W poniedziałek zmierzyliśmy się przy tarczach z drużyną Partnerek rozgrywając tak zwany mecz podwyższonego ryzyka. Wynik może nie wskazywać, że groziła nam utrata cennych ligowych punktów, ale zapewniamy, że był to z naszej strony ślizg dekady (których to już mieliśmy bez liku). Decydujący okazał się mecz deblowy Ruten/Eli vs Jola/Aga, wygrany przez naszego dzielnego i zawsze zimnokrwistego kapitana rzutem o środek (to dość popularna wśród Weteranów metoda ogrywania rywali).
Poza tym mecz przypominał wszystkie inne, rozegrane wcześniej mecze z Partnerkami. Jola siała postrach, Olce ze złości aż się włosy jeżyły na głowie i jak zwykle zademonstrowała szeroki wachlarz słów z tak zwanej łaciny, a my… no cóż, odrobinkę podrasowane statystyki i przepiękny ślizg, jak zawsze
Warto na koniec przedstawić przekłamany (na naszą korzyść) ranking II ligi, stan na dzień 20 kwietnia 2012, godz 22.00
Ciekawostki:
Coraz więcej Weteranów na elitarnej liście hajfiniszowców! Elwis: HF 108
“Eli ma tylko trochę mniejsze cycki od Joli” (zasłyszane z ich bezpośredniej rozmowy), kto powinien się z tego cieszyć a kto smucić, do końca nie wiadomo
Zrzutka na mszę w intencji nieobecności na meczu Asi Nawrockiej okazała się dobrą inwestycją. Polecamy parafię pw. “Św. Stanisława Biskupa i Męczennika” na os. B. Śmiałego. Atrakcyjne ceny, wysoka skuteczność litanii!
Poniżej prezentujemy rozwiązanie zagadki tak zwanej Afery Rozpiskowej (Rozpiska Gate), czyli matactw, jakich rzekomo dopuścił się znany organizator turniejów darta w Lesznie. Przypomnijmy, że chodzi o precedensowo rozpisaną drabinkę turniejową, gdzie dwaj gracze (Eli i Roch) wyszli z tej samej grupy i od razu trafili na siebie w kolejnym etapie rozgrywek.
Szczegóły tej sprawy do dziś nie wyszłyby na jaw, gdyby nie to, że Ruten omyłkowo “puścił parę z gęby” wspominając o rozpisce z Leszna pod jednym z wcześniejszych postów. Temat szybko podchwycił darterski prokurator generalny – ArNo, rozpoczynając prywatne śledztwo na forum. Reszta pozostała kwestią czasu.
Dziś, w pierwsze święto wielkanocne w drużynowym sekretariacie odbyły się Otwarte Mistrzostwa Steela Weteranów z Piątkowa.
W turnieju wzięli udział zawodnicy ścisłej czołówki: Eli, Ruten i Koniu.
Zasady rozgrywek które zaproponował Eli były mocno szemrane, ale wszyscy się na nie niestety zgodzili: best of 3, wygrywający pozostaje przy tarczy.
Jak widać, Rutenowi i Koniowi nie dane było zagrać razem. Duże wątpliwości wzbudza też fakt, że podczas rozgrywek wyniki do komputera wpisywał potomek Elego – Antoś. Po turnieju Ruten ogłosił, że na następnych mistrzostwach markerzy bez zdanej matury nie będą mieli prawa sędziowania.
Po zakończeniu rozgrywek trwała burzliwa debata, komu i na jakich zasadach przyznać drugą lokatę.
Eli, by uniknąć burdy w sekretariacie i korzystając ze swej dyktatorskiej pozycji w zespole postanowił nie przyznawać srebrnego medalu. Tak więc na najniższym stopniu pudła uplasowali się wspólnie Ruten z Koniem.
Kapitan pogratulował swym asom medalowych pozycji i szyderczo życzył dalszych sukcesów w karierze:)
W związku z moim wczorajszym pojawieniem się na turnieju w pubie Svejk oraz jego wynikami zamieszczonymi na forum od dzisiejszego ranka zalewa mnie z wszystkich stron fala pytań, jak to się stało, że znowu jestem ostatni. Postanowiłem więc przeanalizować rozpiskę, aby udowodnić, że tabela kłamie.
tabela / wyniki
rozpiska
1. Andrzej Dróżyński
2. Patryk Żabka
3. Rafał Kuczyk
4. Darek Pawlak
5-6. Adam Jankowski
5-6. Marek Grypczyński
7-8. Ola Boniecka
7-8. Janek Golak
9-12. Robert Schoepe
9-12. Maciej Szymański
9-12. Tadziu
9-12. Ruten
No cóż, wyrażenie “mieć pecha/fuksa w losowaniu” nabiera w tym przypadku wyjątkowo silnego znaczenia. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że mamy tu do czynienia z największym oszustwem w historii polskiego darta. Dalszy komentarz wydaje się zbędny, wystarczy analiza powyższej tabelki. Jak bowiem powiedział pisarz Sofronow: “Mądremu wystarczą dwa słowa, a głupiemu to i referatu mało”.
W tym meczu nie chodziło o ligowe punkty, o honor, o zemstę za porażkę w I rundzie, liczył się tylko jeden singlowy pojedynek – starcie dwóch liderów statystyk indywidualnych: Koniu vs Pablo. Trzeba było w końcu ustalić, kto jest najlepszym zawodnikiem w lidze najsłabszych.
- Hej bejbe, jestem Koniu, może wyrwiemy się z tej dennej dyski i pójdziemy do mnie na małe ciachanko? – Już myślałam, że nigdy tego nie zaproponujesz przystojniaku. Ale zaraz zaraz, czy ty nie jesteś TYM Koniem z Weteranów? – No pewnie, że to ja! I mam najwięcej maksów w wielkopolskiej lidze darta! To co mała, wyskakuj ze stanika! – Jakiś czas temu na swingers party poznałam jednego Pabla z Konina, który twierdził, że to on ma najwięcej maksów, widzę, że chcesz mnie oszukać zboczeńcu! I pomyśleć, że miałam zamiar być dziś łatwa…
Ten koszmar od pół roku męczył Konia każdej nocy. Kiedy więc zbliżał się termin meczu z Konin Raiders, Koniu nie omieszkał kapitanowi przypomnieć kilka razy (a dokładniej 57 razy) żeby go koniecznie wystawić na Pabla! Koniu był tak pewny siebie, że przygotował nawet specjalny protokół (patrz zdjęcie obok), aby łatwiej było sekretarzowi wpisywać darterskie wyczyny. Tak też się stało, Koniu zagrał z Pablem ale o tym za momencik.
Mecz rozpoczęliśmy najklasyczniej jak tylko można, czyli Eli z Koniem wygrywają mecze singlowe, reszta wtapia. Mecze deblowe już pokazały wyraźną przewagę zawodników z Konina, choć warto zaznaczyć, że Koniu z Radziem dzielnie stawiali opór i zdołali urwać lega. Porażkę duetu braci Rusieckich można uznać za niespodziankę, gdyż jak pokazują statystyki, zdecydowaną większość meczy deblowych Eli z Rutenem wygrali. Tym razem jednak Ruten miał słabszy dzień i przyblokował Elego na amen.
W tym momencie przegrywaliśmy 2:4, ale co nie którzy nie stracili nadziei choćby na remis. Koniu na ten przykład ogłosił, że temu, kto wygra singla odstąpi siostrę Wałęckiego, co do której nie wiadomo dlaczego jest przekonany, że ma pierwszeństwo. Na wieść o tym Ruten pobladł, najpierw ze złości, bo to on jest przekonany, że ma pierwszeństwo do siostry Wałęckiego, a zaraz potem pobladł ze zgryzoty, bo chwilę wcześniej kapitan posadził go na ławie i do gry wpuścił już prawie zaobrączkowanego Elwisa, któremu już nie w głowie amory. Schodzac na ławę Ruten ostatecznie zaprzepaścił swoje szanse na zdobycie Miss Murowanej Gośliny i do dziś podejrzewa, że padł ofiarą spisku pomiędzy Koniem i Elim (kapitan jakoś wyjątkowo dużo tymbarków tego wieczora obalił).
Po chwili na placu boju zmierzyli się Radek z Ratajem oraz – w pojedynku drugoligowych cyborgów – Koniu z Pablem.
Radek przegrał 1-2. Jego przeciwnik przed meczem wmówił mu bowiem, że jest TYM Ratajem i nasz Radzio sparaliżowany perspektywą sprawienia kosmicznej sensacji trzeciego lega oddał gładko.
Starcie Konia z Pablem przypominało rodeo, w którym Koniu wystąpił w roli konia a Pablo kowboja. Koniu początkowo nie pozwolił się okiełznać, prowadził 1-0, ale później Pablo podstępnie zaaplikował mu maksa. Po tym ciosie Koniu już się nie pozbierał oddając kolejne dwa legi. Prowadząc 6-2 kapitanowie obu zespołów zgodnie wprowadzili do gry rezerwy. Szansę na podreperowanie statystyk wykorzystał Elwis ogrywając Patrycję. Niemal równocześnie Eli pokonał Daniela ustalając wynik meczu na 6-4 dla gości.
Po meczu Weterani zgodnie stwierdzili, że forma idzie w górę. W pierwszej rundzie Rajdersi sprali nas 8-2, a teraz tylko 6-4!
Po meczu Koniu utopił smutki w soku truskawkowym i najpierw zapowiedział
dwa maksy w meczu z Partnerkami, by po chwili refleksji oznajmić, że zapoda jednak trzy, żeby Pablo zobaczył kto tak naprawdę rządzi w drugiej lidze.
Ciekawostki:
Pablo: 180
na meczu nie było małej Ewy, dlatego fotka pamiątkowa jest przepięknie wykadrowana
W poniedziałek 26 marca Weterani na własnych śmieciach podejmować będą Konin Raiders.
O ile nasz sekretarz Ruten do tego dopuści, to będziemy świadkami bezpośredniej konfrontacji Konia i Pabla, którzy wspólnie liderują w klasyfikacji maksów. Dodatkowy smaczek tej rywalizacji to fakt, iż Koniu jest posiadaczem najwyższego w lidze HF, Pablo zaś usadowił się na czele tabeli QF.
W rundzie rewanżowej Weterani zdobyli już całe 3 punkty, wyrównując wynik z pierwszej części rozgrywek i tym samym wykonując plan minimum nakreślony przez kapitana. Jak widać więc Weterani nic już nie muszą, a jedynie mogą:)
Ta pełna sukcesów runda to prawdopodobnie efekt nowego zwyczaju, który wprowadził w życie Eli.
Otóż przed meczem z Rapidem kolejkę przy barze postawił wszystkim nasz kapitan, przed meczem z XXX głębiej do portfela sięgnął Koniu. Jak widać Koniu stawiał nieco nieszczerze, bo z Rapidem wygraliśmy, a z XXX podzieliliśmy się punktami. Teraz pora na Elwisa! Jako że Elwis zajmuje w swej firmie jakieś kierownicze stanowisko i pewnie dzięki temu ma kupę kasy, nie ma się co krępować i zamawiać tanie trunki. Eli na ten przykład już teraz zapowiada chęć obalenia na dzień dobry podwójnego soku truskawkowego!
Z ostatniej chwili: w cieniu jutrzejszego meczu, niemal bez echa odbył się w Policach turniej Polish Open.
Z ciekawszych wydarzeń: Kwinto wyszedł z pierwszego miejsca w grupie (dalszych jego losów nie znamy, a on sam nie pamięta), a Edriu skompromitował się na całego. Mimo nader korzystnego losowania nie dotarł nawet do ćwierćfinału, na domiar tego jakiś Tony O’SHEA nie dał mu ugrać nawet nędznego lega…
Do Murowanej Gośliny wyruszyliśmy naszym żelaznym składem, czyli dwaj hajfiniszowcy: Eli i Koniu oraz Ruten z Elwisem, tradycyjnie już w charakterze wypełniaczy rozpiski.
Ponieważ w pierwszej rundzie spraliśmy chłopaków z XXX, podejrzewaliśmy, że znaleźliśmy się na ich czarnej liście drużyn, którym poprzysięgli bezlitosną zemstę. Świadomość tego wywołała u nas psychiczny dyskomfort. Nasze obawy odnośnie przebiegu meczu były też w związku z innymi aspektami. Głównym powodem stresu Weteranów był miejscowy cyborg Michał Wałęcki – jedyny zawodnik drużyny XXX, który zaznaczył swą obecność na liście osiągnięć indywidualnych. Eli z Koniem wyraźnie czuli zagrożenie ze strony Michała, co prawda on sam nastawił się na kłikfinisze i maksy, ale zawsze istniało zagrożenie, że mógłby się pokusić o jakiś efektowny hajfinisz, ot tak, choćby dla draki. Rutena interesowały tylko maksy Michała, bo w pozostałych dwóch konkurencjach postanowił nie brać udziału. Elwis natomiast, jako posiadacz zerowej liczby maksów, kłikfiniszy czy hajfiniszy, w ogóle nie widział w Wałęckim rywala.
Ale czy to znaczy, że Elwis jechał na mecz zrelaksowany? Otóż nic bardziej mylnego, pamiętna porażka z Ksenią w ostatnim meczu wisiała nad nim jak czarne chmury nad elektrownią w Czarnobylu. Próbując ratować resztki honoru Elwis bijąc się w pierś ogłosił, że teraz już na pewno nie da dupy. Ale czy na pewno wierzył w swoje własne słowa?
Początek meczu okazał się dla nas pechowy. Singla wygrał tylko Elwis, wykorzystując przy tym swoją tajną broń – szaloną rozmiankę i dable znikąd. Koniu o włos przegrywa z ligowym debiutantem, ale na otarcie łez funduje sobie kolejny hajfinisz 108. Eli dostaje łomot z Wałęckim, Ruten klasycznie zagrał swoje i już wiedzieliśmy, że jesteśmy w głębokiej dupie…
Deble – nasza ostatnia nadzieja aby utrzymać się na powierzchni. Eli z Rutenem wygrywają 2-0, pierwszy leg zakończony rzutami o środek (najpierw remis, w drugiej serii reprezentant gospodarzy rzuca 25 ale Eli zachowuje zimną krew i poprawia rzutem w 50), w drugim legu gospodarze przyblokowani na ponad 200 punktów, dzięki przepięknemu fuksowi Rutena, połaczonemu z atakiem na drugiego maksa (T19, T19 i nieoczekiwanie T16 – Ruten upiera się, że ta potrójna 16-cha to była mierzonka).
Drugi debel to dramat w trzech aktach. Pierwszego lega wygrywa duet Wałęcki/Kwolik i nic nie wskazuje na to, żeby nasi coś wskórali w tym meczu, aż tu nagle niespodzianka – Koniu zupełnie przypadkowo nieprzyblokowany przez Elwisa trafia dabla i doprowadza do wyrównania. Trzeciego lega Koniu otwiera maksem 180, Elwis nie chcąc zostać daleko w tyle rzuca 140 i nasi nie marnują tej szansy. Po deblach 3-3 i mecz zaczyna się od nowa!
Gospodarze licząc chyba na cud dokonują zmiany i przeciwko rozgalopowanemu Koniowi wystawiają Błażeja Danielewicza, który jednak nie szaleje przy tarczy, wyraźnie czując respekt przed posiadaczem najwyższego hajfiniszu w 2 lidze. Koniu wygrywa gładko 2-0 i wciąż mamy szansę na przynajmniej 1 punkt. Elwis nie daje rady świetnie grającemu tego dnia nowemu nabytkowi drużyny XXX, stan meczu to 4-4 i pozostaje rozegrać ostatnie dwa single. Ale my już wiemy, że walczymy o remis, bo nie trzeba mieć jakiegokolwiek pojęcia o darcie, aby wiedzieć, że Ruten nie ma szans z Wałęckim. No i to była prawda – Michał wyraźnie się zdenerwował, że Koniu mu odskakuje w tabeli osiągnięć indywidualnych i w pierwszym legu zapiął Rutena ze 104 pkt. a że było mu mało, to w drugim legu jeszcze zaliczył 180.
5-4 dla gospodarzy i wszyscy obecni w lokalu skierowali wzrok na ostatni mecz singlowy – kapitańskie tango. Eli przegrywa pierwszego lega, ale znów pokazuje, że potrafi zachować zimną krew, w drugim legu parada błędów na dablach z obu stron, Paweł ma Elego na widelcu, wystawia D12, w następnych rundach za każdym razem myli się o milimetry, Weterani siwieją, Eli spocony, zawodnicy XXX podnieceni. W końcu pierwszym, który zeruje swój licznik jest Eli, Weterani szaleją z radości, ich kapitan wrócił z dalekiej podróży Trzeci leg to już była demonstracja siły ze strony naszego kapitana. Odstawił rywala na 200 pkt i szybko pozbawił gospodarzy marzeń o historycznym zwycięstwie nad Weteranami – kapitańska lotka utkwiła w polu D10 i dzięki temu możemy nadal z ręką na sercu mówić, że jesteśmy niepokonani w Murowanej Goślinie
Fragment decydującego lega został uwieczniony na krótkim materiale filmowym:
Ciekawostki:
Koniu: 108, 180
M. Wałęcki: 104, 180
Elwis: wygrany singiel
Ruten: wskazał właściwy adres lokalu już za drugim razem
Tajną bronią drużyny XXX jest zapraszanie na mecze siostry Wałęckiego, która ma za zadanie tylko sobie być i tym samym rozpraszać rywali. Domyślamy się już, co było bezpośrednią przyczyną łomotu, jaki dostali chłopacy z Konin Raiders.
Eli, jak wiadomo lubi sobie przed meczem strzelić “dwójeczkę”, wiedział o tym kapitan gospodarzy i starał się przeszkodzić w zrealizowaniu planu Elego – wymontował zamki z drzwi toalety. Udało nam się to jednak obejść – kiedy kapitan Weteranów poszedł skupić się przed meczem, postawił pod drzwiami warty, które zmieniały się co 10 min.
Żaden z zawodników XXX nie miał ligowej plakietki na drużynowej koszulce, której też nie miał
Mecz inaugurujący rundę rewanżową mieliśmy rozegrać na “Narodowym” ale w ostatniej chwili dowiedzieliśmy się, że termin jest zajęty, więc zdecydowaliśmy się na pub Svejk.
Przypomnijmy, że w rundzie jesiennej aż 5 drużyn zapisało się na naszej “czarnej” liście, krwawą pomstę obiecaliśmy także Rapidzianom. Kapitan skuszony perspektywą awansu na przedostatnie miejsce w tabeli uznał, że żarty się skończyły i na start zafundował swym zuchom po browcu co by wlać w nich wiarę w zwycięstwo.
Sam przebieg meczu był typowy dla Weteranów: w meczach singlowych punkty wywalczyli tylko Koniu i Eli, pozostali nieudolnie starali się podrasować swoje statystyki. Nieoczekiwany podwójny ślizg w deblach przyniósł nam realną szansę na zwycięstwo, a kropkę nad “i” postawił sam kapitan, “zapinając” Piotra Tomczaka ze 134 (T12, T20, D19). Tradycyjnie też ostatni mecz singlowy rozgrywany był o pietruszkę i cieszył się znikomym zainteresowaniem widowni. Zazwyczaj w roli zawodnika rozgrywającego ostatni pojedynek występował Ruten, jednak tym razem wypadło na Elwisa, który okazał się dżentelmenem i podłożył się subtelnie Kseni. Z Ksenią przegrać to jak wygrać, wiadomo.
Podsumowując:
Koniu zagrał jak dawniej pewnie i solidnie. Widać pranie jakie Eli sprawił mu na sizalu w niedzielę podziałało mobilizująco i nasz ogier wziął się za treningi. Być może Koniu wierzy, że awans Weteranów w tabeli pozwoli mu odzyskać jego bejbe
Ruten zagrał jak dawniej nieprzewidywalnie. Widać pranie jakie Koniu sprawił mu na sizalu w niedzielę podziałało mobilizująco i nasz sekretarz wziął się za treningi. Były to co prawda treningi siłowe, ale zawsze to jakiś trening. Warto zauważyć, że w deblu z Elim Ruten niemal solo wygrał drugiego lega. Widząc postępującą niemoc kapitana dzwonił niemiłosiernie a i na dablu poszło mu piorunem.
Eli zagrał poniżej krytyki, ale w decydującym momencie potrafił się zmobilizować jak nigdy. Co prawda Piotr Tomczak do końca swoich dni będzie uparcie twierdził, że Eli zamykając lega na 2-1 ze 134 najpierw przypadkowo pierwszą lotką trafił w T12, ale kto mu tam uwierzy
Elwis zagrał jak dawniej… no nie psujmy mu humoru:) Widać pranie jakie zrobił w domu przed meczem, by w czystych ciuchach zaprezentować się Kseni tak go wykończyło, że nie miał już sił na skuteczniejszą grę.
W pierwszej rundzie HF 146 w meczu z Rapidem zaliczył Koniu, w rewanżu Eli zapisał się w statystykach podobnym osiągnięciem. Ruten z Elwisem żałują że nie zagramy już w tym sezonie z tym zespołem, bo też by sobie zapodali po spektakularnym hajfiniszu
Ciekawostki:
Eli HF 134
Ulubionym tematem Kseni jest bez wątpienia seks. Erotyczne podteksty to jej specjalność, jeśli Ksenia pyta czy masz grot na zbyciu, możesz być pewnym, że to co najmniej dwuznaczna propozycja, a kiedy zapyta o najkrótszą drogę do Jarocina – wiedz, że to gra wstępna. Nie mamy pewności jakie relacje panują między zawodnikami drużyny ze Środy Wielkopolskiej, nie wiemy też w jaki sposób Ksenia załatwia sobie miejsce w wyjściowym składzie Rapidu, ale poważnie rozważamy zaproponowanie jej miejsca w składzie Weteranów na następny sezon ligowy.
Ksenia nie miała ligowej plakietki! Gdybyśmy przegrali mecz, bez oporów napisalibyśmy anonimowy donos do zarządu, no ale skoro wygraliśmy, nie będziemy rozdmuchiwać afery.
Bezpośrednio po zakończeniu meczu z gardeł Weteranów wypłynęła pieśń “O bela bela”. Był to odruch bezwarunkowy. O dziwo zaśpiewaliśmy równo i nikt nie zapomniał słów, a warto podkreślić, że ten zwycięski hymn ostatnio odśpiewaliśmy w dniu 6 listopada 2011. No cóż, pewnych rzeczy się nie zapomina
O czwartkowym historycznym wyczynie Bartka wie już cały darterski światek, jego 9 lotka przyćmiła tak popularne wydarzenia jak zwycięstwo Justyny Kowalczyk w Szklarskiej Porębie, śmierć Ryśka z “Klanu” czy podanie się prezydenta Niemiec Christiana Wulffa do dymisji.
Po czwartkowym turnieju w kuluarach zaczęły krążyć plotki, jakoby Bartek Sobczyński został nową gwiazdą Weteranów S-U. Postanowiliśmy się ustosunkować do tej sprawy, aby nie było nieporozumień, poza tym Bartek powinien wiedzieć, na czym stoi.
Kapitan Weteranów S-U nie ukrywa, że Bartek jest na transferowym celowniku: “Obserwuję go już od dłuższego czasu i ta 9 lotka podniosła co prawda jego notowania w moich oczach, ale to jednak na dzień dzisiejszy za mało by zostać Weteranem. Bartek musi ten wyczyn powtórzyć jeszcze raz, najlepiej w przeciągu najbliższego miesiąca, to by mnie przekonało ostatecznie”.
Warto też podkreślić, że jeśli do transferu dojdzie (w co nie wątpimy, no, chyba, że ta 9 lotka okaże się jednorazowym wyczynem) to nie gwarantujemy, że od razu Sobi będziesz w pierwszym skladzie, ale wierzymy, że intensywną pracą na treningach wypracuje sobie w końcu miejsce w wyjściowej czwórce.