Rapid Środa Wlkp. – Weterani S-U 6:4 (14:11)
Rapidzianie zaskoczyli nas podwójnie. Po pierwsze – zmienili siedzibę na inny – niezwykle trudny do znalezienia lokal. Ten mecz okazał się dla nas trudny już na godzinę przed jego rozpoczęciem, Eli z Rutenem w drodze z Jerzykowa do Środy Wielkopolskiej zgubili się co najmniej 9 razy, z czego większość nawigacyjnych pomyłek nastąpiła w samym mieście docelowym. No, ale nie ma tego złego… jak mówi staropolskie przysłowie: nigdy nie jest zły moment na zwiedzanie Środy Wlkp. Warto przy tym zaznaczyć, że Ruten ani razu nie pokusił się o nawigację, Eli znając nawigacyjne zdolności swego brata postanowił zaufać miejscowym tubylcom płci pięknej, dla których LEWO i PRAWO to zasadniczo to samo.
Po drugie – w nowym lokalu było… ciepło. Nie byliśmy na to przygotowani, w poprzedniej siedzibie (Dobosz) temperatura o tej porze roku oscylowała między 3-5 stopni Celsjusza. Nie ma się więc co dziwić, że kalesony i grube wełniane skarpety zakupione w zestawach u górali na straganie pod Okrąglakiem okazały się dla nas zgubą.
Na miejscu stawiliśmy się w pełnym składzie. Koniu dojechał prosto z Jarocina, gdzie negocjował z jednym gospodarzem zakup połowy świnioka na swoje planowane wesele. Wywnioskowaliśmy to po resztkach kaszanki w kącikach jego ust, zapewne był to efekt negocjacji i tak zwanej próby smaku. Warto zauważyć, że Koniu na wesele oszczędza chyba na czym się da, bo u fryzjera nie był pewnie z rok (patrz fotki).
Teraz o samym meczu.
W wyjściowym składzie znaleźli się: Eli, Elwis, Radas i Koniu. Elwis jako jedyny nie zawiódł, reszta dostała baty. Najbardziej szkoda meczu Elego, gdzie nasz kapitan miał brylantowe rozmianki i często dzwoniło ale zawiodły dable (na D4 Elemu nie wystarczyło 9 lotek, o zgrozo!).
Po meczach singlowych nie straciliśmy nadziei, wszak było 1-3 dla gospodarzy, ale sekretarz Ruten opanowując nerwy kolejnymi drinami zachowywał zimną krew.
Mecze deblowe przyniosły podział punktów, ogólnie były nudne więc nie ma się co nad nimi rozpisywać, blokowanie z obu stron, mało dzwonków – standard jak na 2 ligę
Po deblach gospodarze prowadzili 4:2 i nie ukrywali, że mają chrapkę zgarnąć komplet punktów. Wobec tego i mimo “takiej se” postawy Weteranów w dotychczasowych meczach sekretarz Ruten nie zdecydował się na zmiany przed deblami, nadal widząc potencjał w swych owieczkach.
Eli stoczył zacięty pojedynek z Piotrem Tomczakiem – onegdaj “naszym człowiekiem w Środzie Wielkopolskiej”. Piotr wygrał pierwszego lega czym wzbudził aplauz wśród swoich kompanów (i kompanijek – bo była wśród nich Ksenia), jednak Eli widząc jak radzi sobie Koniu na sąsiedniej maszynie wziął się w garść, zamówił jeszcze jedną słabą kawę i wygrał mecz 2:1. A Koniu – no co tu dużo mówić: wymiótł. W pierwszym legu maks 180, drugiego lega skończył ze 146 pkt. i zyskał dożywotnią chwałę, a może nawet i poklask. Tu już nie ma miejsca na tradycyjne dla Weteranów wzajemne dupolizanie – trzeba przyznać, że to już jest wyczyn!
W tym momencie wynik meczu to 4:4 i wróciliśmy do gry! Podniecony tym faktem Ruten dokonał zmiany i wszedł za Radasa, któremu porażka z Ksenią wyraźnie podcięła skrzydła. W ostatnim meczu singlowym wystąpił Elwis, który wcześniej prosił o zmianę argumentując to tym, że jest głodny, jednak Ruten zauważył, że po skonsumowaniu tortilli zakupionej w miejscowym barze Elwis wyraźnie się ożywił, tak więc Elwis pozostał w grze.
Gospodarze wyraźnie przeczuwając zbliżającą się klęskę dokonali aż dwóch zmian, widząc, że najedzony do syta Elwis jest groźniejszy niż kiedykolwiek wcześniej oraz zdając sobie sprawę, że Ruten po skonsumowaniu zawartości przemyconej ukradkiem do lokalu piersióweczki również będzie niebezpieczny.
No i zaczął się dramat w dwóch aktach. Elwis walczył jak lew jednak mięso wchodzące w skład tortilli było chyba nieświeże, bo nasz zawodnik nie uporał się z Maciejem i gospodarze mieli w tym momencie remis. Cała uwaga wszystkich obecnych w lokalu skierowana została na drugą maszynę gdzie Ruten przy stanie 1:1 w legach nie wykorzystał 3 lotek na d8 i skończyło się na decydującej grze o środek. Wraz z dźwiękiem maszyny sygnalizującej zakończenie 15-tej rundy kursy na Rutena u bukmacherów wzrosły z 15 do 350. No i niestety sekretarz nie dał rady, rzucił (jak na niego) w miarę blisko środka, ale rywal trafił 50 i pozbawił Weteranów marzeń o remisie.
Podsumowując.
Rapidzianie zasłużyli na zwycięstwo, sprali nas, byli dziś lepszą drużyną. Wykorzystali sprytnie fakt, że my w ogóle nie trenujemy, jednak zaznaczamy, że nas bynajmniej nie zmotywowali do rozpoczęcia treningów
Weterani nie trenują – to nasza dewiza
Ale w rundzie rewanżowej nie będzie lekko – to możemy zagwarantować.
Adam Es. jako jedyny z Weteranów nie został dartersko-ligowo rozdziewiczony, nie zagrał w meczu z Rapidem, ale – jak by nie było – jest jedynym Weteranem bez porażki w rozgrywkach ligowych! I to go kwalifikuje do wyjściowego składu w następnym meczu ligowym
Na wyróżnienie zasługuje Piotr Tomczak, który przez cały mecz prezentował świetną grę (dużo dzwonków i takie tam) oraz niespodziewanie wysoka forma Konia, który praktycznie z lotkami ma do czynienia tylko na meczach Weteranów (a ostatni taki mecz miał ponad rok temu). No Koniu, jedziesz jedziesz!
Ciekawostki z meczu:
- Weterani w składzie 6-osobowym przyjechali na mecz czterema autami
- Koniu HF 146, 1 x 180
- Na meczu gorąco dopingował Weteranów jeden z naszych – Pirlo! Doping g***o dał ale i tak dzięki
- Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale nie wszystkie prowadzą do restauracji Al Capone
- Red Label 50ml w Al Capone jedyne 8zł (źródło informacji: Ruten)
- minus 207 zł na Expekcie – tak, to jest możliwe
– jakby co pytać Pirla
- Po meczu Ruten z Koniem odjechali na 100m od lokalu po czym Ruten stwierdził, że zapomniał telefonu i trzeba wracać. Ruten nawigował, trafili do lokalu po 20 minutach. Red Label daje radę.