|
|
Derby Krokodyla – na ten mecz czekali chyba wszyscy bywalcy klubu Igieł 84. Dało się zauważyć, że kapitanowie obu drużyn już na kilka dni przed terminem rozpoczęli przygotowania. Czarex postawił na ściemę, że niby to składu nie ma, próbował nawet przełożyć termin meczu. Poza tym po sensacji 6-tej kolejki ligowej – porażce Siewców z Partnerkami, Kotek zapowiedział podobno, że zawiesza chwilowo swoją wielką sportową karierę i że przez najbliższy miesiąc musi odpocząć. Później okazało się, że jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w Igle Siewcy stawili się jedynie bez Kuby Frankowskiego, który był w pracy.
Weterani stawili się w Igle w pełnym składzie, zazwyczaj standardowo oznaczało to rozterki kapitana dotyczące wyznaczenia składu, jednak tym razem Eli skład obmyślił sobie w głowie dużo wcześniej (może nawet w poprzednim roku:D ) Eli postawił jak zwykle na siebie i Hansa, resztę wyjściowego składu uzupełnił zawodnikami, którzy najintensywniej trenują na terenie Krokodyla: Ciapkiem i Hollem. Dodatkowo Eli maksymalnie wzmocnił skład przykuwawszy Rutena zszywaczem do ławy. I był to strzał w dziesiątkę, bo jak wiadomo – na ważnych meczach grzać ławę nie może byle niedoświadczony rezerwowy.
Tłok był w lokalu niczym na wiecu przedwyborczym Krzysztofa Kononowicza! Trening przedmeczowy przypominał rozgrzewkę na turnieju PDC, były dwie maszyny, zawodników kilkunastu, a jak wiadomo każdy chciał rzucić, każdy chciał pokazać swemu kapitanowi, że jest gotowy wziąć na swoje barki ciężar meczowego stresu. Uformowały się kolejki do maszyny niczym kolejki po schab za PRL-u. Momentami można było wyjść do toalety na dłużej, wrócić i nie stracić miejsca w kolejce!
Właściciele lokalu wiedząc, że derby Krokodyla to wydarzenie najwyższej rangi, słusznie spodziewali się wysokiej frekwencji i przygotowali na tę okoliczność szereg atrakcji, Paweł dzień wcześniej wymienił baterie w pilocie do tv, a Aga zaprezentowała tuż przed meczem pokaz curlingu (patrz zdjęcia).
Przed meczem Hans, który do tej pory grał dobrze, tylko… przegrywał, zapewniał nas, że z Siewcami zdobędzie w końcu punkty. Traktowaliśmy te zapewnienia z przymrużeniem oka, a Eli niczym rasowy detektyw postanowił bacznie obserwować Hansa. Ten początkowo zachowywał się normalnie, czyli siedział grzecznie, pił browary i palił fajki. Po chwili jednak Hans dyskretnie rozejrzał się dookoła i widząc, że nikt nie zwraca na niego uwagi błyskawicznie schował swe dłonie pod blat stolika, po czym rozpoczął tam nimi wykonywać rytmiczne ruchy…
Po kilku chwilach Hansowe dłonie ujrzały światło dzienne, ale już w rękawiczkach! Na pytania nie było już czasu… Rozpoczynał się mecz.
W pierwszych dwóch singlach Eli z Hollem zdobyli dwa punkty, dzięki czemu morale całej drużyny wzrosło, byliśmy jednak ostrożni, nauczeni meczem z Full Teamem. Ciapek poległ z ręki Kotka, sporo emocji przyniósł mecz Hansa z Bułą. W pierwszym legu Siewca nie wykorzystał wielu szans na trafienie dabla i Hans objął prowadzenie, później było już 1:1 i coraz większa nerwówka. Ostatecznie bardziej zimnokrwisty okazał się Weteran i trafił decydującego dabla. Było 3:1 dla nas.
Hans rozgrzany pozostał na parkiecie i od razu rozpoczął debla z Ciapkiem w parze. Na ten mecz Czarex zrobił już zmianę i za Grzegorza do gry wpuścił Harry’ego. Ale Hans był już zbyt rozgrzany, żeby oddać gospodarzom punkt. Jego końcowe dable były już dużo pewniejsze niż w meczu singlowym, w pierwszym legu mając na liczniku 90 pkt. sprawę rozwiązał dwoma lotkami (T18 D18), czym wywołał wśród swych kamratów euforię. Hans pewym rzutem zakończył również drugiego lega, był w tym deblu egzekutorem, nie należy jednak umniejszać zasług Ciapka, który pięknie “schodził” a potrójne 19-chy dzwoniły mu, że normalnie klękajcie narody
Drugi mecz deblowy to największa nerwówka tego wieczoru. Buła z Kotkiem versus Eli i Holl, czyli prawie 30 minut obgryzania paznokci.
Weterani wygrali pierwszego lega, dwa kolejne padły jednak łupem Siewców. Szczególnie Eli mógł sobie później pluć w brodę. Miał wiele szans na to by kolejny meczowy punkcik dopisali sobie Weterani, kiedy jednak na dablach naszego kapitana dopadał jakiś paraliż, to Kotek mrucząc coś pod nosem pokazywał pazurki i zamykał bardzo sprawnie.
Tak więc po deblach prowadziliśmy 4:2 i już tylko jeden punkt dzielił nas od wykonania planu minimum, czyli wywalczenia na wyjeździe remisu. Eli jednak był już w tym momencie pewny wygranej, pozwolił sobie nawet na antycypowanie. Zapowiedział bowiem Hansowi i Ciapkowi, że już nie zagrają w tym meczu, bo za chwilę on i Holl wygrają swe single i do gry wejdą zmiennicy.
Tak tez się stało. Eli w „kapitańskim tangu” pokonał Czarka 2:0, choć trzeba przyznać, że równie dobrze to Czarek mógł cieszyć się z wygranej w takim samym rozmiarze. Kapitan Weteranów był jednak skuteczniejszy na dablach.
Na sąsiedniej maszynie pojedynek był równie zacięty. Harry prowadził 1:0, Holl wyrównał, by w trzeciego lega zakończyć piorunującym zejściem T20 D32! BRAWO! Warto dodać, że oba te single Weterani zakończyli w odstępie dosłownie kilku sekund, więc w naszych szeregach zapanowała prawdziwa euforia!
Na ostatnie single, zgodnie z wcześniejszymi założeniami Eli wprowadził do gry Franka i Konia. Wszyscy byli zadowoleni: Hans z Ciapkiem – bo mogli sobie w spokoju sączyć browarki, Ruten – bo wiedział że statystyk sobie nie popsuje, no i Franek z Koniem, z których ten pierwszy aż się trząsł by wystawić swe legendarne D15, a drugi się cieszył, bo cała reszta się cieszyła.
Nasi zmiennicy polegli solidarnie po 1:2 z Bułą i Kotkiem. Temu drugiemu (który po meczu miał minę jakby właśnie stracił szansę na mistrzostwo świata) kapitan Weteranów jednogłośnie przyznał nagrodę MVP MECZU!
Może ta nagroda osłodzi biedakowi gorycz porażki, a jednocześnie ten nasz przyszły nowy Taylor będzie miał o czym opowiadać przez najbliższe pół roku.
Po meczu Eli nie wytrzymał i zapytał Hansa, co to za obrzędy voodoo odprawiał w rękawiczkach pod stołem. Hans ujawnił kapitanowi swą tajemnicę: otóż stosuje on specjalny krem do delikatnych dłoni, bez którego nie jest w stanie wygrywać. A rękawiczki stosował po to, by krem wchłaniał się szybciej w wyższej temperaturze.
|
|
|
| Dłonie Hansa przed nakremowaniem |
Dłonie Hansa po nakremowaniu |
Cudowny krem, którego używa Hans. Aby dochować tajemnicy, musieliśmy zakryć nazwę. |
Na wieść o tajemniczym mazidle Franek błagał później Hansa o kilka gramów tego cudownego środka. Ciapek szybko go jednak sprowadził na ziemię mówiąc mu, że potrzebuje nie kilka gramów do dłoni, ale pełne wiadro i najlepiej żeby się cały wysmarował, to może po takiej kuracji trafi kiedyś innego dabla niż d15.
Na koniec ciekawostka medyczna: podczas I Inwazji na Konin Błażej “Sailorripley” opisał nam dziwaczny syndrom D A R T I T I S, czyli niezdolność do puszczenia lotki. Otóż zawodnik stojący przed maszyną tak mocno obawia się spartolić, że zwleka w nieskończoność z oddaniem rzutu.
Jak udało się nam zaobserwować, pierwsze symptomy tejże przypadłości dopadły już chyba Hansa. Na dzień dzisiejszy nie wiemy, czy dartitis jest zaraźliwy. Jeżeli tak, to jaką drogą się przenosi? Czy dartitisa można leczyć na kasę chorych?
Jeżeli ktoś ma jakieś doświadczenia z dartitisem, w imieniu Hansa prosimy o kontakt celem wymiany doświadczeń i wspólnej walki z tą darterską dżumą XXI wieku. |