Pulp Fiction w Svejku

NAPISAŁ: ROO10, 22 listopada 2015 00:13

AK 47 – Weterani S-U     3:7 (10:14)

W drugiej kolejce piekielnie mocnej drugiej ligi darta absolutnym szlagierem były Wielkie Derby Svejka.  Mecze te od lat, dla podkreślenia ich wagi z cudzoziemska określane są mianem Gran Derbi.

Tym razem w charakterze gospodarzy wystąpił zespół AK i trzeba przyznać że godnie zadbali o otoczkę meczową. Były więc wszystkie sprawne żarówki w automatach, godny półgwiazdkowego Svejka catering, na dodatek damska część AK przywdziała odświętne szaty; Mała Ewa wystąpiła w tradycyjnym stroju góralskiej nieletniej dziewicy, zaś co do uniformu Graży zdania były podzielone.
Najprawdopodobniej Graża nosi się z zamiarem zostania darterską blogerką modową. Trzymamy kciuki, może w końcu Olka i reszta Partnerek będą miały źródło inspiracji.

Weterani wystawili klasyczny sprawdzony skład z Rutenem na ławie, w przeciwieństwie do poniewieranego przez nas od lat teamu AK.
Gospodarze w tym sezonie nieco przemeblowali swój skład. Robert Krzyżagórski odszedł bowiem do Mario Bross gdzie z powodzeniem kontynuuje swą karierę.

Luka w składzie została wypełniona wschodząca gwiazdą drugiej ligi Wojtkiem Brulińskim oraz legendą kilku mało znaczących zespołów i onegdaj częstym liderem rankingu Loewena – Robertem Schoepe. Wspomniany Wojtek kompletnie jednak nie pasuje do swego nowego zespołu: przybył do Svejka tylko godzinę przed meczem, trenował krótko bo zaledwie 45 minut, co więcej – nie spożywał podczas meczu alkoholu. Nie wróżymy mu więc perspektyw na dłuższą karierę w AK.

Początek meczu był wyrównany, z lekkim nawet wskazaniem na gospodarzy. Wojtek gładko sprał Elego, którego gra wyraźnie kulała, podobnie jak cały nasz Kapitan. Równolegle Koniu nie bez trudu uporał się z Grażą, choć ta mocno mu się opierała. Jak się później okazało, jednak chyba nie do końca skutecznie, ale o tym dalej (patrz fotorelacja).

Po chwili było już 3-1 dla nas, nie zawiedli Johnson i Wilk.
Deble również padły naszym łupem: duet Eli/Koniu zdemolował swych przeciwników, którzy byli ewidentnie niedotarci. Jak jeden dzwonił, to drugi zachowywał długimi fragmentami ciszę jak na pogrzebie. Na tarczy obok nie było już tak lekko, łatwo i przyjemnie. Wojtek dzwonił jak trzeba, a Graża co kilka kolejek coraz wyżej podciągała sukienkę by zdekoncentrować naszych zawodników. Na nic to się jednak nie zdało, remis mieliśmy już w kieszeni.

Kolejna singlowa odsłona meczu przebiegła bez niespodzianek: jedyny w tym dniu jasny punkt AK czyli Wojtek pokonał gładko Konia, podobnie jak Eli Grażę, zaliczając po drodze 16 lotkę. Niewykluczone że ten wynik utrzyma się do końca sezonu na czele klasyfikacji hajfinisza drugiej ligi.

Przed ostatnimi singlami była kilkunastominutowa przerwa na przeanalizowanie Ligi Typerów. Okazało się że nasza sytuacja jest niezwykle ciężka, prowadziliśmy bowiem w tym momencie 6-2, a 80% Weteranów obstawiło 6-4 dla nas. Co gorsze, na ławie mieliśmy tylko jednego Rutena, który wszedł za Johnsona. Ruten nie zawiódł i w pięknym stylu, pozorując walkę podłożył się Nieletniej Góralskiej Dziewicy. Wilk niestety wygrał z Robertem. Na nic zdała się wcześniejsza pogawędka Elego z Wilkiem. Eli niczym Marcellus Wallace z Pulp Fiction przekonywał Wilka, by ten jak Butch Coolidge odłożył na bok swą ambicję i się podłożył: „W trzecim legu dasz dupy”. Eli w roli Marcellusa wypadł wspaniale, jeszcze lepiej jednak Wilk w roli Butcha – wygrał :(

Przypatrując się tym dantejskim scenom z boku Johnson trafnie zauważył, że nasz skład jest chyba za mocny i może w trosce o nieawansowanie warto się zastanowić czy nie wywalić kogoś z zespołu :) Kapitan znalazł jednak inną przyczynę zbyt wysokiej wygranej Weteranów: za krótka słaba ława, a co za tym idzie ograniczone możliwości manipulowania wynikami. Z jednym Rutenem możemy Ligi Typerów nie wygrać. W związku z tym wielce prawdopodobne jest poszerzenie składu Weteranów o Gazę. Ten transfer powinien skutecznie osłabić naszą siłę ognia, co w obecnej sytuacji wydaje się być niezbędne.

Po meczu nastąpiła chwila dla fotoreporterów i klasyczny końcowy gangbang. Z uwagi na fakt, że sprawozdanie to mogą przeglądać nieletni, nie mogliśmy zamieścić wszystkich zdjęć oraz pełnego opisu gangbangu. Zapewniamy jednak, że działo się wiele, dowodem tego ciąża Graży o której właśnie się dowiedzieliśmy! Gratulujemy więc szczęśliwiej mamie oraz potencjalnym ojcom: Wojtkowi, Kubie, Robertowi, Wilkowi, Johnsonowi, Koniowi, Rutenowi i Elemu (razem) oraz słynnemu Bigosowi z Zasutowa. Mała Ewa podobno nie jest w stanie błogosławionym, ale okupiła to dwoma tygodniami bez możliwości siedzenia w klasycznej pozycji.

protokół meczowy

Ciekawostki:

  • łączna wartość produktów spożywczych z cateringu: 26zł
  • Kuba na mecz przyprowadził kandydatkę na żonę. Jeżeli miał to być podryw „na sportowca” to nie wróżymy sukcesów.
  • Gips na nodze Elego jest autentyczny.
  • Przyczyną poślizgu w opublikowaniu tego sprawozdania jest konieczność obróbki w photoshopie zdjęć, na których jest Eli. Ruten dostał odgórny rozkaz by wyszczuplać Kapitana :) Efekt działań Rutena poniżej:

 

Nie było Oli ale była Ewelina :)

NAPISAŁ: Eli, 25 października 2015 17:28

Weterani S-U – Buenavistni Środa Wlkp. 8:2 (16:5)

W pierwszym meczu sezonu ligowego 2015/2016 przeciwnikiem Weteranów była utytułowana drużyna Buenavistni Środa Wlkp.

Gospodarze blisko godzinę poświęcili na przygotowaniu maszyn do gry. W sali dolnej, tzw. Svejk Arenie udało się uruchomić dwie maszyny, z tym że jedna okazała się proekologiczna i ograniczyła oświetlenie tarczy do zera. Żeby było jaśniej – tarcza była ciemna. Próba zniesienie maszyny z górnego pokładu okazała się zadaniem zbyt karkołomnym, tak więc pierwszy raz w historii Weterani rozegrali mecz na dwóch poziomach.

Gdy w półgwiazdkowym Svejku zjawili się goście ze Środy, Weterani nadaremnie wypatrywali w ich składzie przecudnego lica Oli Padarz. Zdziwiła nas jej absencja, zważywszy, iż do tej pory skutecznie rozpraszała nas jej sama obecność w pobliżu tarcz. Z czasem okazało się jednak, że Olę z powodzeniem zastąpiła Ewelina, do której od tej pory wzdychają stali w uczuciach Weterani.

Mecz poprzedziła obustronna debata dotycząca odległości linii rzutu od tarcz. W zasadzie nie mieliśmy ani żadnej linii, ani też nawet kawałka miary, żeby tę linię wyznaczyć. Kapitanowie obu zespołów ustalili więc metodą „na oko” z którego miejsca mieliśmy rzucać, z tym, że każdy zawodnik mógł ustawiać się tak jak mu akurat pasowało.

Przed meczem Johnson zadzwonił z informacją, że tradycyjnie spóźni się o godzinę, Ciapek z przyzwyczajenia miał nockę, a Radas swoim zwyczajem nie dał przedmeczowego znaku życia. Skwapliwie skorzystał z tego Ruten, który chyba nawet nie spodziewał się, że zagra w wyjściowym składzie, obok Konia, Wilka i Elego.

Po pierwszych singlach było 2:2.
Koniu, który po manewrach z maszynami był wyraźnie nie w sosie przeszedł obok gry co wykorzystał Heniu. Piętro wyżej Wilk wyjaśnił debiutującemu w barwach Buenavistnych Przemowi, jak dużo mu jeszcze brakuje darterskiego kunsztu do solidnego drugoligowego poziomu.
Po chwili Eli w dwóch krótkich legach odprawił z kwitkiem Karolinę, natomiast na pięterku Ruten uległ Ewelinie. Żaden Weteran nie miał jednak do Rutena pretensji, dało się nawet usłyszeć pomruk uznania za to, że Ruten bardziej niż na dablach koncentrował się na nieziemsko idealnej figurze złotej medalistki w skoku w dal Młodzieżowych Mistrzostw Polski w Słupsku.

Przed meczami deblowymi do Svejka dotarł Johnson i od razu rozsiadł się przy browcu na ławie. Eli uznał bowiem, że pomimo dość sensacyjnego w tym momencie wyniku, nawet z Rutenem w składzie w dalszej części meczu nie powinno być problemów. Tak też się stało, obie nasze pary poradziły sobie bez większych problemów, co jednak doprowadziło do sporego zamieszania w szeregach gości.
Otóż „posypał się” Przemo, któremu w tym dniu najzwyczajniej kompletnie nie szło. Nie był chyba Przemo do takiego stanu rzeczy przyzwyczajony, ponieważ w pewnym momencie opuścił on lokal po angielsku.

Po chwili Koniu z Wilkiem sprawnie ograli wszystkich obecnych na meczu Tymoszczuków i Eli pewny wygranego meczu mógł dokonać zmiany w składzie.
Za siebie samego wpuścił Johnsona, który podobnie jak wcześniej Ruten miał w pojedynku z Eweliną kłopoty natury estetyczno – emocjonalnej.
Zdołał się jednak nasz rezerwowy w porę pozbierać, przypomniał sobie bowiem że jednak jest żonaty i ma dzieciaki. Ta chwila refleksji skierowała Johnsona na właściwe tory.

W ostatnim singlu wieczoru spotkali się Ruten z Karoliną i w zasadzie już teraz możemy śmiało napisać, że trudno będzie o dłuższy singiel w tym sezonie – trwał bowiem około 1h 20 min. Trzeba w tym miejscu nadmienić, że goście za kołnierz nie wylewali, a Karolina grała w tym procederze pierwsze skrzypce.
I tak pani Kapitan musiała w tym singlu walczyć z Rutenem, pełnym pęcherzem (własnym) oraz grawitacją. Dodatkowo próbowała telefonicznie ustalić gdzie podział się Przemo. Nie wiemy czy powalił ją nadmiar zadań czy też promile, fakt jednak że Ruten odnotował swoje najlepsze w karierze wejście w sezon:)

protokół meczowy

Ciekawostki:

  • nie da się nic ciekawego napisać o grze Wilka, jak on gra wieje nudą na kilometr :)
  • Ruten nie przegrał nic na środkach, ani na starcie, ani na finiszu legów, notując po drodze serię rzutów: 25, 25, D25, 25. Wg. bukmacherów prawdopodobieństwo powtórzenia tej sekwencji nie istnieje
  • Dowiedzieliśmy się, że Przemo ulotnił się z lokalu z zamiarem popełnienia próby samobójczej, żyje tylko dlatego że w fontannie przy operze nie było już wody
    i chłopak zamiast się utopić tylko nabił sobie guza skacząc „na główkę”

Kapitan Weteranów kontuzjowany!

NAPISAŁ: ROO10, 24 października 2015 18:51

Breaking news!

Po wygranym w cuglach pierwszym meczu ligowym (sprawozdanie wkrótce) stało się jasne, że i w tym sezonie będzie nam trudno nie awansować, tak jesteśmy mocni. Poświęcenie Kapitana nie zna jednak granic. Eli zauważył że w kwestii podkładania się przeciwnikom nie ma już co liczyć nawet na Rutena i wziął sprawy w swoje ręce, a w zasadzie w nogę. Tylko czy musiał działać już teraz i to przed Wielkimi Derbami Svejka?

P.S. Podobno o miejscu w wyjściowej czwórce na najbliższym meczu decydować będzie kolejność składania podpisów na gipsie.

Bez pracy, bez dziewczyny ale z pucharem!

NAPISAŁ: ROO10, 4 października 2015 12:51

W piątek 18 września 2015r. odbył się PIERWSZY PÓŁZAMKNIĘTY MIĘDZYNARODOWY TURNIEJ O PUCHAR WETERANÓW S-U, impreza darterska o najwyższej randze w kraju (nie licząc Mistrzostw Weteranów, Corocznego Wielkanocnego Turnieju u Rutena i silnie obsadzonych piątkowych Mastersów w Svejku). 

Zawody odbyły się z inicjatywy Elego – samozwańczego głównego pretendenta do zdobycia prestiżowego Pucharu. Kapitan Weteranów wciąż narzekał na niedosyt po niedawno odbytych Mistrzostwach Weteranów, co notorycznie spędzało mu sen z powiek i podobno pogorszyło też apetyt (ale tylko częściowo). Na wniosek Elego nowe trofeum miało być niewyobrażalnie gigantyczne w porównaniu do tego małego błyszczącego gówienka, które ostatnio zdobył Johnson.

W zawodach udział wzięli wszyscy Weterani za wyjątkiem Ciapka, który ku zaskoczeniu wszystkich akurat miał w pracy nocną zmianę, o Puchar powalczyło też dwóch zawodników ze stajni AK-47: Tomek i Kuba, którzy z lotkami w dłoni zupełnie przypadkowo znaleźli się tego wieczoru w Svejku, by choć raz poczuć atmosferę rywalizacji na najwyższym poziomie, czego drużyna macierzysta nigdy nie była w stanie im umożliwić, nawet na słynnych obowiązkowych treningach. W roli czarnego konia wystąpił też Gorący.

Przed losowaniem grup znani ze swego zamiłowania do bukmacherki Johnson i Eli ustalili kursy na to, kto zdobędzie Puchar Weteranów:

 

  • Eli: 1,55
  • Dziura: 1,6
  • Johnson: 1,5
  • Wolf: 1,65
  • Radas: 2,5
  • Kuba: 2,75
  • Gorący: 3,95
  • Koniu: 4
  • Tomek: 6,5
  • Ruten: 10 –>  12 –> 11 (wahania spowodowane informacją o biegunce)

 

W grupie A bez większych niespodzianek, włącznie z odpadnięciem reprezentanta stajni AK-47. Nikt nie zachował czystego konta, każdy wygrał minimum 1 pojedynek, nie ma więc ani tragedii ani euforii. Nieco zaskakuje słabsza postawa Radasa – od finalisty Mistrzostw Weteranów należałoby oczekiwać nieco więcej. Brawa dla Konia, który obronił honor drużyny i jako jedyny nie dał się sprać Gorącemu.

W grupie B absolutna dominacja Johnsona podkreśla, że zdobyte niedawno Mistrzostwo to nie była kwestia przypadku. Także Wolf zagwarantował sobie pewny awans, czego nie można powiedzieć o Elim, którego losy ważyły się do ostatniego lega i były zależne od wyników innych pojedynków. Ostatecznie z grupy nie wyszedł Ruten, który stał się ofiarą przedturniejowych ustaleń mówiących o tym, że bilans bezpośrednich spotkań ma wyższy priorytet od bilansu legów. Taki system zagwarantował Elemu rozegranie Złotego Lega razem z Kubą i Rutenem. Ten ostatni zapowiada apelację i deklaruje, że jest nawet skłonny kupić w Agawie Książęce, jeśli prezes Rzuf go poprze.

Pary w fazie Play-Off:

Gorący – Kuba

Dziura – Eli

Koniu – Wolf

Radas – Johnson

Półfinały:

Eli – Johnson

Koniu – Gorący

Wielki Finał: Koniu – Eli 2:1

Klasyfikacja końcowa:

  1. Koniu
  2. Eli
  3. Johnson
  4. Gorący
  5. Radas
  6. Wolf
  7. Dziura
  8. Kuba (AK-47)
  9. Ruten
  10. Tomek (AK-47)

 

 

 

I Półotwarte Międzynarodowe Mistrzostwa Weteranów S-U

NAPISAŁ: ROO10, 25 lipca 2015 22:34

Kilka dni temu odbyło się nasze oficjalne drużynowe zakończenie sezonu, na którym załatwiliśmy formalności finansowe oraz przy okazji wykorzystaliśmy wysoką frekwencję i zorganizowaliśmy I PÓŁOTWARTE MISTRZOSTWA WETERANÓW S-U. Wzięli w nich udział wszyscy zawodnicy naszej drużyny z wyjątkiem Ciapka i Dziury, którzy nie przeszli pre-eliminacji (tego wątku nie będziemy rozwijać, chłopaki prosili, aby nie robić rozgłosu).

Turniejowi nadano rangę półotwartego międzynarodowego, ponieważ uznaliśmy, że może wziąć w nim udział każdy, jeśli się oczywiście o turnieju dowie, a jeśli już się dowie i przyjdzie do Svejka, to i tak nie będzie miał pewności, że zostanie dopuszczony do gry.

Imprezę rozpoczęliśmy od tego na co wszyscy najbardziej czekali – podziału szmalu zdobytego za zajęcie 4 miejsca w lidze. Jak tylko Ruten pojawił się w salce dzierżąc w dłoni kiść banknotów, z miejsca ustawiła się do niego kolejka pazernych kamratów domagających się wypłaty za ciężko przepracowany sezon. Po odjęciu od wspomnianej stówy kosztów zakupu nagród pamiątkowych na każdą głowę przypadło 10zł. Nie wszyscy byli ukontentowani wyliczeniami Sekretarza. Zobaczmy jak to było:

Kolejny bardzo ważny moment wieczoru – ustalenia dot. formy turnieju:

  • wszystkie mecze BO3
  • jedna wielka grupa śmierci, z której wychodzą wszyscy, nawet Ruten
  • dwaj najlepsi w grupie rozstawieni w pucharze, pozostali grają repasaże

Taki system gwarantujący po rozgrywkach grupowych wszystkim awans powstał na specjalny wniosek Rutena, który jakiś czas temu dostał od Elego na imieniny 10-letnią szkocką i w chwili wzruszenia zadeklarował, że otworzy flaszkę dopiero, gdy wyjdzie z grupy na dowolnym turnieju darta.

 

Po rozgrywkach grupowych i szemranych barażach puchar zgarnął Johnson. Ktoś może wysunąć teorię, że to trofeum trafiło w ręce nierdzennego Weterana – nic bardziej mylnego, otóż powszechnie wiadomo, że Johnson już za czasów rozgrywania turniejów w Delano marzył aby dołączyć do naszej paczki, ale bał się, że prezentuje za niski poziom. Teraz udowodnił, że w pełni zasługuje na koszulkę z logiem Weteranów na piersi, a nawet gdyby zajął ostatnie miejsce w turnieju i tak miałby nasze poparcie, bo jako administrator dartbooka daje nam większe możliwości matactwa w Lidze Typerów. I o to właśnie chodzi :)

 

 

4 mecze – 6 punktów, nie jest źle

NAPISAŁ: ROO10, 24 maja 2015 21:25

Trwa druga część sezonu, w tabeli zaczyna robić się naprawdę gęsto. Za nami 4 mecze, oto co działo się na darterskiej arenie.


W Bugaju jak zawsze ciężko.

GumBar – Weterani S-U 6:4 (12:12)

W pierwszej rundzie ligowej Gumbarowcy ugrali z nami tylko remis i byli tym wyraźnie poirytowani, zwłaszcza, że warunki do gry stworzyliśmy im w naszym testowym potencjalnie nowym lokalu wręcz idealne, więc nic im przy tarczach nie przeszkadzało.

Wyprawa do Bugaju nie obyła się bez incydentu natury logistyczno-nawigacyjnej; nasz etatowy nawigator tym razem znów coś zmajstrował – nie zrozumiał się z Wilczkiem i w rezultacie z Kobylnicy pojechaliśmy na Antoninek, ot takie małe zboczenie z trasy, nic wielkiego, przecież spalaliśmy w trasie służbowe paliwo Konia :)

Byliśmy pewni wygranej (jak zawsze) a przynajmniej wysokiej formy naszego Kapitana, wszak mieszka 2km od siedziby Gumbarowców, więc mógł się czuć w pewnym sensie jakby grał na swoim terenie, poza tym nie był zmęczony podróżą i był w pełni sił. Po dotarciu do celu Eli od razu zadbał o to, aby jego dzielni zawodnicy rozluźnili się nieco i poczęstował wszystkich średniowysokoprocentowym trunkiem o konsystencji a’la ajerkoniak. Wszystko wskazywało na to, że ugramy choć punkt, ale z czasem okazało się, że nie do końca będzie kolorowo.

Mecz był bardzo wyrównany, o czym świadczy remis w legach (12:12), praktycznie każdy singiel to była loteria, no ale kto ma dable ten wygrywa. Jedynie w deblach poszło nam gładko, wieloletnie doświadczenie w temacie nieblokowania zaowocowało sukcesem. Niestety tego dnia gospodarze mieli nerwy ze stali grubszej, niż stal, z której nerwy mieli Weterani. Nie można nie wspomnieć o Biberze, który zagrał na wysokim poziomie (do czego już nas przyzwyczaił) i ogrywając naszego Kapitana zapewnił gospodarzom zwycięstwo. Porażka w Bugaju miała dla nas gorzki smak, zwłaszcza, że o remis a nawet zwycięstwo byliśmy o krok. O wysokim poziomie meczu świadczy fakt, że nie doszło do zmiany w szeregach Weteranów, choć Eli dysponował rezerwowym Rutenem.

Mecz ligowy to także okazja do małego handlu w szarej strefie, Eli próbował sprzedać Johnsonowi dziecięcy rowerek.

 

Ciekawostki:

  • Wilczek skończył jakąś wysoką liczbę bullem, ale ciężko powiedzieć jaką, to było tak dawno…

protokół meczowy


Mecze wygrywa się deblami…

Team Spirit – Weterani 4:6 (8:14)

 

Drużyna Team Spirit to według nas czarny koń ligi, chociaż ten pogląd nie odbija się na wyglądzie tabeli. Chłopaki grają naprawdę dobrze, ale hmmm no mają pecha :)

Mecz rozgrywaliśmy w Cooliozum, lokal nie był nam obcy, gdyż onegdaj rozegraliśmy tam jeden mecz w roli gospodarza. Można więc powiedzieć, że czuliśmy się tam prawie jak u siebie. Ta myśl dodała naszemu Kapitanowi otuchy, choć już na miejscu będąc wiedział, że będzie miał kłopoty kadrowe – oto Wilczek i Johnson spóźniali się. W tej sytuacji w wyjściowym składzie znalazł się Ruten, który choć walczył ze słupem jak mógł, nie powąchał nawet dabla w potyczce z wykazującym wysoki współczynnik ucyborgowienia Maciejem Przybylskim. Ciapek w swoim pierwszym singlu (i ostatnim, o czym jeszcze nie wiedział) jak zwykle postraszył dablem w pierwszym legu, by później dać sobie odebrać zwycięstwo jak dziecku lizaka. Na szczęście Eli z Dziurą jako druga para z wyjściowej czwórki zagrali przyzwoicie i wyrównali stan meczu.

Tymczasem tuż przed rozpoczęciem debli do lokalu dotarły pierwsze posiłki: Wilczek, zziębnięty z racji aury pogodowej, nie zdążył jeszcze zdjąć kurtki, kiedy Eli uznał, że i tak jest on już bardziej rozgrzany niż trenujący od godziny Ciapek (rzekomo dysponujący życiową formą), Wilk z miejsca przystąpił ochoczo do gry z Dziurą w parze, ale zakończyło się to klapą. Sytuację uratowała druga para deblowa Eli/Ruten, rozgrywając pełen dramaturgii mecz. Rozpoczął Rafał Kłos rzucając 140 pkt, lecz zaraz potem zorientował się, że ustawił maszynę na 4 teamy :) Zapłacił za to słono – zresetowanie liczników, ponowne ustawienie maszyny i wrzucone do niej 5 zł z własnej kiejdy podcięło mu nieco skrzydła. Później to już było klasycznie:

leg 1: Marcin, Rafał i Eli męczą się na dablach, Eli przyblokowany aż do 15-tej rundy wykorzystuje jedyną daną mu szansę na trafienie D2 i trafia! leg 2: ta sama sytuacja co w legu pierwszym, gospodarze męczą się z trafieniem dabla, rola przyblokowanego na 250pkt Elego oganicza się do przełączania licznika. Jednak Ruten bierze sprawy w swoje ręce, dabla wystawia dopiero w 15-tej rundzie i 45-tą lotką trafia d10, wymachem omijając przy tym słupa o średnicy około 70cm, nikt w to nie wierzy, gospodarze załamani, Weterani cieszą się z doprowadzenia do stanu 3-3, a sam Ruten pada wycieńczony psychicznie na kanapę, twierdzi, że ma dosyć wrażeń i deklaruje samouławienie.

W międzyczasie dotarł z odsieczą Johnson, chciał jedynie skontrolować przebieg meczu pod kątem Ligi Typerów, ale wobec niedyspozycji Rutena wszedł do gry i uległ Maciejowi w singlu, ale była to już ostatnia porażka Wetarana tego wieczoru. Z Cooliozum wyszliśmy z dwoma ligowymi punktami, pozostawiając w lokalu zdruzgotanych rywali. No ale cóż, taki sport :)

Ciekawostki:

  • Eli 1x 180

 

Udany rewanż za ślizg w Agawie

Weterani S-U – Dart Night Fever   6:4 (14:10)

Do Svejka przyjechała drużyna, która jak dotąd nie przegrała na wyjeździe, my jednak byliśmy przekonani, że ta passa gości z Agawy w końcu musi się skończyć. Aby mieć pewność, że tak będzie, nasz Kapitan niczym rasowy pokerzysta zablefował i postawił na duet Johnson/Wilczek, asekuracyjnie też trzymał w pogotowiu asa pik – Radasa. Ten jednak nie mógł zagrać od początku, gdyż mało przekonująco deklarował, że wszystko mu jedno i Eli podejrzewał, że jednak trochę Radasowi zależy, a w tym stanie nie można Radasa wpuszczać do gry bo to po prostu nie ma sensu :)

Pierwsze mecze singlowe to już chyba standard: dwie wygrane, dwie porażki i jak zwykle nie wiadomo co będzie dalej, małe potknięcie zaliczył Dziura, Johnson też dał się ograć, jednak już oba deble padły naszym łupem i przed ostatnimi czterema singlami było 4-2. Do pełni szczęścia brakowały nam dwa wygrane single, nie można było dłużej czekać, Eli dostrzegł, że Radas osiągnął już odpowiedni stan nietrzeźwości i że otoczony pięknymi paniami nie wykazywał już zainteresowania przebiegiem meczu, tak, to był właśnie odpowiedni moment na zmianę! A Radas jak to Radas – zrobił swoje, wygrał sobie gładko 2-0 i zniknął gdzieś szybko, unikając splendoru, gratulacji i pozowania do pomeczowej fotki :) Wygrana Wilczka na maszynie obok zagwarantowała udział w zawodach Rutenowi, który niegodnie zastąpił Elego, ale to już nie było istotne, pierwsza wyjazdowa porażka Dart Night Fever nie mogła się odbyć w żadnym innym miejscu, jeśli nie w Svejku!

protokół meczowy

Laguna jedzie do Środy Wlkp.

Buenavistni – Weterani S-U 2:8 (10:16)

Do inwazji na Środę Wlkp. szykowaliśmy się z dużym spokojem, bo jakże się denerwować przed pewnym zdobyciem cennych 2-ch punktów w tabeli? Pikanterii dodawał fakt, że mecze z drużynami z dołu tabeli dają nam w praktyce łatwiejszą możliwość manipulowania wynikiem pod Ligę Typerów. Poza tym Eli wiedział, że Ruten ma nieudolnie ukrywaną słabość do miejscowej zawodniczki, co tym bardziej powinno się wykorzystać przy drukowaniu wyniku.

 

Sprawy logistyczne mieliśmy jak zwykle opanowane do perfekcji.
Drużyna miała dojechać na miejsce podzielona na dwa teamy: pierwszy (Ruten Koniu Radas Ciapek i Wolf) oraz jednoosobowy drugi team z Elim w składzie. I można być niemal pewnym, że team pierwszy bawił się lepiej :) Degustacji Perły Export towarzyszyły: ogólnikowe omawianie drugoligowej tabeli oraz ochoczo opowiadane przez Rutena tzw. suchary, czyli dowcipy które nie śmieszą wymagających, lub odwrotnie, przy czym Sekretarz opowiedział trzy i ostatniego spalił, Koniu wymiękł i stwierdził, że to jest niemożliwe spalić suchara, co Ruten przyjął jako pochlebstwo i rozmarzony kompletnie zapomniał o nawigowaniu. Reasumując – tym razem dotarliśmy na miejsce punktualnie i bez błądzenia.

Po zaopatrzeniu się w barze pubu Buena w płynne dopalacze i krótkiej (według poirytowanego tym Kapitana – niepotrzebnej) rozgrzewce Ciapka oraz Wolfa przystąpiliśmy do rozgrywki. Po pierwszych 4-ch singlach mieliśmy komplet punktów. Szło jak po maśle, nawet Ciapek wygrał! Wtedy więc gospodarze widząc, że to już nie przelewki postanowili użyć swojej tajnej broni (opracowanej – właśnie na takie kryzysowe sytuacje) i uraczyli Weteranów listą przebojów z gatunku disco polo. Domyślamy się, że Buenavistni trenują wyłącznie przy takim repertuarze uodparniając się tym samym na trudne warunki meczowe, w przeciwieństwie do sterroryzowanych rywali. Strategia zaiste szczwana, aczkolwiek efekt był raczej odwrotny.

Nasza pierwsza para deblowa Eli/Ciapek przy wesołych rytmach takich hitów jak „szalona ruda” czy „miód malina” zagwarantowała już Weteranom minimum remis, można było powoli zacząć myśleć o Lidze Typerów, zwłaszcza, że zwierzęca para Wilk/Koniu na dyskretną prośbę Kapitana przegrała swojego debla.

W tym momencie rozpoczęły się roszady w składzie. Z całym szacunkiem dla Konia i jego darterskiego kunsztu – Kapitan MUSIAŁ mieć pewność, że zdobędziemy 6-ty punkt (bo jak twierdził – wygrana jest jednak sprawą priorytetową) toteż do gry wszedł nasz MVP z doskoku – Radas, żeby stoczyć pojedynek z najlepszym zawodnikiem gospodarzy (o czym Radas oczywiście nie wiedział) – Andrzejem. Na maszynie obok asekuracyjnie swój mecz rozgrywał Wolf, który bacznie obserwował grę Radasa, był w ciągłym kontakcie wzrokowym z Elim oraz miał na uwadze Ligę Typerów. Radas z charakterystycznym dla siebie zobojętnieniem na daną sytuację wygrał mecz, Wolf także wygrał. Przy stanie meczu 7-1, Eli nie mógł już dłużej czekać z drukowaniem wyniku i spuścił z łańcucha żelazną rezerwę. Buenavistni postanowili ułatwić Rutenowi typerowe machlojki, z okopów nieprzyjaciela oddelegowano na front Aleksandrę P. – miejscową celebrytkę i zdaniem wielu nieoficjalną Miss II Ligi. Zelektryzowany Ruten zagrał „swoje” i przegrał z kretesem. I choć chwilę później Eli przyznał, że jednak nie pamięta jaki wynik obstawił w Lidze Typerów, to w sumie dobrze wyszło, bo gdyby Ruten ograł Olę, wynik 1-9 trafiłby Dziki, a tak wyszło na to, że Ruten poświęcił swe starannie pielęgnowane statystyki w imię wyższych celów.

 

protokół meczowy

Co Mariola z Koźmina wie o Johnsonie?

NAPISAŁ: Eli, 11 kwietnia 2015 17:35

Weterani S-U – The Darts Brothers  6:4 (14:9)

Trzy kolejne ligowe mecze bez kompletu punktów oraz upadek sportowy Dziury stanowiły nie lada wyzwanie dla naszego sekretarza. Co prawda kolejne spotkanie ligowe mieliśmy rozegrać z czerwoną latarnią drugiej ligi – Darts Brothers – jednak Ruten wolał nie ryzykować kolejnego blamażu i postanowił dokonać spektakularnego transferu. Nie było z tym problemu, od lat mamy bowiem kolejkę chętnych do przybrania barw Weteranów.

 

Ruten postanowił wybrać kogoś z absolutnego topu. Ograniczył więc potencjalną listę transferową do trzech osób: Sobiego, Chestera i Tytusa Kanika. Po gruntownym prześwietleniu wszystkich w/w zawodników Ruten zdecydował się na zatrudnienie Dżonsona (czytaj Johnsona). Zawodnik co prawda taki sobie, ale posiada jedną niepodważalną zaletę: mieszka niedaleko Rutena i ma własną brykę. Rozmowy transferowe nie należały do najłatwiejszych, Ruten podczas telefonicznej rozmowy rzucił na szalę niemal wszystko:
– Ruten: Chcesz u nas zagrać?.
– Dżonson: Od lat o tym marzyłem!
Tak oto luka po Dziurze została wypełniona.

 

Jak powszechnie wiadomo Weterani jako zespół w 100% profesjonalny nie pozostawiają niczego przypadkowi. Wiedzę na temat naszej formy sportowej czerpiemy z mocy nadprzyrodzonych przy czynnym udziale Wróżbity Macieja. Niestety przedsezonowe połączenia telefoniczne z tym słynnym magiem tak nadszarpnęły stan naszej kasy, że w sprawie Dżonsona Ruten zwrócił się do specjalistki od wiedzy ezoterycznej z niższej półki – Marioli z Koźmina.

 

Pani Mariola nie była w swej przepowiedni tak dokładna jak Wróżbita Maciej (trudno oczekiwać cudów za 12zł) jednak rzuciła nieco światła na sportową przyszłość Dżonsona:

 

„Przyszłość Pana Dżonsona widzę bardzo słabo… W zasadzie nic nie widzę, oprócz tego, że w najbliższym meczu zagra on tylko w deblu w parze z Wilczkiem i wygrają 2-0 z parą Dawid Nowak/Piotr Twardoń. Pan Dżonson nie pokaże w tym deblu zbyt wiele i zostanie zmieniony.
W kolejnym meczu z GumBarem Pan Dżonson co prawda znajdzie się w szerokim składzie, ale nie zagra nawet lega, będzie bowiem sparaliżowany towarzystwem legend Weteranów Elego i Konia. Pan Dżonson zadebiutuje w singlu dopiero w wyjazdowym meczu z Team Spirit, ale nie będzie to debiut udany. Przegra 1-2 z Maciejem Przybylskim, pomimo prowadzenie 1-0 w legach.”

 

Zanim Pani Mariola utraciła łączność z Kosmosem, zdążyła jeszcze dodać że Dżonson przegra na prawej maszynie. Jak widać za kilkanaście złotych nie ma co liczyć na pewne informacje o przyszłości.
Warto również dodać że na drugą część sezonu dołączył do nas Radas. Nasz sekretarz woli dmuchać na zimne i poszerzył skład. Zachodziła bowiem obawa, że headhunterzy z ekstraligi dostrzegą w końcu rosnącą od początku sezonu formę Ciapka i nam go podbiorą. Niestety Pani Mariola powiedziała, że za 12zł może nam powróżyć tylko o Dżonsonie, tak więc formę Radasa Ruten postanowił każdorazowo sprawdzać przed meczem układając pasjansa.
Przejdźmy więc do meczu.
Goście przyjechali do Svejka najpewniej autobusem, było ich bowiem bez liku. Weterani też przybyli w silnej obsadzie, a że zjawiło się również kilkoro kibiców, lokal pękał w szwach.
Po singlach było 2-2: planowo wygrali Eli z Wilczkiem, za niespodziankę można by było uznać porażkę Konia. Jak jednak powszechnie wiadomo Koniu zawsze dostaje łomot jak na mecze przychodzi Aneta więc nikt specjalnie zaskoczony nie był. Od Radasa nikt nie oczekiwał cudów: miał mieć przetarcie ligowe przed naprawdę ważnymi meczami i tyle.
W tym momencie Ruten postanowił skorzystać z wiedzy nabytej od pani Marioli. Za Radasa do pary z Wilczkiem wszedł Dżonson i przepowiednia sprawdziła się bezbłędnie: 2-0! Wynik ten skopiowali Eli z Koniem i sytuacja stała się bardziej komfortowa, ale tylko na moment. Koniu bowiem, pomimo tego, że zamknął Anetę w aucie na Wieniawskiego znów dostał 0-2.
Jak widać Aneta ma większy zasięg pechowego promieniowania na Konia niż 50m. Koniu powiedział, że następnym razem wywiezie Anetę przynajmniej na Cytadelę.
Eli wygrał, choć Piotr prowadził 1-0 i w drugim legu zmarnował kilka lotek na poskładanie naszego kapitana.
Po chwili Wilczek przypieczętował naszą wygraną, więc zgodnie z prastarym zwyczajem Weteranów na ostatniego singla „o nic” można było wpuścić naszego Sekretarza. Nie bardzo wiadomo jak grali Ruten z Michałem. Publika wyszła, część zawodników pakowała sprzęt i wysyłała sms-y, pozostali udali się na pięterko do palarni. Wiadomo było tylko że grali długo, około 20 min:) Obaj twierdzili również, że zagrali porywająco.

 

Ciakawostki:
  • MVP meczu: Wilczek – 2:0, 2:0, 2:0 – nie wymaga komentarza
  • Dżonson podobno do rana nie mógł zasnąć z wrażenia że po latach dopiął swego i został Weteranem
  • Aneta spała w VW Polo, teraz wiadomo dlaczego Koniu nie chodzi z koszykarką – nie ma kasy na kombi

 

protokół meczowy

 

Podsumowanie pierwszej części sezonu 2014/2015

NAPISAŁ: Eli, 28 lutego 2015 19:18

Jak wszyscy pamiętamy, przed rozpoczęciem rozgrywek ligowych Grupa Trzymająca Władzę w Weteranach, czyli nieśmiertelny Duet Eli – Ruten opracowała szczegółowy plan nakładający na nasz zespół określone cele, zarówno indywidualne, jak i drużynowe.
Przyjrzyjmy się więc jak to wygląda na półmetku rozgrywek…

Cele drużynowe:

Założenie przedsezonowe nr 1. Pranie wszystkich jak leci – w szczególności AK. Przewidujemy w rozgrywkach ewentualnie dwie porażki i remis, i to wyłącznie w sytuacji gdy w końcówce sezonu trzeba będzie się podkładać by nie awansować. Dopuszczamy dostanie się do baraży i sprzedanie meczy o awans.

Praliśmy wszystkich jak leci, ale tylko tych z dołu tabeli. Limit porażek i remisów został znacznie przekroczony. Co ciekawe, udało nam się zremisować z liderem i wiceliderem drugiej ligi, a łupnia dostajemy wyłącznie w Agawie. Jest więc światełko w tunelu. Plusem w tej sytuacji jest to, że jeżeli chodzi o awans, a nawet ewentualne miejsce barażowe, to jesteśmy bezpieczni. Martwi nieco niespranie AK, ale po pierwsze primo: graliśmy na wyjeździe, a po drugie primo w legach ich znokautowaliśmy (13-11!). W rewanżu już wszystko powinno być po staremu, czyli 6-4 dla nas. ZALICZONE

Założenie przedsezonowe nr 2. Dalszy zakaz trenowania. Trening jak sama nazwa wskazuje jest Weteranom ideologicznie obcy i godzi w dobre imię naszego zespołu, a nawet podważa sens jego istnienia.

Zakaz trenowania jest absolutnie respektowany. Trochę wyłamują się Ruten z Ciapkiem i Wilkiem, którzy nieregularnie uczestniczą w Mastersach, ale to podobno szpiegowska przykrywka. Eli był na Mastersie raz, ale po to by upewnić się czy w/w trójka trenuje czy szpieguje. Dziura jak trenuje to gdzieś daleko na wschodzie, w pełnej konspiracji. Wzorem do naśladowania mogą być Koniu, który nie trenuje z zamiłowania do nietrenowania, a przede wszystkim Radas, który by nie kusiło go trenowanie w ogóle nie zapisał się do pierwszej części rozgrywek. Postawa godna podziwu! Chodzą również słuchy, że Ruten, Ciapek i Wilk trenują w jakichś nielegalnych internetowych rozgrywkach w stila. Jak się te plotki potwierdzą to giry z d… powyrywam! Podsumowując: ZALICZONE

Założenie przedsezonowe nr 3. Wzajemne poszanowanie w zespole. Przereklamowany slogan którego nie będziemy respektować. Podczas meczu dopuszczalne są kpiny z kolegi, zaawansowana szydera i całosezonowe obarczanie Konia winą za jakiekolwiek zło.

Nikt się w zespole zbytnio nie szanował, w zasadzie nie szanowaliśmy się wcale. Kpiny i szydera na porządku dziennym, tak trzymać! Jeżeli chodzi o Konia, to co prawda nie był na on wszystkich meczach, ale nie zwalnia go to z odpowiedzialności za wyniki. Popatrzmy tylko:

– W pierwszym meczu z Dart Brothers tak blokował Elego w deblu, że zamiast 9-1 było tylko 8-2 dla nas.
– Z GumBarem wygrał tylko jednego singla. Fakt że nie grał od początku meczu nie ma tu żadnego znaczenia.
– W meczu z Team Spirit na chama pchał się do gry, a jak już wszedł to przegrał nam wygrany mecz!
– W następnej kolejce Koniu zamiast na mecz wybrał się do filharmonii… A że był wtedy w formie – jego punktów zabrakło by wygrać.
– Na kolejnym meczu szuja się pojawił, by podrasować sobie statystyki na Buenavistnych. Słowa uznania za kunktatorstwo.
– Mecz z AK. Zawsze to jakieś ryzyko, lepiej dać drapaka. Bez komentarza.
– Z Partnerkami w Agawie? Ryzykowne, dlatego Koniu oznajmił że ma migrenę i schował się pod pierzyną. Wyrok: winny wpierdalu.
– Wyjazd do Konina. Dramat. Gdyby w deblu z Wilkiem zagrał dużo lepiej, to by było 6-4 dla nas. Reszta zrobiła co mogła. Remis to wina Konia.
ZALICZONE

Cele indywidualne:

Przed sezonem każdy Weteran dostał od Kapitana indywidualne cele do zrealizowania. Połowa sezonu to chyba dobry moment, by sprawdzić kto i jak te cele realizuje.

Dodatkowo nasz Sekretarz zainwestował w serię telefonów do gwiazdy nocnego pasma TVN – Wróżbity Macieja, by przed startem rundy rewanżowej wiedzieć kto jak będzie grał :)

/ długość połączenia: 84 minuty, koszt: 410zł.  Zdobyta wiedza dotycząca przyszłości: BEZCENNA. /

Ciapek:

Założone cele: 75% wygranych singli, 65% wygranych debli, dwa maksy, jeden HF>100 ograniczenie spożywania jaj na twardo do 5h przed meczem, pranie koszulki raz na kwartał.

Ocena Kapitana: Ciapek wygrał 3 single na 13 możliwych, czyli jak by nie mówić, jest w głębokiej d… (23.08% skuteczności, czyli prawdziwy dramat). Nadrabia nieco w deblach (4-2, 66.67%), ale i tam lawiruje na progu kapitańskich oczekiwań. Jeżeli chodzi o maksy to jest na dobrej drodze by wykonać zadanie, do tej pory rzucił jednego. Hajfinisza nie stwierdzono. Po meczowej koszulce widać, że ma ona regularny kontakt ze środkami piorącymi. Nikt do tej pory na meczach nie zwracał uwagi na zanieczyszczenie powietrza z czego można wnioskować że przedmeczowe jaja na twardo poszły w odstawkę.

Wróżbita Maciej: „Ciapek indywidualnie się stacza, ale jak przestanie grać słabo to może będzie lepiej. Przez mgłę widzę szanse na hajfinisz, ale go nie zagwarantuję. Drugi maks powinien paść.”

Dziura:

Założone cele: 80% wygranych singli, 80% wygranych debli, trzy maksy, jeden HF>100, zaliczona sesja u psychologa przed meczem z Partnerkami, zredukowanie wagi ciała o 10%.

Ocena Kapitana: single 7-5 (58.33%), deble 4-2 (66.67%). Hajfinisza brak, podobnie jak choćby jednego maksa. Sesji chyba nie było co widać w pomeczowym protokole. Jak tak dalej pójdzie to Dziura dzięki temu że gra ostatnio padlinę może z nerwów zrzucić te 10% masy. Podsumowując: gra Dziury w ostatnich miesiącach to dramat porównywalny ze śmiercią Hanki Mostowiak…

Wróżbita Maciej: „Dziura być może otrząśnie się z letargu, ale niekoniecznie. Maksy padną ale nie tyle by zrealizować plan. Hajfinisz też wejdzie. Waga ciała powinna pójść w dół, chyba że Dziura będzie tył albo utrzyma swą obecną masę.”

Eli:

Założone cele: 60% wygranych singli, 60% wygranych debli, jeden maks, jeden HF>100, redukcja wagi ciała o 15%.

Ocena Kapitana: Single 12-2 (85.71%), deble 4-4 (50%), nie jest źle, jak się dogadam z sekretarzem odnośnie meczowych rozpisek to i w deblach zrealizuję plan. Maks już wszedł, podobnie jak hajfinisz. Gorzej będzie z redukcją masy ciała zważywszy, że przed Weteranami wyprawa do Środy oraz huczne obchody urodzin Konia. Oba te wydarzenia od razu kojarzą się z Makiem.

Wróżbita Maciej: „Eli powinien bez trudu zredukować swa wagę o 15% jeżeli będzie się trzymał z dala od Maka, czyli nie da rady. Saturn jest w niekorzystnym układzie odnośnie Marsa, co dodatkowo źle rokuje Elemu. Chyba że na niebie pojawi się jakaś kometa znikąd której ogon meteorytów skieruje Elego na ścieżkę diety.”

Koniu:

Założone cele: 60% wygranych singli, 60% wygranych debli, jeden maks, jeden HF>100, sok dla Kapitana przed każdym meczem i zorganizowanie urodzin w Maku.

Ocena Kapitana: Single 6-1 (85.71%), deble 1-2 (33.33%). Koniu przebiegle wybiera sobie mecze na których się pojawia, dzięki temu w singlach bryluje. Jako jednostka aspołeczna Koniu w deblach celowo blokuje z reguły partnera, na zasadzie: mogę przegrać, byle on też nie wygrał! Maksa i hajfinisza brak, na co jednak Kapitan Weteranów może przymknąć ogon zważywszy na regularne przedmeczowe dostawy soków. Koniu profesjonalnie przygotowuje się do zorganizowania swych urodzin w Maku, czego dowodem zainstalowanie specjalnej aplikacji rabatowej w jego telefonie.

Wróżbita Maciej: „Talent Konia może w każdej chwili eksplodować niczym gaz na jego budowie. Nie ma szans ani na maksa, ani na hajfinisza. Koniowi nie zabraknie środków na soki dla Kapitana. Nawet jak straci robotę to prędzej dalej będzie ciął koszty związane z zakupami kremów na cellulit dla Anety niż zrezygnuje z napojów dla Elego. Chiński znak Konia mówi wyraźnie: jak nie w tym roku, to za rok. Cokolwiek to znaczy, Koniu powinien to wykorzystać.”

Ruten:

Założone (lekko wygórowane) cele: 20% wygranych singli, 20% wygranych debli, 2/3 maksa, jeden HF>30, dwa skuteczne niezablokowania partnera w deblu, zaopatrywanie Kapitana w fajki.

Ocena Kapitana: Single 2-4 (33.33%), deble 1-1 (50%). Jako jeden z nielicznych Weteranów skutecznie realizuje przedsezonowe założenia Kapitana. Brawo! Na dobrej drodze do 2/3 maksa (dwa razy pierwszą lotką w kolejce trafił T20), również hajfinisz może paść w każdej chwili. W deblu blokuje nieczęsto, fajki posiada w miarę regularnie. No solidny zawodnik

Wróżbita Maciej: „Karty tarota nie mogą się mylić! Ruten prędzej zaliczy Jennifer Lopez niż 2/3 maksa, ale o ile nie zrealizuje zakładanego hajfinisza, to się o niego otrze. Będzie skuteczny w sekretarzowaniu, dzięki jego fachowym rozpiskom Weterani w drugiej części nie spadną poniżej czwartego miejsca w tabeli. Prędzej trafi szóstkę w totka niż bulla w walce o środki.”

Wilczek:

Założone cele: 60% wygranych singli, 60% wygranych debli, jeden maks, jeden HF>100, załatwienie limuzyny na wyprawy do Środy i Konina.

Ocena Kapitana: Single 4-8 (33.33%), deble 4-3 (57.14%). Szału nie ma, szczególnie w singlach. Pamiętajmy jednak że Wilczek wcześniej grał w Forfajtersach i widać ta trauma jeszcze na nim odciska swe piętno. Z czasem powinno być coraz lepiej. Maks zaliczony, hajfinisz w poczekalni. Do Konina powoził Koniu, ale do Środy mamy już jechać limuzyną Wilczka!

Wróżbita Maciej: „Pięć razy lałem wosk by zgłębić przyszłość Wilczka i sam nie wiem: widzę coś, czy nie widzę? Taka też jest ligowa przyszłość Wilczka: jak rzuci hajfinisz to znak że wosk tak chciał, co jednak jeżeli wosk tego nie zechce? Dałem mu więc wszystkie niezbędne wskazówki, reszta w jego rękach.”

Na półmetku rozgrywek ligowych

NAPISAŁ: Eli-ROO10, 24 lutego 2015 21:01

Za nami pięć pełnych dramaturgii meczy, o których nie wspomnieliśmy jak dotąd na łamach strony. Przyjrzyjmy się po krótce, co działo się na darterskiej arenie ligowych rozgrywek najniższego elitarnego szczebla.


Czym tak naprawdę kremuje się Aneta?

Dart Night Fever – Weterani S-U  6:4 (14:12)

Na mecz z Dart Night Fever jechaliśmy w najmocniejszym teoretycznie składzie, tak więc można było zakładać że jakieś punkty z matecznika Bonza uda nam się wywieźć. Pierwotnie mieliśmy grać w zestawieniu Dziura/Ciapek i Eli/Koniu, ten ostatni jednak nie dotarł na mecz. Jak tłumaczył Aneta zorientowała się że Koniu kupuje jej krem na cellulit na wyprzedażach i dodatkowo preparuje datę ważności. Podobno wrzaski z Batorego słychać było w Naramowicach.

Pierwsi do boju ruszyli Dziura z Ciapkiem. W tym czasie Wilczek, Eli i Ruten poszli na inhalację. Kapitan z Sekretarzem inhalowali się aktywnie, Wilczek zaś biernie. Nikt nie zaprzątał sobie głowy wynikami pierwszych singli. Nie trzeba było dzwonić do wróżbity Macieja bo wiadomo było, że będący w życiowej formie Ciapek dostanie wpierdal, a Dziura wygra jak zawsze.

Ciapek nie sprawił niespodzianki i zrealizował swoją porażkę z Marcinem, za to Dziura wprawił kamratów w lekkie osłupienie informując że przegrał 1-2 z Mikołajem. Eli stwierdził że raz dwa się to odrobi i po kwadransie razem z Wilczkiem odrobili straty i to gładko.

Pojedynki deblowe rozgrywane były równocześnie, z przebiegu komentarzy naszych zawodników można było jednak stwierdzić że Ciapek  z Dziurą grają w innych warunkach atmosferycznych. O ile bowiem Wilczek i Eli widzieli gdzie trzeba rzucać lotkami, o tyle para Ciapek/Dziura zgodnie twierdziła że niemal nie widzą tarczy.

Będący w wybornej tego wieczoru formie Eli ze wsparciem Wilczka sprawnie uporali się z przeciwnikami, nasza druga para z uwagi na brak noktowizorów uległa jednak 1-2.

Remis po deblach nie był wynikiem złym, zważywszy że Eli był pewny wygranej w swym drugim singlu, a nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzył że Dziura może nic nie wygrać. A jednak…Ciapek planowo (mimo mega formy) dostał do zera, podobnie jak Dziura który był w tym dniu cieniem samego siebie.

Po chwili Eli (już nieco podłamany) zdołał wywalczyć dla nas 4 punkt i całą naszą nadzieję na remis pokładaliśmy w Wilczku. Nasz nowy tegoroczny nabytek nie dał jednak rady. Wilczek tłumaczył później, że przez cały czas kiedy marnował swój talent w Forfajterach nigdy nie grał o żadną stawkę, w zasadzie niemal nie grał wcale, stąd nie wiedział jak zachować się przed decydującymi rzutami. Kapitan Weteranów pocieszał go, że jeszcze nie raz da mu szansę w decydujących singlach więc się z czasem powinien wyrobić :)

Ciekawostki:

  • Ruten nie wytrzymał nerwowo na widok padliny jaką zaprezentowali Dziura z Ciapkiem i opuścił lokal „po angielsku” unikając tym samym kompromitującej pomeczowej sesji zdjęciowej, do której i tak nie doszło, bo tylko Ruten miał aparat obsługujący tryb noktowizora.
  • Ciapek twierdził że nic nie widząc, identyfikował się z protestującymi górnikami
  • Zdolinowany swą grą Dziura przez całe święta nie zaśpiewał żadnej kolędy, nawet refrenu. Twierdził że są za wesołe.
  • Koniu przestał kupować kremy dla Anety na Bema.

 

 

protokół meczowy

 

Zemsta za zamkniętą kuchnię w Buenie.

Weterani S-U – Buenavistni 7:3 (15:10)

Goście ze Srody Wielkopolskiej przyjechali w silnie obsadzonym składzie, którego 50% stanowi płeć piękna, nie przebili jednak na tym polu Weteranów, którzy wszyscy bez wyjątku są ładni.

 

Już przed meczem nic nie ujmując gościom mogliśmy dopisać sobie dwa punkty w tabeli. Nie dziwi więc że na meczu pojawił się nawet Koniu pazerny na ligowe statystyki.

Warto również dodać że w pierwszym swym singlu Eli był o włos od porażki, Dominik może sobie pluć w brodę że nie poskromił naszego kapitana, szans miał bez liku. W deblu również naszemu kapitanowi szło marnie, dochodziło bowiem nawet do tego że blokowany był przez niego Ruten czego nie pamiętają najstarsi darterzy. Nie dziwi więc, że Eli po deblu sam desygnował się na ławę, wszedł za niego Ciapek i zagrał tak, jak nas ostatnio do tego przyzwyczaił: niemal co kolejkę T19, a jak przychodziło do sfinalizowania swej przewagi na dablach to następował paraliż.

Warto jednak nadmienić, że Eli jest pod wrażeniem wiary Ciapka w jego ligową formę, ten bowiem konsekwentnie zapewnia o swej wysokiej formie i na dobrą sprawę nie sposób przyznawać mu racji. Tylko te dable… Trudno się jednak spodziewać, by z takim bojowym nastawieniem Ciapek na dłużej trafił na ławę :)

Poziom meczu był – wyjątkowo jak na II ligę – słaby, ale za to obie drużyny doskonale prezentowały się w ligowych koszulkach, co rzadko się zdarza, biorąc pod uwagę, jak twardą ręką prezes ligi Bonzo Rzuf pilnuje przestrzegania regulaminu. Aż dziw, że w Teleskopie nie wspomniano o odbywających się w Svejku targach odzieży darterskiej.  W składzie Weteranów zabrakło tylko Dziury, który nie doszedł jeszcze do siebie po ostatnim meczu i zepsuciu sobie statystyk, stracił nawet apetyt i stanowczo odmawia drugiego podwieczorka (choć przy trzeciej namowie podobno jednak wymięka).

protokół meczowy

 

Wielkie Derby Svejka.

AK-47 – Weterani S-U   5:5 (11:13)

Kałasze już od kilku lat próbują ograć Weteranów, jak dotąd im się to nie udało, choć chyba nigdy jeszcze nie byli tak blisko sukcesu jak tym razem.
Kapitan Weteranów postanowił w tym meczu się nie patyczkować i zdecydował zastosować swą najsilniejszą broń – całkowite uławienie Rutena – bez perspektywy zmiany nawet przy wyniku 9-0. Ruten zrozumiawszy jak wielką rolę odgrywa w Derbach Svejka, poczuł się wyróżniony, żeby nie powiedzieć MVP meczu.

Po deblach wszystko wskazywało że mecz zakończy się tak jak zawsze, czyli AK klasycznie dostanie bęcki. Kto by się bowiem spodziewał że Dziura przegra drugiego singla i to bez mydła? Nikt nie wie jakie jest podłoże zapaści sportowej Dziury, rozważamy wykupienie kilku sesji u psychologa sportowego bądź odprawienie egzorcyzmów.

Ciapek to osobna historia: na dystansie dzwoni jak trzeba, ale jak przychodzi do dabli to za każdym razem brakują milimetry…

Ta sytuacja nie może jednak trwać wiecznie i czujemy że jak Dziura z Ciapkiem przypomną sobie swe dawne sukcesy to nie będzie na nas mocnych! Stary Dziuro, wracaj!!!!!

Jeden biedny Eli to jak widać za mało na skuteczny marsz w górę tabeli.

Szansę na zainkasowanie 2 ligowych punktów ostatecznie zaprzepaścił Wilczek, przegrywając w decydującym legu na środkach z Grażą. Ostatecznie podział punktów usatysfakcjonował obie drużyny, ale nadal tylko jedna z nich pozostaje niepokonana :)

protokół meczowy

 

Schodzimy do dna, żeby się odbić.

Partner-ki – Weterani S-U 6:4 (13:12)

Osiągnęliśmy dno. Miał być pewny remis, a dostaliśmy bęcki. Nie mamy już złudzeń – bez względu na to jakie nazwiska wpisze Kapitan w protokole meczowym, nasza drużyna nie posiada najmocniejszego składu, zwłaszcza pod nieusprawiedliwioną nieobecność Konia, którego lata doświadczeń nauczyły, żeby zdezerterować. W dodatku nasza jak dotąd najmocniejsza broń – Dziura – zachorował na dartitis, dopadł go też słup (jak dotąd znak rozpoznawczy wyłącznie Rutena) tyle że z lewej strony. Żeby tego było mało, po stylu w jakim Dziura walcząc o remis zakończył ostatniego lega śmiało można stwierdzić, że w naszej drużynie Ruten stracił monopol na finezyjne środeczki. W szeregach Weteranów wrze. Zachodzi podejrzenie, że rozstanie się Dziury z drużyną z Ekstraklasy – Warką Gniezno i jego sensacyjny powrót do drugoligowych Weteranów mogły mieć związek z wyżej wymienionymi przypadłościami, które do tej pory nasz snajper umiejętnie przed nami ukrywał.

Gorycz porażki zwiększa też fakt, że na mecz specjalnie przyjechał słynny łowca talentów – Bigos z Zasutowa, w asyście dwóch kompanów, mieli zobaczyć nasze spektakularne zwycięstwo, ale po tym, co zaprezentowaliśmy panowie Bigos i spółka postanowili wyławiać talenty spośród siebie samych i zaczęli grać w salce treningowej, a zachwytom i wzajemnym pochwałom nie było końca. Krążą plotki, że noszą się z zamiarem założenia własnej drużyny, ciekawe jak się będą nazywać? Bigosy? :)

Podsumowując:

W tabeli z naszej perspektywy jest coraz gorzej, ale nadal gęsto jeśli chodzi o punktację, więc sytuacja nie jest tragiczna. Zapowiadają się małe zmiany personalne, Najwyższa Rada Weteranów w składzie Kapitan-Sekretarz rozważa wprowadzenie nowych zasad wyznaczania wyjściowego składu, co z pewnością odbije się na kursach w DLD Mix oraz na wyniku najbliższego meczu wyjazdowego z drużyną z Konina. Warto przy tym zaznaczyć, że przedmeczowe wazeliniarstwo nie będzie już skuteczne, ale nadal oczywiście dopuszczalne. Perspektywa powrotu Radasa w połowie sezonu również daje cień nadziei na poprawę morale drużyny i większe pole manewru dla Kapitana.

„Schodzimy do dna, żeby się odbić”

(Anatolij Władimirowicz Sofronow)

 

SONDA:

(zaznacz maksymalnie 5 odpowiedzi)

Jaka jest Twoim zdaniem przyczyna porażki z Partnerkami?

View Results

Loading ... Loading ...

 

protokół meczowy

 

Remis w paszczy Lwa.

Kąsek Darta – Weterani S-U 5:5 (13:14)

W niedzielę 22 lutego 2015r. w ramach corocznego Festiwalu Niezdrowego Żywienia wybraliśmy się do Maka na wyżerkę, przy okazji zahaczając o pub Sekret w Koninie, gdzie czekał nas mecz ze słynnym Świstakiem i jego świtą.

Po kilku ostatnich spektakularnych wtopach ligowych i przeanalizowaniu statystyk Eli postanowił, że do Konina Weterani udadzą się bez swoich potencjalnych dwóch armat, które ostatnio były mocno rozkalibrowane: Dziury i Ciapka. Jeszcze kilka tygodni temu taka sytuacja byłaby zapewne nie do pomyślenia, ale ostatnie wyniki w/w asów nie dawały żadnej gwarancji na zdobycze punktowe.

Tak więc Weterani udali się do Konina w eksperymentalnym składzie: Koniu, Wilk, Eli i Ruten. Rzut oka na ligową tabelę wystarczył, by stwierdzić że jedziemy prosto na pożarcie, ale kto by się tym przejmował :) Wszyscy nas prali ostatnio, więc jedna porażka więcej na nikim by już wrażenia nie zrobiła.

Paradoksalnie mecz był bardzo wyrównany, każdy chciał bowiem pokazać że zasługuje na miejsce w składzie. Koniu wyszarpnął dwa punkty, Eli dwa, jeden dołożył Wilk i mała niespodzianka stała się faktem. Dużo nie brakowało by udało się wyrwać jeszcze jeden punkt w deblach ale i tak wynik uważamy za korzystny.

W drugiej rundzie dojdzie do nas jeszcze Radas co jeszcze bardziej wzmocni rywalizację nawet nie tyle o wyjściową czwórką, co nawet miejsce na brzegu ławy!

Panowie Dziura i Ciapek: pora zacisnąć poślady i wziąć się do roboty :)

protokół meczowy

statystyki po 9 kolejkach ligowych

Pub Buena Steeldart 27 12 2014

NAPISAŁ: ROO10, 28 grudnia 2014 17:24

Zdjęcia: Ruten, Tekst: Eli

Następna strona »
 
| Yunnan | OpenSite www |
|