| Próbna przymiarka do wyselekcjonowania podstawowego składu podczas piątkowego turnieju zakończyła się klęską.
Weterani do tego przedsezonowego sprawdzianu przystąpili w komplecie, ponieważ absencja Hansa była zaplanowana. Eli nie powiadomił go o zgrupowaniu z prostej przyczyny – Hansa bowiem trzeba trzymać z dala od ławy.
Weterani już kilka dni wcześniej zapowiedzieli przybycie na turniej do Igła, nie dziwiła więc wysoka frekwencja w piątkowy wieczór. Każdy chciał na własne oczy zobaczyć, komu najprawdopodobniej przypadnie rola rezerwowego w szeregach Weteranów. Wynikły z tego pewne komplikacje: Kosek początkowo starał się uparcie rozpisać zawodników do drabinki „16”, po kilku nieudanych próbach zorientował się jednak że nie podoła temu zadaniu.
Zakrojone na szeroką skalę poszukiwania drabinki na 32 graczy przyniosły spodziewane rezultaty, co zmusiło rodzinę pająków okupujących od miesięcy ten skrawek papieru pod ladą do zmiany miejsca zamieszkania. Kosek prowadził zawody sprawnie, co uspokoiło kapitana Weteranów – Eli bowiem obawiał się że może nie dotrzeć na 6 rano do pracy.
Zgromadzony na starcie tłum był na rękę Koniowi, Rutenowi i Ciapkowi.
Każdy z nich mógł przeczuwać, że to właśnie jemu może przypaść rola pierwszego zmiennika. Z braku miejsc siedzących na parterze cała trójka od razu czmychnęła na pięterko, skąd przez długi czas nie wychylali nosa w obawie, by kapitan ich nie dostrzegł i nie poprosił o pozowanie na ławie.
Podczas trwania zawodów doszło do małego zamieszania – Kotek na prawej poległ w walce z Niedźwiedziem. Poproszeni o komentarz do tego wydarzenia Hanna i Antoni Gucwińscy nie byli tym faktem zaskoczenia, jak stwierdzili – w przyrodzie taki wynik nie budzi zdziwienia.
W Igle sam wynik tez nie stanowił większego zaskoczenia, jednak niespodziewana ucieczka Kotka z lokalu i odpuszczenie walki na lewej wywołała już lawinę domysłów. Tenże w takim pośpiechu opuszczał turniej, że dopiero na przystanku autobusowym zorientował się, że przyjechał samochodem i wrócił po kluczyki.
Jedni twierdzili, że Kotek nie był mentalnie przygotowany na porażkę, a co za tym idzie nie miał już kasy na wrzuty. Inni twierdzili, że to zawodnik takiego formatu, że na lewej po prostu grać mu już nie wypada. Eli natomiast był pod takim wrażeniem sprawności z jaką Kotek ewakuował się z Igła, że zaczął rozważać Kotkowe szanse na zastąpienie Arnolda S. w remake’u „Uciekiniera”.
Weterani podczas tego turnieju szału nie zrobili, tłumacząc to pokrętnie przedsezonowym roztrenowaniem. Teraz kilka słów na temat każdego z nich, jak również ich szanse na ławogrzanie po tym, co zaobserwował kapitan Weteranów:
Ruten – najbardziej doświadczony w siedzeniu na ławie, w tej roli w całej lidze ustępuje jedynie Kowalowi z Komputronika. Ruten wygrał 1 (słownie: JEDEN) mecz, forma zdaje się być wyższa niż w minionym sezonie ligowym.
Całkiem sprawnie schodzi, jednak skuteczność na dablach cały czas nieco szwankuje. Duże szanse na grę w pierwszym składzie podczas ligowej inauguracji.
Ciapek – widoczny mały spadek formy, ale to podobno naturalny symptom każdego dartera-dj’a po nagraniu pierwszego miliona elektrosetów. Na dzień dzisiejszy będzie rywalizował z Koniem o miejsce w wyjściowej czwórce, jego atutem mogą okazać się kończące legi „strzały znikąd”. Na bank zagra w derbowym meczu z Siewcami (o ile do niego dojdzie) z Kotkiem J
Koniu – tu sprawa jest najtrudniejsza, bo każdemu sportowcowi potrzebne jest trochę szczęścia, a Koniu niby to szczęście ma, ale zarazem nie umie go wykorzystać.
I tak na dzień dobry Koniu wylosował w turnieju wolny los, jednak później pomimo korzystnego losowania poległ z ręki Elego a następnie Pawła. Atutem Konia jest jego dzika nieobliczalność – w poprzednim sezonie potrafił skompromitować siebie oraz ¾ swojej rodziny przegrywając pewien pojedynek w Agawie, by później gromić Doktora i ratować Weteranom punkt w meczu z Gawronami. Jedno jest pewne, nawet jeżeli Koniu rozpocznie sezon na ławie, to w meczu z Partnerkami dostanie szanse na rehabilitację.
Eli – chyba skazany na pierwszy skład, pomimo permanentnego unikania jakiejkolwiek formy treningów i grania „od święta” forma na przyzwoitym poziomie. Musi tylko poprawić koncentrację podczas gry, bo Eli do tej pory nie ma pojęcia dlaczego w meczu ze Scyzorykiem mając na budziku 49pkt. z premedytacją cisnął lotką w 15, co spowodowało samozaskoczenie i w efekcie porażkę „na własne życzenie”.
Turniej zakończył się wygraną duetu z Agawy (prywatnie podobno nie są razem, zbyt duże różnice anatomiczne), pierwszy był Żółw, a drugi Mini. Trzeci na podium zameldował się Scyzoryk, a o podium otarł się tubylec Niedźwiedź. |