|
W poniedziałek 17-go listopada 2008 gościliśmy na własnym terenie zawsze groźną drużynę Azteca. Mieliśmy mieszane nastroje, z jednej strony mieliśmy nadzieję, że skoro nasi rywale w meczu I kolejki podzielili się punktami z chłopakami z Delano, to i my możemy mieć co najmniej remis, z drugiej zaś strony już kilka dni wcześniej wiedzieliśmy, że kapitan przyjezdnych ArNo znacznie wzmocni Indian swoją nieobecnością.
Przed meczem jak zwykle w głowie Elego zrobił się mętlik. Nasz kapitan znany jest z rozterek przedmeczowych dotyczących wyznaczenia składu, tym razem miał jeszcze większy dylemat, bo Weterani stawili się w Igle w komplecie, tak więc jeden z nas nie mógł być wpisany do protokołu nawet jako rezerwowy.
Przedmeczowa selekcja w postaci kilku treningowych meczyków w 501 niestety nie wyłoniła faworytów, toteż Eli postanowił wnikliwiej sprawdzić, kto ma jaką formę (patrz zdjęcia). No i problem się rozwiązał
Już pierwsze single przyniosły sporo emocji. Co prawda tylko Eli zdobył punkt, ale Hans i Koniu mieli spore szanse, urwali przeciwnikom lega, niestety tego dnia obaj nie mieli opanowanych kończących lotek, Hans w decydującym legu rozmieniał niczym Mario w czasie swej największej świetności, Koniu natomiast… zrobił to samo co Hans Tomek natomiast starał się trzymać fason w meczu z Rybą, ale prawda jest taka, że szans większych nie miał. Ryba kilka razy rzucił po 140pkt i tyle było z rywalizacji…
Po pierwszym meczu deblowym było już 4:1 dla gości, sytuacja robiła się beznadziejna, ale Weteranom nie opadły skrzydła, bo w drugim deblu Koniu z Elim po morderczej walce zdobyli kolejny punkt! Po pierwszym legu prowadzili 1:0, a drugi leg obaj rozpoczęli rzucając po 140! Później zrobiło się 1:1, w ostatnim legu natomiast Waldek Ruta znacznie zwolnił i tym samym przyblokował swojego partnera. Weterani mieli już Rybę na patelni. Wystarczyło tylko dodać oliwy i podsmażyć. Eli długo nie czekał i trafiając dabla zmienił wynik meczu na 4:2 dla drużyny gości.
Warto w tym miejscu wspomnieć, że w połowie meczu nasz kapitan w ramach szeroko pojętej gościnności wręczył Miniemu (zastępującemu tego dnia ArNo) klucz do indywidualnej toalety, aby ten jako kapitan przyjezdnych mógł komfortowo i w ekskluzywnych warunkach załatwiać swe potrzeby. Jakiś czas później wzruszony Mini ze łzami w oczach stwierdził, że jeszcze nigdy nie miał w ręku różowego papieru toaletowego i że tak mu się to kapitanowanie spodobało, że rozważa zdetronizowanie ArNo, lub założenie własnej drużyny w przyszłym sezonie.
No ale wróćmy do meczu. Pozostały cztery single, musieliśmy wygrać trzy z nich aby mieć remis. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, ale że jest to możliwe. Hans załamany swoją formą poprosił o zmianę, ale Eli spoglądając na ławę rezerwowych i siedzących na niej Ciapka i Rutena ubłagał Hansa, aby jeszcze zagrał w ostatnim singlu. Tak więc do boju ruszyli Hans i Koniu… i obaj prowadzili 1:0 w legach! W Weteranach znów narodziła się nadzieja, wiedzieliśmy, że jeśli obaj wygrają swoje mecze, to zdeterminowany jak nigdy Eli zdobędzie dla nas piąty punkt. Ale stało się inaczej, Hans i Koniu dali ciała i Azteca miała już zapewnione zwycięstwo.
W tej sytuacji kapitan spuścił z łańcucha rezerwowych, aby sobie troszkę pohasali w meczach o pietruszkę. Ciapek miał więcej szczęścia niż Ruten, bo trafił na Miniego, który na ten mecz wprowadził sam siebie do gry, aby się sprytnie podłożyć i ustalić wynik meczu pod swoje zakłady w Lidze Typerów. Być może Ciapek będzie w kuluarach zdecydowanie zaprzeczał, jakoby jego zwycięstwo nie było zasługą jego wysokiej formy, ale było właśnie tak jak wyżej opisano
Ostatecznie Azteca urwała nam 7 setów, pozostało symbolicznie się sfotografować, podpisać protokół oraz tradycyjnie obdarować drużynę rywali skromnym upominkiem – ziołami z Herbapolu (nie nasączonymi muchozolem, naprawdę).
W meczu padł 1 (słownie: jeden) maks 180pkt. autorstwa M. Marciniaka oraz 32 Makdonaldy 26pkt. autorstwa Weteranów. Gratulacje dla wszystkich!
W rundzie rewanżowej zamierzamy przyrządzić Rybę po grecku według tradycyjnego staropolskiego przepisu.
|