Dotkliwa porażka na własnym terenie :/

NAPISAŁ: ROO10, 20 lutego 2009 22:30

Weterani S-U – Valhalla 4:6 (11:14)


Niemal w każdej kolejce ligowej trafi się wynik, którego nikt… nie trafi w Lidze Typerów. Tym razem padło na nas – drużyna Valhalli – ostatnia w tabeli – pokonała nas na naszym terenie…Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, zwłaszcza, że w pierwszej rundzie obecnego sezonu pokonaliśmy Valhallowców 9:1 na ich własnym terenie.Kapitan Weteranów podszedł więc do tego spotkania z dużym dystansem i w wyjściowym składzie znalazła się drużyna “B”. Plan był taki, że jak coś pójdzie nie tak, to Eli wejdzie do gry.  Ten plan nie wypalił, bo Eli zmieniając Rutena wszedł do gry przy wyniku 3:5 dla gości. Być może powinien przyjść z odsieczą wcześniej i zmienić kogoś z pierwszej pary, ale kto mógł przewidzieć, że po rewelacyjnych pierwszych wygranych singlach i wygranym deblu Ciapek i Franek dadzą się pozamiatać jak kurz spod dywanu? Eli wygrał z Maciejem Szymańskim i dał jeszcze Weteranom nadzieję na remis, ale Koniu w meczu z Szymonem nie pokazał praktycznie nic oprócz kwaśnej miny. Szymon (zwany także PiSowcem lub Partyjnym) oba legi skończył trafiając w D14 rozkładając Konia i całą drużynę Weteranów na łopatki.

Przypomnijmy, że w poprzednim sezonie zremisowaliśmy na wyjeździe z Valhallą, a cenny 1 punkt zagwarantował gospodarzom właśnie Szymon, który wygrał z Elim w podobnie szalonym stylu. Od tego czasu Eli cierpi na tzw. syndrom PiSowca, teraz jego los podziela też Koniu. Ruten natomiast cierpi na syndrom Ponurego Brodacza (porażka z Maciejem we wspomnianym wyżej remisowym meczu z 1 sezonu) oraz od teraz na syndrom Hani (nie była to pierwsza porażka Rutena z tą zawodniczką, jakiś czas wcześniej Hania ograła go na turnieju w Delano). Wygląda więc na to, że za około 2 sezony nie będziemy mieli składu na mecz z Valhallą, bo każdy będzie cierpiał na syndrom związany z traumatyczną porażką z jednym z zawodników tej drużyny …

Po konsultacji z kapitanem doszliśmy do wniosku, że za porażkę obwiniamy po całości Konia i jego “kabaretową” formę. Koniu jest też winny kiepskiej formy Rutena w tym meczu, gdyż w drodze na mecz zagadał naszego Prezesa Ławy, uśpił jego czujność opowiadając o tym, jak 3 lata temu pojechał Korbana w Unrealu i tym samym podał go kanarom jak na patelni. Ruten uboższy o 140 złociszy nie czuł już wiatru w żagle…

Podsumowując całe to sportowe widowisko, jakim był mecz Weteranów z Valhallą, najlepiej będzie zacytować słowa Macieja, które w szoku jeszcze będąc wypowiedział na koniec: “To nasza pierwsza w historii wygrana z nie-żeńską drużyną;)

Na koniec nutka nadziei: Koniu dotknięty porażką postanowił zakończyć 3-miesięczną przerwę w treningach i szarpnął się nawet na tarczę sizalową! Na zdjęciu obok widać euforię w związku z sensacyjnym zakupem! No, to teraz już jesteśmy spokojni…

Konin nadal niepodbity!

NAPISAŁ: ROO10, 9 lutego 2009 13:58

Dream Team Konin – Weterani S-U 7:3 (15:10)


Przed naszym wyjazdem do Konina sytuacja w tabeli wyglądała obiecująco. Zajmowaliśmy zaszczytne i prestiżowe zarazem II miejsce w tabeli. Wiadomo, że wynikało to z faktu, iż inne drużyny miały do rozegrania zaległe mecze, no ale i tak naszej radości nie było końca. Fakty pozostają jednak faktami: oto w przeddzień naszego meczu Marzyciele zawitali do Poznania, aby rozegrać dwa mecze (z Delano i Aztecą) i wyjechali ze stolicy Wielkopolski z 6-ma punktami. Mieliśmy więc podstawy podejrzewać, że nasi niedzielni rywale dysponują wysoką formą. Pamiętawszy jeszcze nasze poprzednie potyczki z Sailorem i jego kompanami, w których dostawaliśmy niezłego łupnia, nastawiliśmy się raczej na wycieczkowy melanż niźli wojenną eskapadę.

Nasz plan podboju Konina i związany z nim sukces oparliśmy głównie na doskonałemu przygotowaniu logistycznemu. Rozpoczęliśmy od zgrupowania na Rondzie Śródka, gdzie na stacji benzynowej Eli zaopatrzył się w wysokooktanowe paliwo, a reszta zespołu też w paliwo, jeno wysokoprocentowe, co by animuszu sobie dodać i drżenie rąk powstrzymać. Warto tu zacytować słowa, które na mityngu dartowo-alkoholowym wypowiedział kiedyś Yunnan w poetyckim nastroju będąc: “Każdy mistrz ma swą tajemnicę, ja bez browara lotki nie chwycę”.

Warunki samej podróży mieliśmy doskonałe. Sączyliśmy wspomniane wyżej napoje, wszyscy byli zadowoleni, a jako że Eli odpalił nawigację GPS, nikt nie stresował się tym, że Ruten zaserwuje wycieczkę krajoznawczą. Warto wspomnieć o niesłychanie barwnym gawędziarstwie, jakim raczył nas Ciapek. W swym niekontrolowanym słowotoku poruszył szereg godnmych uwagi wątków, w tym historię jego romansu z sąsiadką, która później gziła się z jechowym, który to ciągle w pracy czytał biblię i jadł paprykarz. W historię tego mezaliansu Ciapek sprytnie wplątał krótką naukę pt. “Jak wyrwać kobietę proponując jej naprawę bojlera gazowego”. A potem już tylko rutynowa przerwa na siku (Hans wytrzymał prawie 50km w agonalnym stanie w związku z silną potrzebą, to nowy rekord naszych wypraw) i dumnie przekroczyliśmy lekko chwiejnym krokiem próg pubu Sekret.

Nie ma się co szczypać, Drimtimowcy zawsze dawali nam łupnia, zdziwił więc i nas i gospodarzy wynik po pierwszych czterech meczach singlowych: 3:1 dla nas! Szczęśliwcy to Ciapek, Eli i Hans. Niefart natomiast prześladował Holla, który w pierwszym legu objął prowadzenie trafiając D5, by później przegrać dwa następne legi, w końcówce których nie brakowało dramaturgii, każdy mógł trafić dabla… Zabrakło szczęścia Tomkowi, no ale zagrał pieknie, to fakt.

Dramaturgii nie brakowało także w meczach deblowych, które Weterani niestety przegrali każdy po 1:2. Szkoda zwłaszcza meczu Eli + Holl versus Sailor + Rafał. Eli mógł rozstrzygnąć mecz zapewniając Weteranom kolejny cenny punkt, miał ok. 200pkt przewagi nad pozostałymi graczami, wystawił dabla, ale niestety Holl wypalił się i zablokował kapitana na amen…Wygrywając oba deble gospodarze doprowadzili do remisu 3:3, stało się jasne, że będzie nerwówka. No i przegraliśmy wszystkie cztery nastepne single.

Za Holla wszedł Ruten, który w obu legach wystawił 32 ale nie miał okazji spróbować tam trafić – nie dał mu ich jego rywal Julek, który przy dablach był bezwzględny. Pozostała trójka przegrała w podobnym stylu. Te ostatnie single, jak i cały mecz pokazały, że Dream Team to drużyna o klasę lepsza, a jej zawodnicy są ograni, widać, że spędzają sporo czasu przy maszynach w Sekrecie. No cóż, nie udało się, mimo, że gospodarze okazali się jak zwykle gościnni i zapuścili w pubie naszą ulubioną składankę hitów. Pozostało nam spakować manatki, dopić bronki i liczyć na to, że w drodze powrotnej Ciapek znów opowie nam o swych miłosnych podbojach. Ale Ciapek jakoś pary z gęby nie chciał wypuścić… pewnie motyw z bojlerem przeszedł tylko raz hihi :)

Na koniec tego sprawozdania, aby dodać nieco kolorytu, zamieszczamy wersję Błażeja, o napisanie której go poprosiliśmy. Błażej ochoczo spełnił naszą prośbę, poniżej efekty:

W 9 kolejce 1 ligi DLD Dream Team Konin pokonał u siebie Weteranów S-U 7:3  (15:10). W pierwszym meczu singlowym Julek zmierzył się z Elim, któremu uległ 0:2. Na prawej maszynie natomiast Roman rozprawił się z Tomkiem, choć ten stawiał opór. W kolejnym meczu Błażej uległ Hansowi przegrywając 0:2, podczas gdy na sąsiedniej maszynie mimo zaciętej walki Rafał nie poradził sobie z będącej w dobrej tego dnia formie Ciapkiem. Po nie najlepszym dla gospodarzy początku przyszedł czas na mecze deblowe, które już należały do drużyny z Konina. Roman z Julkiem ograli duet Hans/Ciapek (2:1), a w drugim deblu Błażej z Rafałem rozprawili się z Ciapkiem i Elim wygrywając 2:1. Od tego momentu inicjatywa należała już do Dream Teamu. Julek wygrał nastepnego singla z Rutenem, który zastąpił Holla. Roman po bardzo wyrównanym pojedynku ograł Elego 2:1, natomiast Błażej wygrał z Ciapkiem 2:0, ocierając się o skończenie ze 145, z tym że zupełnie pechowo już pierwsza lotka nie trafiła w T15 (chybił minimalnie). Szkoda, szkoda… naprawdę szkoda. Rafał natomiast gładko rozprawił się z Hansem i ustalił wynik meczu na 7:3 dla gospodarzy. Dziękujemy za emocjonujący mecz.

;P

Rokietnica nową stolicą wielkopolskiego darta?

NAPISAŁ: ROO10, 7 lutego 2009 18:41
IMG_0041.jpg
W piątek 6 lutego 2009 kapitan Gawrona – Doktor zorganizował turniej z okazji swoich 43 urodzin. Jest to niewątpliwie kolejna udana impreza zorganizowana w restauracji “Pod Gruszą”. Wygląda na to, że Doktor zna się na organizowaniu turniejów równie dobrze, co na przebiegu operacji wycięcia migdałków czy leczeniu chronicznego nieżytu nosa ;)  Kto wie, może Doktor niedługo wynajdzie szczepionkę na dartitis?

Turniej cieszył się w miarę niezłą frekfencją. Gospodarz pokazał czym jest tradycyjna starorokietnicka gościnność. Zadbał m.innymi o to, aby gościom nie burczało z głodu w brzuchu – zorganizował coś a’la szwedzki stół, nie zabrakło pysznego świeżego chleba, był smalec i ogórki, były też jakieś specjały w galarecie, nie potrafię precyzyjnie podać ich nazwy bo żaden ze mnie znawca kulinarny, ale to było coś przypominającego paszteciki. No ale mniejasza z tym jak się to nazywało, grunt, że było wyborne! 

W gardle również gościom nie zaschło. Można było uraczyć się piwkiem, wódeczką rozlaną w kielonki, jubilat nie zapomniał także o abstynentach – sok też był :) Cała impreza przypominała zmiksowanego PeDeCa z weseliskiem :) Ah, gdyby każdy turniej rangi okręgowej czy krajowej wyglądał podobnie…

W Restauracji “Pod Gruszą” stoją dobrze spisujące się maszyny, dobre oświetlenie, brak hałasu, brak dymu i duzo miejsca dla kibiców i grających – to dodatkowe atuty, z którymi już się zetknęliśmy na poprzednich turniejach w Rokietnicy.  

W trakcie trwania turnieju Doktor wylosował także nagrody – niespodzianki: piwka oraz gadżety: notesiki do zapisywania maksów, czapki, pokrowce na komórki. Tę ostatnią nagrodę wylosował Ruten, na pocieszenie, ale jego Panasonic GD90 nie mieści się w tym małym wełnianym czerwonym kejsiku. Jak pech to pech ;)

Na koniec Doktor zapowiedział, że w przyszłym roku obchodzi okrągłe 44-te urodziny, a jako że okrągłe, to pewnie będzie jeszcze większa feta, może nawet zagra orkiestra dęta OSP? ;) Tak czy owak oby na nastepny turniej w Rokietnicy nie przyszło nam czekać cały rok.

Zawody wygrał Robert “Żółw” Kaźmierczak, który w finale pokonał rewelacyjną tego dnia Olkę Boniecką. Olka pokonała w finale lewej strony tabeli Doktora, który zajął trzecie miejsce. Gratulacje dla wszystkich!

Nie wiem, ile padło maksów, ale na pewno jednego 180 rzucił Johnson już w pierwszej rundzie turnieju. Co za forma!

Fotorelacja z imprezy  do wglądu w Galerii w dziale “Inne Turnieje”.

Sprawozdanie z meczu Delano – Weterani S-U

NAPISAŁ: ROO10, 3 lutego 2009 12:14

Delano – Weterani S-U 5:5 (13:14)


Z dużym poślizgiem, ale w końcu warto napisać kilka słów na temat dramatycznego spotkania dwóch pierwszoligowych (jak to pięknie brzmi) drużyn, do którego doszło w 8 kolejce DLD. No cóż, niespodzianki nie ma, znów remis i obie drużyny czują niedosyt. Wynik tego meczu nie był trudny do przewidzenia, wystarczyło przypomnieć sobie rezultaty z poprzednich starć Weteranów z Delanowcami (dawniej Farutexowcami):

20 12 2006
Weterani S-U – Farutex     6:4 (13:10)

16 04 2007
Farutex – Weterani S-U     4:6 (13:15)

16 10 2007
Weterani S-U – Delano     5:5 (13:14)

29 11 2007
Delano D.T. – Weterani S-U 7:3 (16:9)

6 03 2008
Delano D.T. – Weterani S-U     5:5 (13:13)

18 05 2008
Weterani S-U – Delano D.T.     5:5 (14:12)

Weterani wystąpili w osłabionym składzie. Eli zmożony grypą ledwo stał na nogach, o tym jak mocno go “siekło” niech świadczy fakt, że po meczu deblowym sam się posadził na ławę, co więcej, za siebie wstawił do gry Rutena i tym samym kompletnie osłabił morale drużyny;)

Na meczu nie był obecny także Koniu, który wdał się w konflikt z prawem. Początkowo Koniu ściemniał, że nie będzie go bo spadł śnieg i musi jechać do babci odśnieżać ganek, ale szybko wyszła na jaw prawdziwa przyczyna jego nieobecności, a żeby tego było mało, dowiedzieliśmy się o tym z internetu! Oto link do wiadomości na ten temat:

http://wiadomosci.onet.pl/6457788,448,item.html

Skład drużyny gospodarzy również inny, niż się spodziewaliśmy. Brak Darka “Zelówy” to niewątpliwie duże osłabienie dla drużyny z Roosevelta. Nie ukrywamy, że sporą niespodzianką był dla nas wyjściowy skład, na jaki zdecydował się Johnson. Zabrakło w nim Endriu, którego zastąpił osobnik zwany Młodym. Zasadniczo pierwszy raz widzieliśmy Młodego na oczy, nikt z nas nie wiedział jak gra (no może oprócz Hansa, ale on się do tego przyznał dopiero po meczu, co Elemu za bardzo nie pomogło w wyznaczeniu wyjściowego składu, bo jak powiedział “Duce” w wywiadzie ze sobą: “Z wyznaczaniem składu problem jest taki, że dopiero po meczu wiadomo jak kto zagrał“. – co prawda to prawda).

Wszyscy byli ciekawi kim jest ten Młody, nie dość, że nikt go nie znał i nie wie jak gra, to jeszcze Młody był wiekowo niemłody,  a to dodatkowo zaintrygowało. Ciekawość przerodziła się z czasem w lekkie obawy, bo nasz kapitan przegrał z nim pierwszego lega. Podwójna 18-tka zaliczona przez Młodego pierwszą lotką wywołała wśród Weteranów pewne obawy odnośnie wyniku tego seta. Na szczęście Eli zachował zimną krew, doprowadził do remisu a w trzecim legu rozstrzygnął wynik na swoją korzyść zaliczając w grze o środki czerwonego bulla.

Ciapek z Hansem wygrali po 2:0 swoje mecze, Holl uległ Johnsonowi 1:2, więc ogólnie było dobrze, prowadziliśmy 3:1. W deblach obie drużyny zainkasowały po jednym punkcie i było już 4:2 dla nas. Zaczęła się nerwówka, ale raczej byliśmy pewni wygranej, widzieliśmy w końcu, że Hans nałożył kolejną warstwę kremu na dłonie.

Holl z Rutenem przegrali swoje mecze. Większe szanse miał Holl, ugrał jednego lega. Ruten z będącym tego dnia w wysokiej formie Johnsonem nie miał szans, co prawda miał w drugim legu trzy lotki na wystawionego “topa”, ale po pierwsze – w przypadku Rutena to jeszcze nic nie znaczy, a po drugie – w ogólnym rozrachunku Johnson był poza zasięgiem.

Przy stanie 4:4 rozgrywano dwa ostatnie pojedynki. Na lewej maszynie Hans z Gazą, na prawej Ciapek ze Strykiem. Hans trafił szajbę i odetchnął z ulgą zapewniając Weteranom remis. Pozostał ostatni mecz i przy stanie 1:1 w lokalu zapadła grobowa cisza. Słychać było tylko bulgoczącą w garnku na zapleczu wodę, w której niewątpliwie dochodziła biała kiełbasa, oraz te słynne jadowite cichacze, które z nerwów puszczał Ciapek. Jakże wszystkich sparaliżowało, kiedy okazało się, że w trzecim legu 45 lotek to dla obu darterów zbyt mało, aby skończyć lega. I było już wiadomo – gra o środki – o wszystko!

Ciapek rzuca pierwszy – jego strzała znikąd trafia w 25! Eli i inni Weterani stojący z tyłu podnoszą ręce w górę. Stryku ma żelazne nerwy, staje na lini rzutu i trafia 25, po czym rzuca ponownie i znów trafia 25! Delanowcy nie kryją euforii. Ciapek rzuca ostatnią lotkę w tym meczu, trafia o jedną kropkę od bulla i tym samym ustala wynik meczu na 5:5! Weterani czują stratę 2 pkt, Delanowcy czują, że uciekli katu spod topora. Obie drużyny tradycyjnie po meczu odczuły niedosyt. Ale po chwili wszyscy wykazują ogólne zadowolenie z wyniku i całego spotkania. Z wielu ust padają słowa: “Jak zwykle remis hehe”.

W meczu padł maks 180pkt autorstwa Hansa, oraz 32 “makdonaldy” w tym 1/3 wszystkich na koncie Rutena.

Wkrótce sprawozdanie z wyjazdu do Konina.

 
| Yunnan | OpenSite www |
| Kursy maturalne | Domy prefabrykowane | Üebersetzer in Polnisch |