Mecz z Sektorem 4 odbędzie się zgodnie z terminarzem, jutro (w poniedziałek) o godz. 19 w klubie Igieł 84.
Jeden z Weteranów będąc kilka dni temu w klubie Delano zarejestrował ukrytą kamerą, jak zawodnicy Delano Bulls przy szemranym pokerku kombinują z Ligą Typerów…
W karierze każdego rezerwowego przychodzi taki dzień, kiedy następuje nagły i nieoczekiwany wzrost formy. W takim dniu wszyscy się cieszą, bo oto drużyna zostaje wzmocniona, a to daje kapitanowi więcej możliwości personalnych roszad. Ale co, jeśli cała ława jakby się zmówiła i zaprezentowała ów wzrost formy? Wtedy robi się kłopot, bo oto kapitan musi wybrać nowych rezerwowych spośród tych, którzy do tej pory stanowili o sile żelaznego wyjściowego składu. Czy tak będzie po meczu z Jamesonem?
O tym, że ktoś z ławy znajdzie się w wyjściowym składzie było wiadomo już kilka dni wcześniej, kiedy pod naciskiem małżonki Hans zapowiedział, że w poniedziałek 11-go będzie przeziębiony. O tym, że będzie to Koniu, wiadomo było już 1-go stycznia, kiedy nasz ogier wygrał w Sekrecie mecz “na prawej”. Przypomnijmy, że kapitan chcąc zmobilizować chłopaków przed noworocznym turniejem w Koninie ogłosił drogą pantoflową, że ewentualne turniejowe sukcesy przełożą się na wyselekcjonowanie składu na mecz 6-tej kolejki ligowej (więcej na ten temat tutaj).
Pozostali rezerwowi nie ukrywali, że zazdroszczą Koniowi jak cholera! Ciapek zamknął się w toalecie na prawie pół godziny i tam podobno płakał 45 minut (i nikt nie wie jak to możliwe). Ruten z Ciapkiem zdawali sobie sprawę, że wejdą do gry dopiero wtedy, gdy kapitan będzie już pewny wygranej. Po pierwszych dwóch singlach tej pewności było jakoś mniej niż więcej, bo oto Elwis przegrywa 1:2 z Patrycjuszem Purolem, a Dziura choć wygrywa 2:0 w legach, to nie karmi nas dawką optymizmu, więcej bowiem w jego zwycięstwie było szczęścia niż konsekwentnej efektywnej gry, do której nas przyzwyczaił, a i jego przeciwnik pokazał pazur i tym samym zapowiedział, że emocji w dalszej części meczu nie zabraknie.
Na szczęście następne wydarzenia potoczyły się już zgodnie z naszymi nadziejami. Eli z Koniem w singlach nie oddają rywalom lega, a zaraz potem rozgrzani stają do boju w meczu deblowym, dostarczając kibicom nie lada atrakcji. Koniu gra mecz życia rzucając 140, 140, 140 i wystawiając później 13-tą lotkę, nie trafia jednak D18 (myli się o jeden pixel!), a w kolejnym legu rozpoczyna od T20, co oficjalnie uznajemy za podejście do 9-tej lotki Gospodarze dzięki bardzo ładnej grze Patrycjusza doprowadzili do remisu ale trzeciego lega wygrywają Weterani i mamy kolejny punkt!
W drugim deblu zagrał Elwis z Dziurą. Obaj wyraźnie nie byli zadowoleni ze swojej gry w meczach singlowych, teraz mieli okazję na pełną rehabilitację. Wcześniej nasi chłopcy postanowili poprawić swoje samopoczucie. Dziura wyskoczył do pobliskiej małej gastronomii, gdzie skonsumował na szybcika kebab zalany wiadrem sosu czosnkowego. Po powrocie chodził po lokalu ziejąc czosnkiem na lewo i prawo, siał przy tym postrach wśród zawodników obu drużyn, kibiców i nawet klientów pubu grających na sali obok w bilard. Ktoś mu chyba powiedział, że w Jamesonie odbywa się akurat zlot wampirów. .. Elwis po wypiciu dwóch uspokajających bronków zapomniał o porażce z Patrycjuszem i wstrzelił się w końcu w sektor, reszta była już tylko formalnością, którą przypieczętowano wynikiem 5:1 dla nas.
I w tym momencie stało się coś, czego nikt się nie spodziewał! Kapitan Weteranów widząc, że Dziura – nasz nieustraszony łowca wampirów – złapał wiatr w żagle, postanowił złamać żelazną zasadę dotyczącą zmian i ogłosił na głos, że za Elwisa do gry wejdzie Ciapek! Ten najpierw myślał, że to żart, zerknął szybko do swego kieszonkowego kalendarzyka, a kiedy upewnił się że dziś nie jest 1 kwietnia, padł do nóg swego kapitana! Posypały się podziękowania, polały się łzy radości, Ciapek próbował wyrecytować przygotowywany tygodniami specjalnie na tę okazje jakiś wiersz Asnyka, ale wzruszenie odebrało mu mowę, ostatecznie poprzestał na wręczeniu Elemu bukietu krokusów nazbieranych na szybko w podwórzu i na obietnicy, że zrobi wszystko, żeby sprać swego przeciwnika! No i dotrzymał słowa! niemal równocześnie Dziura wygrał swojego singla.
Było już 7:1 dla nas, Eli zaczął się martwić, obstawił przecież 7:3 w Lidze Typerów, a tymczasem za gładko nam szło! “Kurde, musimy coś prze***ać, bo mi typy nie wejdą” – pomyślał i uznał, że najwyższy czas wpuścić do gry Rutena! A ten był lekko zaskoczony, ostatnio grał w lotki w Nowy Rok w Koninie na turnieju, czyli 2 tygodnie wcześniej. No ale co zrobić, jak kapitan nakazał grać, to trzeba było grać!
Na maszynie obok swój mecz rozgrywał Koniu i kiedy po emocjonującej walce przegrał 0:2 w legach (ach te D5…), sytuacja Rutena zrobiła się właściwie dość komfortowa, ponieważ wygrywając swój mecz poprawiłby sobie statystyki i humor na najbliższy rok grzania ławy, a przegrywając mecz zagwarantowałby Elemu 2 punkty więcej w Lidze Typerów, czym zyskałby wdzięczność kapitana i być może pewne miejsce w składzie w następnym meczu ligowym. I chyba właśnie ten komfort psychiczny uskrzydlił naszego sekretarza. Sensacyjny wzrost formy (zapewne jednodniowej) dało się zauważyć jeszcze przed meczem, kiedy przy ustalaniu kto zaczyna pierwszego lega Ruten trafił D25. W pierwszym legu żaden z grających nie dał rady zakończyć gry w 15 rund (co nie znaczy, że widownia przysypiała) i Ruten wygrał z przeciwnikiem w grze o środki, trafiając sobie ponownie D25 (żeby zapewne udowodnić, że przed chwilą to nie był przypadek). Eli widząc, że Ruten jest tak zdeterminowany, że nawet na środkach nie potrafi się podłożyć (a wystarczyło żeby grał po prostu swoje), dał swemu zawodnikowi wyraźny znak, żeby olać ten jego kupon. A Ruten jakby na to czekał, w drugim legu nie chciał znowu grać o środki bo to by było nudne trzeci raz trafić bull’s eye więc ustalił wynik meczu trafiając D18.
W meczu 6 kolejki rozgrywek 1 ligi DLD padł wynik:
Jameson X-Fighters – Weterani S-U 2:8 (7:17)
Mimo usilnych starań , antydopingu i szantażu ze strony naszego kapitana nie udało nam się wyśrubować wyniku 3:7, takiego, jak kapitan obstawił w Lidze Typerów Nie pomogło także wprowadzenie do gry żelaznych (i oczywiście głębokich) rezerw ani próby osłabienia tychże rezerw alkoholem! Więcej na ten temat w sprawozdaniu, które wkrótce ukaże się na naszej stronie.
Dla tych, którzy nie czytają forum DLD, zamieszczamy posta Kwinto, który chyba uszykował zemstę już a konto fotorelacji i filmu z Inwazji na Konin, w których to materiałach bez wątpienia Kwinto króluje na pierwszym planie
Wysłany: Wto 0:10, 05 Sty 2010 przez yoshimitsu:
I teraz wszystko jasne! Skąd taka wysoka forma Weteranów?. Już jakiś czas temu doszły mnie słuchy że kapitan drużyny organizuje u siebie w Jerzykowie tajne treningi. Wpadłem tam więc z kamerą i proszę… jak oni trenują rzucanie.
Jednak nie wszyscy byli na treningu! Hans z Rutenem (a raczej z Rutenną) trenowali do nowego programu Polsatu „ Jak oni zajebiście tańczą” Z moich obserwacji mają dużą szanse na zdobycie pierwszego miejsca. I tu mój apel do Was – pomóżmy im wygrać! Wysyłajcie SMS y pod 0700 180 180 o treści “Disco, disco Hans z Rutenną zwiną wszystko”
W II Inwazji na Konin wzięło udział pięciu Weteranów: Dziura, Eli, Elwis, Koniu i Ruten oraz jeden Viking Kwinto. O sportowej odsłonie tego wydarzenia nie będziemy się tu rozpisywać. Gospodarz turnieju, Sailorripley sporządził dokładne sprawozdanie z zawodów, z jego relacją można się zapoznać tutaj: www.strefadarta.pl
Kapitan Weteranów zadbał jak zawsze o to, by nasi bohaterowie podróżowali w komfortowych warunkach. Sześć osób w dziewięcioosobowym Weteranobusie rozłożyło się wygodnie niczym w przepastnej limuzynie. Ekspedycja ruszyła do Konina około godziny 15.00. Jako ostatni w aucie zameldował się Kwinto, którego w jego rodzinnych stronach Weterani zlokalizowali z niemałym trudem. Kwinto ledwo usadowił się w fotelu, zapytał czy ktoś ma browara, a następnie poinformował Weteranów aby przed powrotem z Inwazji sprawdzić, czy nadal ma przy sobie lotki, portfel, klucze i buty oraz czy wydał wszystkie pieniądze jakie ze sobą zabrał. Szczególnie to ostatnie założenie spotkało się ze zdecydowaną aprobatą pozostałych pasażerów.
Pół litra „Lecha” od Rutena Kwinto obrócił zanim Eli zdążył wrzucić piąty bieg, wszyscy więc skupili swą uwagę na poszukiwaniu najbliższej stacji benzynowej. Pierwszą z nich Eli przeoczył, całe szczęście że już po chwili na horyzoncie pojawiła się druga, bo kto wie czy nie doszło by do linczu na kierowcy! Weterani zaopatrzyli się w browary, Kwinto zaś dysponujący skazanym na unicestwienie wysokim budżetem stwierdził, że podczas II Inwazji nie wypada pić tylko zwykłego piwa jak na byle PeDeCu i zainwestował w wiśnióweczkę, która już do samego Konina umilała podróż naszym zawodnikom.
Na miejscu zaskoczyła nas temperatura wewnątrz lokalu: jakieś +20 stopni, byliśmy bowiem przygotowani na ubiegłoroczne arktyczne warunki, więc chwilę trwało zanim każdy oswobodził się z kilku warstw koszulek, swetrów i kalesonów. Kwinto od razu szturmem wziął bar i panował przy nim niepodzielnie do samego końca turnieju. Skutecznie przy tym realizował plan dobrowolnego doprowadzenia się podczas
turnieju do finansowej ruiny. Zarówno Weterani jak również ci, którzy akurat byli w pobliżu mogli od czasu do czasu skosztować miejscowej jakże miłej sercu Kwinta wiśnióweczki oraz za jego namową bliżej zapoznać się z panem Heniem z baru: „Nie chcesz się poznać z panem Heniem…?” (w roli pana Henia występował Heineken 0.66l).
O ile jednak Kwinto wcześniej zapowiadał szeroko pojętą rozrzutność, o tyle postawa Konia wzbudziła wśród pozostałych Weteranów absolutny szok! Koniu na samym początku zaświecił przed ich oczyma nowiutkim banknotem o nominale 100PLN. Do tej pory naturalną koleją rzeczy było to, że Koniu niemal zawsze oddawał kasę Elemu w ramach rozliczeń za cokolwiek, tym razem było jednak inaczej: wspomniane sto złociszy nie było obciążone żadnymi zobowiązaniami, co więcej, Koniu również tego wieczoru kompletnie nie liczył się z kasą! Na jego konto spożywał więc napoje Eli (zapewne by ten wstawił Konia do składu na mecz z Jamesonem), Ruten (zapewne by ten opisał Konia w dobrym świetle bez względu na poziom jego ewentualnej gry z Jamesonem), Dziura (zapewne po to, by ten zechciał zagrać z Koniem w deblu w meczu z Jamesonem), jak również Elwis (zapewne chciał go struć by ten nie mógł zagrać z Jamesonem). Tylko Kwinto konsekwentnie odmawiał Koniowi, w obawie o to, że do końca turnieju nie zdąży się spłukać. Napoje wszelakiego rodzaju lały się więc strumieniami.
Weterani podobnie jak podczas I Inwazji przywieźli ze sobą płytę CD z utworami muzycznymi dobranymi specjalnie na ten turniej. W tym roku absolutnym hitem okazał się numer znany wszystkim sympatykom darta z niedawnych relacji z mistrzostw. Heńki w duecie z wiśnióweczkami sprawiły, że po jakimś czasie raz po raz wszyscy zgromadzeni w Sekrecie gromkim chórem wykonywali znany wszystkim refren:
Jeden ze stołów był suto zastawiony pokaźnych rozmiarów garncami ze smalcem, miskami pełnymi smakowitych ogórków oraz gigantycznymi bochenkami chleba. Widok ten niemal w euforię wprawił Dziurę, który po drodze martwił się czy w lokalu serwują jakieś jedzonko, ewentualnie czy w jego pobliżu będzie jakiś otwarty sklep spożywczy. Dziura miał w pierwszej rundzie wolny los, umilał więc sobie czekanie na swój mecz pałaszowaniem kolejnych porcji miejscowych przysmaków. Trzeba przyznać, że skutecznie kroku dotrzymywał mu Eli nie zważający na konsekwencje swego obżarstwa (kilogram „do przodu” to wynik na wadze dzień później). Gospodarze byli jednak do II Inwazji
solidnie przygotowani, systematycznie uzupełniając znikający ze stołu asortyment.
W turnieju z okazji II Inwazji (imię Adam zobowiązuje…) wzięło udział 28 zawodników i zawodniczek. Coś jednak czujemy, że za rok na starcie mogą zameldować się setki chętnych do gry i to z całej Polski. Wszystko to przez Rutena, który następnego dnia po wytrzeźwieniu dokonał finansowego bilansu swego uczestnictwa w turnieju. Wyszło to tak: transport 10zł, wrzuty do maszyn 2zł (raz miał maszynę skredytowaną, aby ciąć koszty odpadł szybko po dwóch meczach, choć w jednym nieodpowiedzialnie po 3 legach). Razem złotych dwanaście! Tuzin złociszy za przejazd i pobyt z pełnym wyżywieniem i solidną popitką! (Ruten nie wydał ani złotówki na napoje energetyczne i do dziś nie wie ja kto się stało). Proszę mi pokazać podobne równie przyjazne uczestnikom dowolne zawody sportowe! Pierwsze zgłoszenia spoza darterskiego środowiska mamy już teraz, przed publikacją
niniejszego sprawozdania. Chęć wzięcia udziału w III Inwazji na Konin wyraził tata Elego i Rutena oraz jego trzej szwagrowie: Czechu, Mieciu i Romek. Wyrazili oni nawet gotowość noworocznego pieszego pielgrzymkowania do Sekretu w przypadku braku miejsca w Weteranobusie.
W trakcie trwania zawodów Ruten i Eli tradycyjnie fotografowali wszystko i wszystkich wokoło, celem zgromadzenia obszernego materiału do fotorelacji. Uczestnicy turnieju wiedząc jaki to prestiż zapisać się w historii sprawozdań Weteranów, sami pchali się pod obiektyw. Bezkonkurencyjny w tym okazał się, jakże by inaczej -Kwinto! Jeden z liderów Vikingów okazał się skrzyżowaniem Naomi Campbell i Cindy Crawford. Ten szyk, to uwodzicielskie spojrzenie, ta gracja, te zmysłowe ruchy… Były jednak osoby, którym perspektywa zaistnienia w internecie wybitnie nie przypadła do gustu. Jednoosobowa obsługa baru w formie pani Bożenki stanowczo protestowała
przeciwko fotografowaniu jej samej, a w szczególności jej wyeksponowanego fragmentu czyli klatki piersiowej). Otrzymaliśmy więc zapowiedź skierowania sprawy do sądu w przypadku publikacji jednej z fotek. Widać na niej jedynie wspomnianą klatkę piersiową pani Bożenki, nawet nie w całości, lecz jej wycinek. Stanowczy protest w sprawie tego zdjęcia zdumiał nas niepomiernie, bo nie ma na niej twarzy właścicielki kawałka korpusu. Widać jednak jest on na tyle znany w Koninie, że nie można go rozpowszechniać.
Aferą „Fotogate” poszkodowana zainteresowała w końcu gospodarza turnieju. Sailorripley po dokładnej analizie zdjęcia stanowczo zawyrokował, że koniecznie musi zostaćona wykorzystana w fotorelacji. Nieco nas zdziwiła ta deklaracja, Eli spodziewał się raczej
prośby o jej pominięcie. Sailorripley miał jednak konkretne argumenty za tym, by fragment klatki piersiowej pani Bożenki był ogólnodostępny w sieci: „…Taki proces to skarb! Nawet jak przegracie w pierwszej instancji, możecie się odwoływać. Potem ewentualnie Sąd Najwyższy, a na koniec Trybunał w Strassburgu. Dostaniecie maksymalnie po 5 lat, za dobre sprawowanie wychodzicie po dwóch, góra trzech, ale już jako milionerzy! Cały świat będzie chciał obejrzeć to zdjęcie, pomyślcie tylko, to miliony wejść na stronę Weteranów dziennie! Reklamodawcy będą się zabijać o to by mieć na niej choć centymetr kwadratowy.
A jak byście jeszcze na waszej stronie gdzieś w tym sprawozdaniu dali link do mojej strony, sam bym skorzystał…”. Nie ma co, czujemy się już z Rutenem jak Paris i Nicky Hilton.
Wyjazd z Sekretu do Poznania opóźnili nam maksymalnie Dziura i Kwinto. Ten pierwszy z lewej strony drabinki turniejowej parł do finału jak Ołtarzewska po schab w „Zmiennikach”. Co gorsze, jak tam dotarł to jeszcze musiał wygrać, w dodatku po pięciu legach, jak by nie mógł wygrać z Kapustą w czterech! Kiedy już ze spełnionym Dziurą szykowaliśmy się do opuszczenia Sekretu, Kwinto zarządził swą rewizję osobistą. No cóż, słowo się wcześniej rzekło, trzeba było ją przeprowadzić. Buty były, dokumenty, klucze i lotki również. Niestety Kwinto znalazł w kieszeni jakąś zapomnianą stówę i stanowczo domagał się by ją na miejscu wydać. Zadanie okazało się niemal karkołomne, ponieważ bohaterka „Fotogate” pani Bożenka w ramach protestu jednostronnie zawiesiła działalność podległej jej placówki, czyli baru. Pomogła dopiero mediacja Kapusty, który po finale nie mógł patrzeć na Dziurę i chciał się go pozbyć jak najprędzej. Wspomniana stówka powędrowała do kasy w zamian za kilka Heniów, nieśmiertelne
wiśnióweczki i soczek dla szofera.
Około 1.30 ekipa Weteranobusa w komplecie ruszyła w drogę powrotną. Autostradą do Poznania dojechaliśmy w około godzinę, jednak na miejscu już podczas próby pozbycia się z pokładu pierwszego pasażera – Kwinta wyniknęły problemy, których nikt się nie spodziewał.
Nikt nie wiedział, gdzie mieszka Kwinto, nawet on sam! Faktem jest bezspornym, że zabieraliśmy go nie spod domu, ponieważ Kwinto wyszedł nam naprzeciw. Bez dwóch zdań za rok każdy pasażer będzie musiał wypełnić specjalną ankietę na okoliczność podobnych perypetii. Mijały kolejne minuty, Eli nie bardzo wiedział, co począć, a Kwinto kołysał się rytmicznie na swym miejscu w ewidentnej fazie głębokiego snu.Na całe szczęście około 3 nad ranem Weteranom jakimś cudem udało się doprowadzić
Kwinta do stanu umożliwiającego im próby porozumiewania się z nim. Dialog wyglądał mniej więcej
tak: - Kwinto, gdzie mieszkasz?
- W domu…..
- Ale gdzie mamy cię wysadzić?
- Pod domem…
- A bardziej konkretnie?
- Bubububu…
- Cholera, znowu śpi!
Kwinto ponownie otworzył oczy po kwadransie i o dziwo kontaktował!
Bezbłędnie doprowadził nas do celu jaki sobie założył, następnie po opuszczeniu auta ponownie dokonał inwentaryzacji samego siebie po czym pobiegł do domu po drodze wykonując regularne podskoki przeplatane nieregularnymi przysiadami, ktoś z naszych dostrzegł nawet fikołka z podwójnym tulupem, zakończonego zgrabnym telemarkiem.
Podsumowując: II Inwazja na Konin zakończyła się pełnym powodzeniem! Było wszystko, czego trzeba: świetna zabawa, sprawna organizacja z godziwym poczęstunkiem oraz przyjacielska atmosfera. Wszyscy uczestnicy zapewne na długo zapamiętają te kilka godzin pełnych śmiechu, spędzonych w doborowym towarzystwie. Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na III Inwazję na Konin, na którą już teraz wszystkich serdecznie zapraszamy!
P.S.
Dla potrzeb sprawozdania i w związku z obawą o zdrowie autora, imię barmanki – Marzenka zmieniono na Bożenka.
P.S.2
Lada dzień na stronie ukaże się fotorelacja (oj, dużo tych fotek napstrykalim) oraz 20-minutowy film z Wytwórni Filmów Niskobudżetowych Weteranów S-U.
Dowiedziałem się ze źródła zbliżonego do dobrze poinformowanego, iż sukcesy Weteranów w noworocznym turnieju w Koninie będą stanowiły podstawę do wyselekcjonowania składu wyjściowego na mecz z Jamesonem (czyt. Drzemesonem).
Podobno jakakolwiek wygrana na prawej stronie tabeli rozpiski turniejowej gwarantuje miejsce w pierwszym składzie.
Oczywiście należy wziąć pod uwagę dwie wersje fantastycznych wydarzeń:
wszyscy Weterani wygrywają swoje mecze w pierwszej rundzie turnieju
wszyscy Weterani przegrywają swoje mecze w pierwszej rundzie turnieju
W obu przypadkach kapitan będzie ustalał skład według ksyw w kolejności alfabetycznej*, po uprzedniej kompletnie bezowocnej zadumie na temat: “Czy świat stanął na głowie, czy po prostu wypiłem za dużo tymbarka jabłko-mięta?”
Powyższe reguły nie dotyczą Hansa, który nie bierze udziału w Inwazji na Konin z przyczyn alergicznych (zbyt wysokie stężenie pyłku leszczyny na przełomie grudnia i stycznia w tym rejonie kraju – tak twierdzi Ania, żona Hansa) i jest całkowicie usprawiedliwiony.
Aha i jeszcze ważna rzecz: na noworocznym turnieju w konińskim Sekrecie wolne losy też będą miały dla kapitana znaczenie , może nawet szczególne. Co jak co, ale fart jest równie ważny w darcie co forma.
* - w związku z tym pragnę ogłosić, że od dziś zmieniam ksywkę z Ruten na A’Ruten ; )