|
W 12 kolejce rozgrywek DLD Weterani zostali według oficjalnych doniesień sprawnie przetrzepani przez zespół Full Team.
Nasi goście zaliczają się do tzw. „Wielkiej Trójki” 1 ligi, w skład której wchodzi również Azteca Poznań oraz – kompletnie nie wiadomo dlaczego – Dream Team Konin.
W związku z faktem, że nasza drużyna nie jest na wojennej ścieżce z żadną z wymienionych ekip, nasz kapitan w trosce o to by topór wojenny nie został odkopany, przed meczem uprzedzał wszystkich, by grać na przysłowiowe „pół gwizdka”.
Wszystko to po to, by broń Boże żadna z w/w drużyn o mocarstwowych ambicjach nie posądziła nas o to, że się na nich specjalnie „spinamy” by pomóc innym w awansie.
Tak więc przed meczem Eli w kazamatach Krokodyla wtajemniczał swych graczy w zawiły trójfazowy plan podłożenia się Wielkiej Trójce, szkicował schematy pudłowania w kluczowych momentach i przedstawiał prastare darterskie arkana blokowania partnera w deblu (to poszło najsprawniej, bo Eli posiłkował się sprawozdaniami jeszcze z czasów, gdy grali u nas Mario z Fryzjerem, do dziś uznawanymi w naszych szeregach za wirtuozów tego typu zagrań).
Nasi zawodnicy nie okazali się odporni na wiedzę nabytą podczas tego małego przedmeczowego zgrupowania, dzięki czemu zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami beztrosko przegrali z Fulltimowcami.
Jak widać po wyniku (0:3 2:8 6:17) symulowaliśmy, że niby walczymy.
Dodatkowo, by nikt z zarządu DLD w niczym się nie połapał, dzięki arcysprytnemu rozpisaniu naszego składu przez sekretarza Rutena podzieliliśmy ten mecz na 3 etapy.
W pierwszym zdecydowanie prowadziliśmy, później pozwoliliśmy, by goście doprowadzili do remisu, by w etapie nr 3 pozwolić im nam odskoczyć. Bez fałszywej skromności możemy stwierdzić, że to był taki darterski plan Marschalla, tylko trochę lepszy.
W trakcie trwania tego szemranego spotkania obdarowaliśmy jednego z naszych zaprzyjaźnionych gości – szacownego Dziurę porcją galartu. Wiedzieliśmy bowiem, że w razie strajku kolejarzy dotrze on do domu nad ranem, a nie miał biedak ze sobą żadnego prowiantu. Po meczu Dziura w ramach wdzięczności zabrał ze sobą naszego kapitana na nieco kaloryczniejszą wyżerkę do McDonald’s-a. Eli sam by tam pewnie nie trafił, bo ostatniego Big Maca jadł 3 lata temu jak jeszcze był kawalerem. Jak jego trener przeczyta to sprawozdanie, to pewnie dostanie z nerwów padaczki…
Kapitan zespołu Full Team po meczu prosił nas usilnie, by nie wpisywać do protokołu że Adam Kwiecień nie grał w ich służbowej koszulce. Podobno kupili Adamowi przed rundą rewanżową stosowny uniform, lecz facet cały czas rośnie i na dzień dzisiejszy ten ciuch sięga mu zaledwie do pępka. Druga koszulka jest już ponoć zamówiona, lecz jeżeli i ta za jakiś czas okaże się za krótka, to Adam zostanie karnie usunięty z ich zespołu za niesubordynację
(miał już kilka ostrzeżeń, by już dalej nie rosnąć, w tym jedno na piśmie) i na jego miejsce zostanie zakontraktowany gracz prezentujący byle jaki poziom, byle tylko nie był wyższy niż 2.10.
Opisany wyżej problem nie jest znany jedynie kapitanowi drużyny Full Team, również Eli jakieś 2 lata temu zamartwiał się z powodu wzrostu Konia, u którego okres dojrzewania rozpoczął się nieco później niż standardowo. Koniu wciąż rósł aż wyrósł z pierwotnego służbowego odzienia. Musieliśmy wtedy zamówić nowe uniformy, bo upadł sklepik, w którym zamawialiśmy nadrukowanie loga na koszulce, a sam Koniu otrzymał od kapitana nakaz palenia przynajmniej jednej paczki papierosów dziennie.
|