się bez wysłania kobiety do fryzjera, oczywiście na Twój koszt, ewentualnie może pomóc obietnica, że w następne wakacje pojedziecie gdzieś dalej niż do rodziny za miasto.
Uwaga! Należy pamiętać, że stosując sposób „na sportowca” zmniejszysz prawdopodobieństwo porażki, jeśli
Twoja kobieta nie przeczyta tego artykułu.

Inny sposób jest nieskomplikowany i w nielicznych przypadkach nawet skuteczny: spróbuj zarazić swoją panią grą w darta. Zabierz ją raz czy dwa do klubu w którym grasz i pokaż, że to fajna zabawa. Uwaga: wtedy w żadnym przypadku nie pij browarów! Jeśli się uda, już po krótkim czasie Twoja ukochana będzie częściej trzymać w ręku lotki niż prostownicę do włosów.
Zagrożenie: jeśli okaże się, że po serii treningów Twoja kobieta będzie grać lepiej niż Ty – jesteś już skończony, odechce Ci się grać i zamienicie się rolami: Ty zaczniesz zniecierpliwiony przesiadywać w domu,
ona każdą wolną chwilę spędzi w klubie. I na dodatek Twoje pretensje nie będą miały racji bytu, bo przecież sam niedawno nie widziałeś świata poza lotkami.

Ostatni sposób, którego najmniej polecam, to zakończenie związku z kobietą i życie w pojedynkę, a raczej w czwórkę: tylko Ty i Twoje lotki. W początkowej fazie (bezpośrednio po zerwaniu) poczujesz wielką ulgę i oddasz się bez reszty swojej pasji. Zdobędziesz niejeden medal i niejedno trofeum, ale pamiętaj, że kiedy przyjdzie jesień życia, do statuetki się nie przytulisz, nie pójdziesz z medalami do kina, a lotki co najwyżej będziesz mógł użyć do przeczyszczenia ucha, bo nie będziesz miał już sił na łażenie do knajpy.

ROO10

Rozterki dartera

NAPISAŁ: ROO10, 12 października 2010 15:35

Przez całe życie na coś czekamy. Każdy z nas to robi, czy tego chce czy nie. Niektórzy czekają na mieszkanie, inni na podwyżkę w pracy, albo na urlop. Znam też takich, którzy czekają na tramwaj, pociąg czy nawet na deszcz. Za każdym razem myślimy o tym jak to będzie gdy nadejdzie ta chwila, kiedy już doceni nas szef albo kiedy rozpada się na dobre (Andrzej powie, że to dzięki modłom na Wiejskiej), ale tak naprawdę to wszystko, to „małe miki”.

Stąpają po świecie ludzie mający poważniejsze zmartwienia. Już podczas porannej przechadzki do toalety zaczyna ich nurtować jedno, zajebiste i odwieczne pytanie: „kiedy zaczną mi latać?”. Może to przez globalne ocieplenie? – mówią jedni. Może przez to, że za mało piję podczas gry? – mówią drudzy (tradycyjna postawa Elego), a może po prostu jestem parówą i nigdy nie będą mi latały (pozdro dla Areczka). Myślę, że każdy z nas miał chwile zwątpienia, każdy kiedyś ciskał lotkami o ścianę niczym Szymon Ziółkowski w Edmonton w 2001, kiedy zdobywał złoto na Mistrzostwach Świata w rzucie młotem.

Ktoś, kto nigdy nie miał loteczek w ręku nie wie jak to jest… kiedy cały świat się wali, bo zamiast podwójnej 8 trafia podwójną 16. Jak smakuje gorycz porażki, kiedy w trzecim legu przegrywa się na środkach trafiając potrójną szóstkę. Myślę, że zdarzyło się to każdemu regularnie grającemu osobnikowi. Co więc zrobić, kiedy takie sytuacje powtarzają się co tydzień? Co zrobić, kiedy dwa wdupexy staja się tradycją?
Jest rozwiązanie!
W takich sytuacjach ratuje nas tunnig naszych lotek! Nic nie poprawia nam tak humoru jak nowe piórka z podobizną Paris Hilton (i tu specjalne pozdrowienia dla Fidellina). Z pozoru drobne zmiany mogą odmienić nasz los. Ja aktualnie karmię się tym, że koronki*, które założyłem na szafty sprawią, że odszukam w końcu środek tarczy.
Po wielu niepowodzeniach na dartowych arenach podejmujemy decyzję: „tak, już czas na radykalne zmiany”. Pewnym krokiem kierujemy się do sklepu, przez godzinę wybieramy sprzęt, płacimy (najczęściej kasą wyciągniętą od babci). W tramwaju nie możemy się powstrzymać przed założeniem nowych piórek na wymęczone szafty, mimo, że ludzie dziwnie patrzą, kiedy ślinimy się na widok nowego sprzętu. Ja osobiście polecam zakupić jakieś wypasione piórka, koszt niewielki a uciecha dla oka niesamowita. Słyszałem, że w internecie można już dostać piórka z podobizną Weteranów. Zastanawiam się tylko dlaczego za ich plecami stoi takie małe czerwone autko. Czyżby to był słynny bolid Korbana?** Na drzwiach ma napis >=210km/h wiec groszek Elego odpada!
Polecam też wymianę szaftów. Koniu z pewnością powie, że aluminiowe są najlepsze, ale to nieprawda. Może kiedy jest się początkującym zawodnikiem specjalizującym się w spacerach i koszeniu trawy – to wystarcza…
Jednak profesjonalny zawodnik po wielu zmianach dochodzi do wniosku, że najlepiej latają szafty nylonowe (Fidel, pomyśl o tym!)

I tak przy pomocy drobnych zakupów możemy odmienić nasz los. Pozostali zawodnicy od razu zauważą zmianę u nas. Zawodnik po tunningu loteczek zachowuje się inaczej. Jest pewniejszy siebie, podczas rzutu przyjmuje agresywniejszą postawę, siarczyściej przeklina i co godne uwagi – wie co należy zrobić z nadmiarem zbierającej się w ustach śliny.

Czy tunning lotek sprawia, że gramy lepiej? Czy powoduje, że po każdym turnieju będziemy mogli wykrzyczeć „yes, yes, yes”? Przypuszczam, że nie, ale taki zabieg powinien dodać nam pewności siebie, mocniejszego chwytu a czasem nawet kilka centymetrów w klacie! ***

A co jeśli tak się nie stanie…
… to chyba sygnał, że już czas pomyśleć o bierkach.

Korban

* – Warto nadmienić, że Korban długo dojrzewał do tej myśli, wcześniej błądził próbując na oślep odnaleźć złoty środek. Przez niecały rok czasu nosił majtki z koronkami (w sklepach były tylko damskie), ale nie przynosiły mu szczęścia i uwierały trochę w kroku, później zdecydował się na wizytę u dentysty i poprosił o koronki na zęby

** – Uwaga! Auto na sprzedaż! Chętni mogą się zgłaszać do Korbana lub bezpośrednio na oddział intensywnej opieki psychiatrycznej w szpitalu w Gnieźnie.

*** – Mowa oczywiście o klacie nieowłosionej, ewentualnie z liczbą 2-3 zagubionych kłaczków w okolicy mostka.

Z cyklu: zjawiska paranormalne – CYBORG

NAPISAŁ: ROO10, 12 października 2010 15:34

Słowem wstępu

Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważną rolę w drużynie odgrywa cyborg. Posiadanie takiego zawodnika w zespole pozytywnie wpływa na morale wśród pozostałych zawodników, a negatywnie na rywali. Cyborg jest niedoścignionym wzorem pod względem techniki rzutu i mimo, że niedoścignionym – daje nadzieję zawodnikom, którzy od urodzenia skazani są na nie rzucenie maksa w całej swojej średnio błyskotliwej karierze dartowca.
Pierwszym znanym mi cyborgiem był Robin Hood, jednak, co ciekawe, w żadnej z przeczytanych przeze mnie książek o przygodach bohatera z lasu Sherwood nie ma wzmianki o jego treningach. Robin, jeśli nie celował do ludzi Gisborne’a – rzucał najczęściej maksy na środkach*. Innym cyborgiem z tamtego okresu był Wilhelm Tell. Ten facet znany jest z tego, że strzelał z kuszy do jabłka stojącego na głowie swojego syna, co pozwala wnosić, że były to początki rzucania TOPA. Strach pomyśleć, co by było, gdyby przerzucił…

Jak rozpoznać cyborga?

Zawodnicy, którzy czynnie uczestniczą w życiu dartowym (jeżdżą na PeDeCe, grają w rozgrywkach ligowych itd.) nie mają problemu ze wskazaniem wymiatacza grającego jak automat. Są jednak laicy, dla których podaję kilka rad, jak rozpoznać cyborga.
Najłatwiejszy sposób: należy udać się na turniej darta, zaczepić kogoś i zapytać „Przepraszam, który to Wasiak albo Rutkowski?” Ten sposób jest dość skuteczny, jeśli oczywiście jeden z tych dwóch panów jest obecny na turnieju. A co jeśli nasz laik jest niemową i w dodatku niepiśmienny i nie może podać komuś kartki z powyższym pytaniem? W takim przypadku należy odnaleźć w sobie talent detektywa i zastosować sztukę dedukcji: rozglądamy się po sali i szukamy wysokiego kolesia, który rzuca gdzie chce, a w dodatku zagłusza melodyjkami cały gwar w pomieszczeniu.
Nie polecam natomiast zaczepiania każdego po kolei i pytania „Czy ty jesteś cyborgiem?”, gdyż cyborga cechuje nie tyle skromność, co nieświadomość, że jest cyborgiem. Tak więc jeśli uzyskamy odpowiedź TAK, to bez wątpienia będziemy mieli do czynienia z oszustem lub marzycielem.

Chcę mieć cyborga w drużynie. Co mam zrobić?

Można spróbować zrobić cyborga z samego siebie, ale po co się męczyć, skoro jest łatwiejszy sposób: zamykamy „ochotnika” w komórce bez okna, tam same gołe ściany a na nich tylko tarcza. Delikwenta trzymamy w całkowitym odosobnieniu, bez telewizji i internetu, karmimy chlebem i wodą, a jak rzuci maksa to dostanie w nagrodę snickersa. Ot, cała cyborgowa tajemnica. Uwaga! Mogą wystąpić drobne skutki uboczne wynikające z warunków w jakich żyje nasz kandydat na cyborga (także u tych którzy sami próbowali zostać cyborgami) : zdziczenie, frustracja, nieśmiałość wobec kobiet i mężczyzn, dekadentyzm, egocentryzm, uzależnienie od samogwałtu. Ze względu na ten ostatni aspekt, jeśli proces wychowywania cyborga nie przyniesie rezultatu, taki zawodnik najczęściej trafia do drużyny Weteranów S-U. W ten sposób do naszej drużyny dołączył Elwis (uboczny skutek terapii: frustracja, dekadentyzm) oraz Czarek (wyjątkowo intensywne zdziczenie)

* – według definicji maks = 180pkt, należy jednak pamiętać, że w czasach średniowiecznych
tarcze nie były podzielone na sektory, a jedyną miarą talentu zawodnika
były strzały w środek tarczy. Stąd pojęcie „MAKS na środkach”

ROO10

Jak rzucić maxa?

NAPISAŁ: ROO10, 12 października 2010 15:33

Zacząć należy niewątpliwie od dokładnego poznania znaczenia tego słowa jak i jego głębokiej, niezwykle zabarwionej emocjonalnie głębi.
W różnych słownikach znaleźć można następujące interpretacje słowa maks:
– Wg słownika języka polskiego nie ma jeszcze sprecyzowanej definicji tego słowa.
– Wg słownika poprawnej polszczyzny nie ma jeszcze sprecyzowanej definicji tego słowa.
– Wg wielkiego słownika ortograficznego nie ma jeszcze sprecyzowanej definicji tego słowa.
– Wg słownika wyrazów obcych nie ma jeszcze sprecyzowanej definicji tego słowa.
– Wg oficjalnego słownika scrabblisty nie ma jeszcze sprecyzowanej definicji tego słowa.
– Wg słownika wyrazów nieznanych nie ma jeszcze sprecyzowanej definicji tego słowa.
(dla zdziwionych – tak tak!! Jest tyle słowników!!)

Po długich i wnikliwych badaniach empirycznych – po tygodniach ustawicznego rzucania do tarczy, po wielu upadkach i niewielu wzlotach, specjaliści z komórki ds. strategii i taktyki drużyny Weteranów jednogłośnie orzekli, że nie istnieje coś takiego jak maks, czyli w pełni potwierdzili brak tego terminu w dostępnych słownikach (nie pomogła nawet wiedza zdobyta podczas oglądania National Geografic, Teleranka, czy 5 – 10 – 15).
Po szeregu analiz okazało się, że jedynym możliwym rozwiązaniem sytuacji jest zaproszenie Maksa do baru i postawienie mu 7 bronków (w przeciwnym razie strasznie się wierci i rzucenie w niego wciąż nie jest rzeczą łatwą. 7 bronków jest również gwarancją, że Maks nie zapamięta i będzie szansa, by Maksa rzucić po raz wtóry).
Ze zdecydowanie łatwiejszą sytuacją mamy do czynienia w przypadku, kiedy darterem jest osoba płci żeńskiej – sytuacja upraszcza się do faktu stworzenia związku z Maksem i opuszczenia go w drastyczny sposób w terminie niewiele późniejszym – wszystko po to, by w jak najkrótszym czasie rzucić Maksów jak najwięcej. Jedynym problemem, jaki napotkać można w drugim wariancie jest ograniczona liczba Maksów, gdyż imię to wciąż nie jest zbyt popularne (kapitan Weteranów już dziś żałuje, że nie dał synowi imienia Maks choćby na drugie).
Zdecydowanie w najtrudniejszej sytuacji znajdują się grający w lotki czynni uczestnicy marszów równości (również Ci jadący na platformach). Wiadomo bowiem, że jeśli Kaziu, Zdzisiu czy Mieciu pokocha Maksa to miłość ta przezwycięży nawet tak newralgiczne momenty jak uśmiechanie się do innych mężczyzn, czy właśnie podwyższenie swych darterskich umiejętności (rzucenie Maksa niestety wykluczone).

Czarex

Jak wygrać sposobem?

NAPISAŁ: ROO10, 12 października 2010 15:31

Wyprowadzenie przeciwnika z równowagi to ciemna strona sportu, jakim jest dart. Metoda dezorientacji nagminnie wykorzystywana jest przez cwaniaków, którzy nie wierzą w swoje (często wątpliwe) możliwości manualne i postanawiają wygrać w mniej satysfakcjonujący sposób. Dartera stosującego takie chwyty
można śmiało przyrównać do piłkarza symulującego faul – przyglądający się takiej grze kibic zaczyna zastanawiać się „gdzie tu duch sportu”? Nie mniej jednak szemrane metody ogrania przeciwnika są niestety obecne w tym sporcie i zbyt często zauważalne, dlatego nie da się na ten temat milczeć.

Przyjrzyjmy się niektórym, najczęściej stosowanym „trikom” darterskich pseudosportowców
(wszystkie stosowane bezpośrednio podczas gry):

  1. Wkurzająca gadanina – stosowana najczęściej, gdy jeden z grających dostrzega, że przeciwnik jest w transie i rzuca jak natchniony. Słowa szeptane subtelnie do ucha podczas wymijania się na linii rzutu potrafią niejednego wyprowadzić z równowagi. Sam miałem do czynienia z zawodnikiem, który przegrywając 0:1 w legach szeptał mi do ucha „graj pięknie”. Dwa słowa brzmiące jak życzenia powodzenia od przeciwnika, mogą równie dobrze dodać fałszywej pewności siebie, bądź stresu, że „teraz muszę mu pokazać”. Zaczyna się myślenie, znika skupienie i makdonaldy posypują się jeden po drugim.
  2. Stukanie lotką o lotkę – stosują ją cwaniacy, których rywale stoją na linii rzutu i celują w kończącego dabla. Rzucający chcąc nie chcąc słyszy to i już się rozkojarza. Ta metoda jest skuteczna,
    jeśli przeciwnik nie cierpi na niedosłuch lub kompletną głuchotę.
  3. Przyprowadzenie kibicującego kumpla – ta metoda jest chyba najpopularniejsza ze względu na zmorę wszystkich PeDeCów i innych turniejów – tłok! Nic tak nie pomoże jak kaszel kamrata, dziwnym trafem dokuczliwy zawsze tylko wtedy, kiedy rzuca przeciwnik:)
  4. Umyślne (ale że niby przypadkowe) nie przełączenie maszyny na licznik przeciwnika
    Efekt – dobrze ustawiony na linii rzutu rywal musi się przespacerować, a później znów ustawiać na linii, wtedy już czuje presję biegnącego czasu i rzuca z pozycji mniej wygodnej
  5. Żółwik mocy – jedna z prób zdobycia dominacji jeszcze przed meczem. Zazwyczaj zawodnicy przybijają sobie piątki przed rozpoczęciem lega. Zasugerowanie przez jednego z graczy „żółwika mocy” jako alternatywy dla klepnięcia otwartych dłoni zmusza najczęściej drugiego gracza do „poddania się” woli rywala i ułożenie dłoni w pięść. W praktyce oznacza to, że jeden z nich zdominował drugiego na płaszczyźnie psychologicznej. I już w połowie wygrał.
  6. Decyzja o rozpoczęciu meczu – dość często spotykana próba dezorientacji. Obaj zawodnicy rzucają treningowo przed meczem, ale w końcu kiedyś jeden musi zaproponować „czy już gramy?„.
    Wtedy ten drugi, mimo, że gotowy do gry, stwierdza „jeszcze sobie raz rzucę” i w ten sposób to jego decyzja ma większe znaczenie. Ta metoda jest mało skuteczna, ale niektórzy – zwłaszcza starsi gracze – nie wiem dlaczego próbują jej nagminnie.
  7. Komentarze pod własnym adresem– gadanie do siebie może tak naprawdę być adresowane do przeciwnika. Przykłady:
    ale zj****em – tekst po rzuceniu 140pkt
    ale jestem nawalony, ledwo stoję – przeciwnik słysząc te słowa wmawia sobie, że musi wygrać,
    bo w końcu z pijanym przegrać to wstyd (uwaga! Kwinto to wyjątek!). I już jest zdeterminowany w negatywnym znaczeniu tego słowa.
    ale fuks!!!! – tekst po trafieniu dabla lub np. przypadkowej potrójnej. Często połączony z głupią miną oraz nieukrywanym aplauzem kibiców, którzy wiedzą, że to naprawdę był fuks.
  8. Szykowanie monet na wrzuty – notorycznie stosowana metoda przez wielu zawodników. Kiedy stoisz na linii rzutu i mierzysz w dabla, twój przeciwnik nagle odczuwa olbrzymią potrzebę na uszykowanie sobie dwójki, sugerując ci, że przecież na pewno trafisz. Więc słyszysz grzebanie w sakiewce lub wykładanie monet na stół i już jesteś pozamiatany.
  9. Metoda „Na ciuchy” – często stosowana nieświadomie przez kogoś, kto zwyczajnie nie ma gustu.
    Można wzbudzić obrzydzenie lub zdegustowanie u rywala, przychodząc na mecz np. w dresie z kreszu lub w zestawie: sandały + skarpety. Jeśli w meczu spotka się dwóch takich „modnisiów”, nie będą na
    siebie wzajemnie oddziaływać swoim bezguściem, ale warto wtedy zrobić im wspólną fotkę i wysłać na konkurs World Press Photo :)
  10. inne wyszukane metody – jest ich cała paleta, tak duża jak
    wielka jest wyobraźnia darterów. Można tu przytoczyć takie przykłady jak:
    – nieświeży oddech (przed meczem zjadamy np czosnek lub surowego klopsa)
    – założenie starych skarpet – kolejny z zabiegów oddziałujących na zmysł powonienia
    – puszczanie wiatrów (Ciapek śmiało mógłby z tego tematu zrobić magisterkę)
    – gadanie przez telefon podczas meczu
    – gwizdanie – melodia dowolna (podobno Fiszer lubi sobie zanucić jakąś melodyjkę)
    – zagadanie przeciwnika (np: „Nie wiesz, co dziś leci w TV po 23-ciej?” lub
    „Gdzie kupiłeś takie wyczesane mokasyny?”)

Na takie tanie (i tańsze) zagrywki jak wyżej narażeni są zwłaszcza początkujący zawodnicy, bez doświadczenia turniejowego. Z drugiej strony – jak na ironię – początkujący darterzy tak bardzo skupieni są na kaleczeniu rozmianki, że nie zwracają uwagi na zachowanie rywala i teoretycznie są bardziej odporni na dezorientację. Tak czy owak stosowanie wszystkich tych zabiegów jest najczęściej żałosną cechą ludzi, którzy nie potrafią przegrywać. No i większość z tych „sposobów” nie działa na darterów, którzy są świadomi stosowania takich sztuczek. Dlatego warto grać w turniejach i oswajać się z ich atmosferą. Także tą mniej „fair play”.

P.S.
Weterani nigdy nie przepraszają za fuksiarskie potrójne :P

 
| Yunnan | OpenSite www |
|